Przestaliśmy wierzyć, że tradycyjne paliwa stanieją, i masowo przesiadamy się do aut zasilanych gazem. Już w przyszłym roku możemy ich mieć najwięcej na świecie. Ale w miarę przybywania takich samochodów rośnie też prawdopodobieństwo, że rząd sięgnie głębiej do kieszeni ich właścicieli. Najprostszy sposób to obłożenie LPG wyższą akcyzą. Także Bruksela szykuje dla gazu podatkową tamę.

>>>Nowy sposób na koszmar paliwowy

>>>Zobacz, kiedy zwróci się instalacja LPG

W grudniu po polskich drogach będzie jeździć ponad 2,5 mln aut przystosowanych do zasilania gazem. O 200 tys. więcej niż w roku ubiegłym – wynika ze wstępnych obliczeń Polskiej Organizacji Gazu Płynnego. Pod względem ich liczby zajmujemy już drugie miejsce na świecie – w ubiegłym roku wyprzedziliśmy Koreę Południową, a wcześniej Włochy. Przed nami jadą już wyłącznie Turcy. Jeżeli utrzymamy to tempo, to już w przyszłym roku zostaniemy globalnym gazowym rekordzistą. – Kierowcy potrafią liczyć. Choć LPG drożeje, to wciąż kosztuje średnio 53 proc. tego co benzyna. Nic dziwnego, że zakłady montujące instalacje gazowe obserwują wzmożone zainteresowanie swoimi usługami – komentuje Andrzej Olechowski, dyrektor POGP.


Rzeczywiście, jak sprawdziliśmy, w najlepszych serwisach na założenie instalacji czeka się obecnie 2 – 3 tygodnie, gdy pół roku temu można było umówić się dosłownie z dnia na dzień. Co więcej, kierowcy decydują się przerabiać na gaz coraz nowsze i bardziej luksusowe auta. – Największą grupę klientów stanowią dziś właściciele dwu-, trzyletnich modeli, nawet mercedesów, audi czy porsche. Z kolei firmy przerabiają w ten sposób całe, liczące po kilkadziesiąt pojazdów floty – mówi Jacek Okoński, właściciel firmy Czakram, zajmującej się montażem instalacji LPG od 1993 roku. Zyskała już międzynarodową sławę – kilka miesięcy temu rozpoczęła współpracę z Peugeotem. Montuje instalacje gazowe w niektórych modelach francuskiej marki, i to bezpośrednio w jej fabrykach.

Mimo to Okoński nie chce popadać w hurraoptymizm. Przyznaje, że w ostatnich tygodniach klientów zaniepokoiła nagła podwyżka cen LPG. Ale eksperci twierdzą, że to normalne zjawisko. – Od kilkunastu lat obserwuje się wzrost cen autogazu w okresie wrzesień – listopad. Wynika to ze zwiększonego popytu na ten produkt w innych sektorach rynku, np. do celów grzewczych – tłumaczy Olechowski z POGP. W tym roku jednak na cenie autogazu odbił się nie tylko większy popyt. – Ponad 90 proc. tego paliwa importujemy, płacąc za nie w dolarach, a amerykańska waluta wyraźnie podrożała. Ponadto LPG jest pochodną ropy, a ta także drożeje – wylicza Jakub Bogucki, analityk rynku paliwowego z firmy E-petrol.


Ceny LPG mają się jednak ustabilizować – jeżeli nie w najbliższych tygodniach, to miesiącach. Pod warunkiem że rząd nie będzie chciał wykorzystać rosnącego popytu na autogaz, aby głębiej sięgnąć do kieszeni kierowców, którzy z niego korzystają. – Jest to możliwe, bo Bruksela reguluje jedynie dolny limit stawki akcyzy na LPG. Górnego nie ma, a stawka nie była zmieniana od 2005 r. – mówi Bogucki. Obecnie w cenie każdego litra autogazu zawarte są 82 gr akcyzy i opłaty paliwowej. Dla porównania w benzynie opłaty te wynoszą aż 1,66 zł (do tego dochodzi jeszcze VAT). Pole do manewru zatem jest.

Co gorsza, zwróciła już na to uwagę Komisja Europejska, która uznała, że cena benzyny jest zaniżana w stosunku do autogazu. KE proponuje, aby minimalna akcyza na nią wzrosła z obecnych 125 euro do 500 euro za tonę. Wicepremier Waldemar Pawlak nazwał co prawda ten pomysł szatańskim, ale Ministerstwo Finansów nie musi podzielać tej opinii.

Litr autogazu obciążony jest akcyzą w kwocie 82 gr. Benzyny 1,66 zł