Niemcy – 12 tys. kilometrów autostrad, które nie dość, że są bezpłatne (dla samochodów osobowych), to jeszcze na wielu odcinkach nie obowiązują limity prędkości. Znaki jedynie sugerują, że najbezpieczniej jest poruszać się 130 km/h, ale nawet jeżeli jedziemy ponad 200 km/h, to nikt nie zrobi nam zdjęcia, nie zatrzyma nas i nie ukarze.

Zanim jednak zaczniemy sprawdzać możliwości swojego samochodu, powinniśmy zdać sobie sprawę, że tamtejsza policja przywiązuje wagę do zupełnie innych rzeczy niż nasza – bardzo surowo każe za jazdę skrajnym lewym pasem, podczas gdy prawy jest pusty, czy tzw. jazdę na zderzaku. Specjalne fotoradary na najszybszych odcinkach dróg nie mierzą prędkości, lecz odległość pomiędzy samochodami. Powinna ona wynosić przynajmniej połowę aktualnej prędkości, licząc w metrach. Czyli gdy jedziemy 160 km/h, to od auta przed nami powinno nas dzielić minimum 80 metrów. Gdy dystans będzie krótszy, zapłacimy nawet 200 euro. I nie ma co liczyć na to, że zdjęcie z fotoradaru do nas nie dotrze – tamtejsza policja odnajdzie nas, nawet gdy już wrócimy do kraju, a numer rejestracyjny pojazdu zostanie zapamiętany w systemie. Gdy tylko ponownie przekroczymy Odrę i zatrzyma nas niemiecka policja, zostaniemy zmuszeni do zapłacenia wszystkich zaległości.

Podobnie jest w krajach skandynawskich, Austrii czy Szwajcarii. Ten ostatni kraj słynie z bezwzględnego egzekwowania przepisów ruchu drogowego – znane są sytuacje, gdy do polskich kierowców docierały mandaty za przekroczenie prędkości o 3 km/h, opiewające na kwotę zaledwie 20 franków. Dla Szwajcarów nie ma znaczenia to, że koszty wyegzekwowania takich kar znacznie przekraczają wartość mandatów.

Jadąc przez Szwajcarię i Austrię, należy również bardzo dokładnie zaplanować trasę przejazdu. Po pierwsze może się zdarzyć, że wiele odcinków wysokogórskich dróg będzie zamkniętych całkowicie lub po zmroku (szczególnie trasy w pobliżu lodowców) bądź będą obowiązywały na nich ograniczenia w ruchu (np. zakaz przejazdu dla aut z przyczepami kempingowymi). Po drugie w krajach tych płatne są również przejazdy przez niektóre tunele oraz trasy widokowe, jak np. słynna austriacka Grossglockner. Tunele mają czasem 30 – 40 kilometrów, a przejazd nimi może kosztować nawet 30 euro. Sporo, zważywszy na to, że jedyne, co możemy wtedy podziwiać, to betonowe ściany i ciemność.