– To jest przegięcie i bezprawne wykorzystywanie symboli wojskowych w postaci munduru do promowania jakiegoś produktu. Takie działanie jest sprzeczne z prawem i należy je jednoznacznie potępić – mówi zbulwersowany gen. dyw. Bogusław Pacek, radca ministra obrony narodowej.

Departament prasowo-informacyjny MON potwierdził, że nikt nie występował w tej sprawie do resortu o zgodę na używanie munduru żołnierza Wojska Polskiego do celów reklamowych. Sprawą zajmuje się oddział dyscypliny wojskowej w departamencie wychowania i promocji MON. Zdaniem ministerstwa Tomasz Karolak jest przebrany w reklamie w mundur podpułkownika wojsk inżynieryjnych wchodzących w skład wojsk lądowych. Zgodnie z ustawą z 21 grudnia 1978 r. o odznakach i mundurach (Dz.U. nr 31, poz. 130) używanie munduru przez cywilów jest prawnie zakazane. Jest tylko kilka wyjątków. Mogą go używać młodzież, instruktorzy i specjaliści zrzeszeni w organizacjach militarnych, które zawarły porozumienie o współpracy z MON.

– Jestem zaskoczony. Jak dotąd nie mieliśmy żadnej informacji i zastrzeżeń w tej sprawie ze strony wojska – mówi „DGP” Piotr Ziarkowski, szef marketingu i PR Hyundai Motor Poland. Dodaje, że za kampanię odpowiadała zewnętrzna agencja, a wszystkie prawa i zgody powinny być zabezpieczone. – Jeśli pojawią się zastrzeżenia ze strony MON, na pewno będziemy wyjaśniać sprawę.

To nie pierwszy przypadek wykorzystania w reklamie wizerunku armii. Wcześniej zrobił to producent wody Cisowianka. W jej spotach promocyjnych pojawiły się myśliwce F-16. Tam jednak zgoda wojska była.

Innym przypadkiem wykorzystania dóbr narodowych do celów reklamowych była niedawna kampania Toyoty Banku, w której wykorzystał on wzór banknotu stuzłotowego do promocji lokat. W reklamie banknot składany jest w origami. To nie spodobało się Narodowemu Bankowi Polskiemu, który postanowił chronić banknoty, gdyż są dobrem narodowym. Po interwencji NBP Toyota Bank wycofał reklamy. W przypadku Hyundaia wojsko może być surowsze. Zgodnie z kodeksem wykroczeń za bezprawne używanie munduru grozi kara grzywny, a nawet areszt.