Już około czterech tysięcy myjni działa na polskim rynku i co miesiąc ich liczba zwiększa się o kilkadziesiąt zupełnie nowych obiektów. Branża będzie dynamicznie się rozwijała jeszcze przez kilka najbliższych lat, ponieważ w Polsce na jeden taki punkt przypada pięć tysięcy samochodów, czyli dwukrotnie więcej niż np. w Niemczech czy Wielkiej Brytanii.

Ale rynek nie tylko rośnie, lecz również przechodzi technologiczną metamorfozę. Tradycyjne myjnie wodne są wypierane przez nowatorskie parowe, pojawiają się pierwsze firmy gotowe umyć i posprzątać nam auto pod domem wyłącznie przy użyciu specjalnych preparatów w sprayu. W dużych miastach powstają motoryzacyjne salony piękności, w których jedna wizyta może kosztować ponad tysiąc złotych.

Mycie bez wody

Rynek usług pielęgnacyjnych dla samochodów nabrał rozpędu w 2008 roku, kiedy w życie weszły przepisy kategorycznie zabraniające mycia samochodów poza specjalnie wyznaczonymi do tego celu miejscami. Ekologia wzięła górę i dzisiaj promują ją nawet sami właściciele myjni.

– Do umycia jednego auta metodą parową potrzeba półtora litra wody, z czego ani kropla nie spada na ziemię. Dzięki temu nie trzeba budować specjalnej infrastruktury odprowadzającej ścieki i ubiegać się o dodatkowe pozwolenia na budowę myjni – tłumaczy Paweł Englicht, właściciel sieci Eco Myjnie, która ma już trzy punkty w Warszawie. I inwestuje w kolejne, bo zainteresowanie myciem parowym rośnie w tempie kilkudziesięciu procent miesięcznie, pomimo że jest średnio dwukrotnie droższe niż tradycyjne. Za wyczyszczenie i wypolerowanie karoserii auta kompaktowego zapłacić trzeba 35 – 40 złotych.

Czyszczenie z dostawą

W kraju jest już kilka firm oferujących całkowicie bezwodne mycie samochodu. – Używamy wyłącznie nowatorskich preparatów w sprayu rozpuszczających brud i jednocześnie pielęgnujących lakier. Brud wchłaniany jest przez specjalne szmatki, które oddajemy później do pralni ekologicznej – mówi Igor Nowaczek z firmy Mobilnemyjnie.com. Firma kompleksowo czyści samochody bezpośrednio w domu u klienta. Zapewnia, że wszystko odbywa się zgodnie z przepisami.


– Ostatnio myliśmy auto przed budynkiem straży miejskiej. Kilku strażników wyszło, zobaczyli, że na ziemi wokół auta nie ma nawet jednego mokrego śladu i wrócili za biurka – opowiada Nowaczek. Cena usługi razem z polerowaniem i dojazdem do klienta zaczyna się od 50 zł. Górnej stawki nie ma. Ostatnio jeden z klientów zażyczył sobie mycia silnika, prania tapicerki i czyszczenia podsufitki. Zapłacił 350 złotych.

Najwięksi motoryzacyjni pedanci muszą być przygotowani na jeszcze większe wydatki. Na rynku pojawiają się firmy oferujące samochodom zabiegi, których nazwy zostały żywcem przeszczepione z katalogów gabinetów SPA. I to razem z cenami. W firmie Venalis Luxury Auto SPA można zamówić usługę odtłuszczania (karoserii), jonizowania (wnętrza) bądź detoksykacji (lakieru). A na deser pozostaje już tylko woskowanie, które sama firma reklamuje tak: „Naturalny wosk carnauba ogrzewamy ciepłem dłoni i nakładamy ręcznie, wcierając w karoserię, podobnie, jak wciera się balsam w ludzką skórę”. Kto tak zechce uszczęśliwić swoje auto, musi wydać ponad tysiąc złotych.

Operacja „zderzak”

Podobnych firm jak Venalis jest już w całym kraju kilkadziesiąt. Odbierają samochód spod domu klienta, oferując mu na czas wielkiego sprzątania auto zastępcze.

Biznes kręci się już w takim tempie, że obok samochodowych salonów piękności wyrastają zakłady specjalizujące się w motoryzacyjnej chirurgii plastycznej. – Jeżeli w salonach wmasowuje się w auta balsamy, to my robimy im zastrzyki z botoksu. Usuwamy niedoskonałości takie jak otarcia i pęknięcia na zderzakach czy wgniecenia na drzwiach – mówi Dawid Dobrowolski, szef salonu firmy S-Plus z podwarszawskiej Jabłonny. Największą zaletą tego typu napraw jest czas ich trwania. Przywrócenie świetności zderzaka trwa półtorej godziny. Firma używa m.in. lakierów utwardzanych promieniami UV, które wysychają w dwie minuty. – Im nowsze i lepsze auta mają Polacy, tym chętniej korzystają z tego typu usług – twierdzi Dobrowolski, choć dodaje, że pod względem umiłowania czystości polskim kierowcom jeszcze daleko do niemieckich kolegów. Ci podobno tak dbają o auta, że olej spuszczany z silników ich samochodów jest tak czysty, że można wykorzystywać go do smażenia frytek.


Myśl (eko)logicznie, a będzie taniej

Za szorowanie pojazdu przed blokiem czy domem grozi 500 zł mandatu. Chyba że mamy podjazd wykonany z materiałów nieprzepuszczających żadnych płynów oraz z wbudowanym kanałem ściekowym. Jeszcze bardziej restrykcyjne wymagania ekologiczne muszą spełniać myjnie, zarówno te automatyczne, jak i bezdotykowe. Ich infrastruktura musi uniemożliwiać dostanie się do gleby choćby kropli zanieczyszczonej wody, a tym bardziej detergentu. A to generuje koszty. Najtańsza myjnia bezdotykowa z 2 – 3 stanowiskami to wydatek przynajmniej 200 tys. złotych. Przed jej uruchomieniem trzeba uzyskać tzw. decyzję środowiskową w urzędzie miasta lub gminy, a później gotowy obiekt musi odebrać straż pożarna.

Aby postawić stacjonarną myjnię parową, nie musimy spełniać tak wygórowanych wymagań, ponieważ jedynym „ściekiem” są w tym przypadku szmaty, którymi ściąga się brud z auta, a następnie je pierze. Obiekt z 2 – 3 stanowiskami to wydatek około 100 tys. złotych.