Falę podwyżek rozpoczęło PZU – największy gracz w segmencie korporacyjnych ubezpieczeń komunikacyjnych. Towarzystwo poinformowało swoich klientów o tym, że od 1 listopada podnosi o 100 proc. swoje ceny.

Listy z taką informacją trafiły pod koniec lipca do współpracujących z PZU firm leasingowych i zarządzających flotami oraz do przedsiębiorstw mających własne floty samochodowe. Zgodnie z umowami ramowymi, które towarzystwo z nimi zawarło, mają one trzy miesiące na wyrażenie zgody na podwyżki lub wypowiedzenie umowy.

– O tym, że jesienią tego roku dojdzie do podwyżek stawek ubezpieczeń komunikacyjnych, mówiło się od dawna. Jednak skala tego zjawiska zaskoczyła cały rynek – mówi Roman Chewsiuk, dyrektor ubezpieczeń komunikacyjnych w firmie brokerskiej Gras Savoye Polska.

W ślad za liderem
Jak wynika z naszych informacji, inni ubezpieczyciele, którzy liczą się na rynku korporacyjnym (Ergo-Hestia, Allianz, Generali i Compensa), kiedy tylko dowiedzieli się o skali zaplanowanych przez największego polskiego ubezpieczyciela podwyżek, od razu poszli w jego ślady. Tylko że zamiast liniowo podnieść ceny dla całego segmentu, poinformowali swoich najbardziej szkodowych klientów o tym, że stawki dla nich idą w górę o 200 – 300 proc. Dla pozostałych ceny także wzrastają, ale nie aż tak mocno.

– Dwa lata temu wdrożyliśmy program osłonowy, który obniża szkodowość we flotach naszych klientów. Dzięki temu muszą się oni liczyć jedynie z podwyżkami rzędu 10–15 proc., które można określić jako kosmetyczne wobec tego, co dzieje się na rynku – mówi Artur Zych, wiceprezes BIK Brokers.
Konkurencja liczy, że różnicując stawki, zatrzyma ostrożnych klientów, a pozostałych zmusi do odejścia. Firmy posiadające floty o wysokiej szkodowości nerwowo szukają miejsca, w którym mogą się najtaniej ubezpieczyć. Niektórzy są tak zdesperowani, że zgłaszają się nawet do directów. Jeśli nie uda im się przekonać do siebie innych ubezpieczycieli, to będą musieli się zgodzić na kilkusetprocentowe podwyżki albo też iść do PZU.

Byłoby to sprzeczne z zapowiedziami Andrzeja Klesyka, prezesa PZU. Od dłuższego czasu zapowiada on, że jego towarzystwo pozbędzie się klientów, którzy nie przynoszą zysku. Ma to być lekarstwo ma rosnące straty generowane przez ten segment działalności spółki.
W salonach też drogo

Przy okazji podwyżek dla klientów korporacyjnych ucierpią osoby kupujące nowe samochody w salonach. One także muszą się liczyć z podwyżką ceny za pakiet ubezpieczeń. Wzrost stawek jednak nie jest tak drastyczny jak w segmencie korporacyjnym.

– Średnia podwyżka cen za pakiety ubezpieczeniowe wynosi 10 proc. – mówi Bogdan Grzybowski, dyrektor sprzedaży kredytów samochodowych w Toyota Banku. Toyota współpracuje z PZU, Ergo-Hestią i Allianzem.

Roman Chwesiuk tłumaczy, że podwyżki są spowodowane kryzysem, który spowodował spadek zakupów nowych samochodów, co przełożyło się na niższy przypis składki. Jednocześnie wzrosły koszty likwidacji szkód, wskutek czego towarzystwa mają coraz większe straty na polisach komunikacyjnych.