Posłowie Nowoczesnej na konferencji prasowej w Sejmie podkreślali, że ich propozycje mają posłużyć ograniczeniu "nadużywania władzy" poprzez "wykorzystywanie możliwości jazdy kolumną uprzywilejowaną przez przedstawicieli rządu PiS".

- Mieliśmy z tego typu problemem - nadużywania władzy - w Polsce do czynienia od wielu lat, natomiast to, z czym mamy teraz do czynienia, z działaniem rządu PiS, przypomina działanie takich kacyków putinowskiej Rosji - ocenił sekretarz generalny Nowoczesnej poseł Adam Szłapka.

Jak dodał projekt Nowoczesnej ma "w bardzo precyzyjny sposób zawęzić katalog uprawnionych do możliwości poruszania się kolumną uprzywilejowaną tylko i wyłącznie do: prezydenta RP, Prezesa Rady Ministrów, osób wchodzących w skład delegacji obcych państw i w skład organizacji międzynarodowych.

- Czas skończyć z taką sytuacją, że szef MON Antoni Macierewicz, niby to w sprawach wagi państwowej, jedzie z imprezy od ojca Rydzyka do Karnowskiego i łamie prawo, jedzie z prędkością ponad 200 kilometrów na godzinę i naraża obywateli na niebezpieczeństwo - podkreślił poseł.

- Koniec z Misiewiczami, którzy jeżdżą w pojazdach uprzywilejowanych, koniec z rzecznikami rządu, z dyrektorami gabinetów. Do tej pory to był bardzo szeroki katalog, który obejmował ponad 200 osób - w zasadzie wszystkie osoby z tzw. kierownictwa państwowego mogły korzystać z takich kolumn uprzywilejowanych - zauważył Szłapka.

Poseł ma nadzieję, że za projektem opowiedzą się przedstawiciele wszystkich sił politycznych zasiadających w Sejmie, zarówno cała opozycję, jak i politycy PiS, którzy - jak zaznaczył - "zawsze mówili o tym, że arogancja władzy jest tym, z czym chcą walczyć".

- Nie jesteśmy w stanie wojny; Antoni Macierewicz może jechać normalnie, zgodnie z przepisami i zawsze zdąży z każdej partyjnej imprezy na partyjną imprezę, nic się nikomu wtedy nie stanie - zaznaczył polityk Nowoczesnej.

26 stycznia na drodze krajowej nr 10 w Lubiczu Dolnym k. Torunia, doszło do wypadku z udziałem samochodu, w którym jechał szef MON Antoni Macierewicz. W kolizji uczestniczyło osiem pojazdów, w tym dwa z kolumny Żandarmerii Wojskowej. Śledztwo ws. nieumyślnego naruszenia przez żołnierza z Oddziału Specjalnego Żandarmerii Wojskowej w Warszawie zasad bezpieczeństwa w ruchu lądowym wszczęła pod koniec lutego poznańska prokuratura. W ubiegłą środę w Warszawie doszło z kolei do kolizji z udziałem limuzyny wiceszefa MON Bartosza Kownackiego.

Przedstawiciele ugrupowania Petru odnieśli się we wtorek do wątpliwości wokół podpisanej w piątek przez Inspektorat Uzbrojenia MON i koncern Boeing umowy dotyczącej zakupu samolotów dla VIP-ów. W poniedziałek Krajowa Izba Odwoławcza orzekła, że MON złamało prawo zamówień publicznych oraz zasady uczciwej konkurencji stosując tryb zamówienia z wolnej ręki i negocjując zakup samolotów tylko z Boeingiem.

- To pokazuje, jaki chaos i jak głębokie lekceważenie prawa ma miejsce w tym ministerstwie - ocenił Michał Stasiński. Przypomniał w tym kontekście sprawę kwestionowanego m.in. przez MON przetargu na Caracale, który jego zdaniem był "dobry, merytoryczny, realizujący potrzeby polskiej armii, z bardzo poważnym offsetem".

- Co mamy w zamian? W zamian mamy zakupy z wolnej ręki, w zamian mamy brak gwarancji wpływu lobbystów na podjęte decyzje - wskazał Stasiński. - Można w Polsce robić przetargi, można kupować sprzęt zgodnie z prawem; niestety jest to sfera, która PiS-owi jest całkowicie obca - dodał poseł. Jego zdaniem ten stan rzeczy powoduje "duże straty finansowe oraz niejasność stosowanych procedur".

W piątek Inspektorat Uzbrojenia i Boeing podpisały w Warszawie umowę na dostawę trzech samolotów B737 (dwóch nowych i jednego używanego) do przewozu VIP-ów. Żeby mogło się to stać, dzień wcześniej KIO uchyliła zakaz zawarcia umowy. Obowiązywał on, bo przed Izbą toczyło się postępowanie z odwołania trzech firm, które pośredniczą na rynku lotniczym. Wydanie orzeczenia było wyznaczone na poniedziałek, tymczasem środki, które Ministerstwo Obrony Narodowej miało na zakup samolotów średniej wielkości do transportu najważniejszych osób w państwie, wygasały w piątek, bo pochodziły jeszcze z budżetu na 2016 r.