W pierwszą rocznicę ujawnienia praktyk koncernu Volkswagen, który przyznał się do fałszowania pomiarów emisji spalin podczas testów, polskie stowarzyszenie StopVW.pl złożyło pierwszy pozew zbiorowy przeciwko marce. W dokumentacji mowa o grupie ok. 50 poszkodowanych, ale ma być ich znacznie więcej, bo to dopiero początek batalii.

- Jest to pierwszy pozew tego typu w historii naszego kraju. Spodziewamy się, że w ciągu kilku następnych miesięcy do pozwu przystąpi nawet kilka tysięcy kolejnych kierowców. Mamy prawo przypuszczać, że będzie to tak duża liczba, ponieważ zgłosiło się już do nas ok. 1600 osób, z których zdecydowana większość zapowiedziała przystąpienie do grupy po złożeniu pozwu w sądzie - mówi dziennik.pl mecenas Konrad Kacprzak ze StopVW.pl i podkreśla, że jest to standardowa praktyka w przypadku pozwów zbiorowych.

Aktualizację oprogramowania przewidziano dla silników typu EA189 o pojemności 1,2 l, 1,6 l i 2,0 litrów, operacja trwała ok. pół godziny. W przypadku silnika o pojemności 1,6 l dodatkowo zamontowany zostanie specjalny przepływomierz, co wraz z aktualizacją oprogramowania spowoduje, że cała operacja potrwa około 45 minut.

O ile w Stanach Zjednoczonych właściciele pojazdów z wadliwym oprogramowaniem mogą liczyć na odszkodowania czy też odkupienie auta przez koncern, to Europejczycy muszą się zadowolić wgraniem nowego "uczciwego" oprogramowania. W Polsce sprawa dotyczy 140 tys. samochodów, naprawy już trwają. Stowarzyszenie wskazuje jednak, że po całej operacji zwiększa się emisja tlenków azotu. - Docierają do nas informacje, że po naprawach te samochody działają gorzej - mówi prawnik. W jego ocenie prawa konsumenta w Europie nie są tak dobrze chronione jak w USA.

Będą kolejne pozwy

Polskie stowarzyszenie jednak nie zamierza poprzestać na jednej firmie i po producencie samochodów z logo VW organizacja planuje wziąć na celownik trzy inne marki należące do Grupy VW. W przygotowaniu są kolejne pozwy dotyczące SEAT-a, Skody i Audi.

- Zachęcamy do zgłaszania się wszystkich właścicieli i leasingobiorców aut Volkswagen, Skoda, SEAT i Audi wyposażonych w silnik Diesla i wyprodukowanych w latach 2008-2015. Szkoda użytkownika jednego wadliwego pojazdu została wyceniona przez rzeczoznawcę na 30 tys. zł - ujawnia Kacprzak.

Jakie argumenty stowarzyszenie wytoczy przeciw VW, by uzyskać zadośćuczynienie? Prawnik wyjaśnia, że podstawę prawną pozwu stanowi czyn niedozwolony, którego dopuściła się firma w trakcie produkcji auta. - Każdy z członków grupy zaangażowanej w pozew poniósł szkodę, ponieważ nabył produkt wadliwy, niezgodny ze specyfikacją techniczną dostępną w momencie zakupu i z obowiązującymi normami dotyczącymi poziomu emisji spalin - uzasadnia mecenas.

Szanse na wygraną? - Pozew został przygotowany bardzo profesjonalnie, wiele osób włączyło się w przygotowanie treści, w tym znani polscy prawnicy. Dlatego szanse oceniamy jako bardzo duże - kwituje Kacprzak.

Co na to Volkswagen?

- W grudniu 2015 roku koncern Volkswagen przedstawił Federalnemu Urzędowi ds. Ruchu Drogowego KBA konkretne działania techniczne jakie zamierza przeprowadzić w silnikach EA189, których dotyczy sprawa emisji tlenków azotu. Plan ten został przez KBA zaakceptowany. Od samego początku celem Volkswagena było przeprowadzenie akcji w sposób jak najmniej uciążliwy dla klientów - mówi dziennik.pl Tomasz Tonder, kierownik do spraw PR Volkswagena.

Akcję serwisową pod koniec stycznia od naprawy silników 2.0 TDI montowanych w amaroku. Potem rozszerzono ją o następne modele samochodów dwulitrowymi turbodieslami typu EA189.

- Przypomnę, że chodzi o starsze modele aut z normą Euro 5, które nie są oferowane w sprzedaży. W sierpniu rozpoczęto wdrażanie akcji w samochodach z silnikami 1.2 TDI. Od trzeciego kwartału tego roku, zmiany będą wprowadzane w pojazdach z silnikami 1.6 - wyjaśnił Tonder.

Przedstawiciel Volkswagena w rozmowie z nami podkreśla, że KBA potwierdził w pełnym zakresie, w odniesieniu do wszystkich silników, w których zezwolił na przeprowadzenie zmian, że dokonywane modyfikacje techniczne nie powodują żadnych zmian zużycia paliwa, osiągów czy poziomu hałasu. Przypomniał też, że testy przeprowadzili także dziennikarze, potwierdzając powyższe założenia. - Samochody, których dotyczy akcja są technicznie sprawne i bezpieczne. Do czasu poddania ich zmianom technicznym mogą bez przeszkód poruszać się po drogach - ucina Tonder.

Aferę VW nagłośniła amerykańska Agencja Ochrony Środowiska. We wrześniu 2015 roku Volkswagen przyznał się do zainstalowania w około 11 mln samochodów oprogramowania pomagającego fałszować wyniki pomiarów zawartości tlenków azotu w spalinach silników Diesla. Oprogramowanie pomyślano tak sprytnie, by w celach oszczędnościowych wyłączało system neutralizowania tlenków azotu podczas codziennej jazdy samochodem i włączało go po rozpoznaniu, że silnik poddawany jest testom.

VW w aktualnie produkowanych silnikach jest najczystszy

Warto zaznaczyć, że nie tylko Volkswagen ma na sumieniu kombinowanie. Z badania przeprowadzonego przez organizację pozarządową Transport & Environment wynika, że ok. 29 mln samochodów wyposażonych w silniki Diesla przekracza obowiązujące normy emisji spalin Euro 5 i Euro 6.

Jeśli chodzi o poszczególne marki, to według raportu T&E Volkswagen wypada najlepiej, "tylko" dwukrotnie przekraczając obecnie obowiązujące normy Euro 6 (chodzi o silniki nowe, montowane obecnie). Najgorzej wypadają: Fiat, Alfa Romeo i Suzuki (15-krotne przekroczenie norm), Renault, Dacia i Nissan (ponad 14 razy) oraz Opel-Vauxhall (10 razy).

Najwięcej "podrasowanych" samochodów wyliczono we Francji (5,5 mln), w Niemczech (5,3 mln), Wielkiej Brytanii (4,3 mln) oraz we Włoszech (3,1 mln). Po polskich drogach jeździ 430 tys. takich "brudnych" aut z silnikiem Diesla.