Bogatsi zapłacą wyższe mandaty. Ministerstwo Transportu chce uzależnić wysokość kar za wykroczenie drogowe od zasobności portfela kierowcy - donosi RMF FM. 

To trochę jak odkrywanie Ameryki na nowo - taki sposób karania osób ze zbyt ciężką nogą działa już w Szwajcarii, gdzie "szybkim i wściekłym" kierowcom poza wysokimi mandatami (często uzależnionymi od wysokości dochodów) grozi utrata prawa jazdy, prace społeczne, a nawet więzienie.

Wiadomo, że resort kierowany przez Sławomira Nowaka zlecił analizy, jak takie rozwiązania sprawdzają się w innych krajach m.in. w Finlandii. 

Kiedy taki system zostanie wdrożony w Polsce? Być może stanie się to za rok, a może za dwa lata.

W tym kierunku mają iść zmiany. Nie tylko wyższe mandaty, ale mandaty, które w równej mierze są bolesne dla wszystkich łamiących przepisy - powiedział wiceminister transportu Zbigniew Rynasiewicz. Takie rozwiązanie jest bardziej sprawiedliwe. I mam nadzieję, że będzie bardziej akceptowalne przez społeczeństwo - dodał.

Zastępca ministra Nowaka nie jest jeszcze w stanie powiedzieć, jaka będzie górna granica wysokości mandatu dla najbogatszych

Jak policjanci podczas kontroli drogowej sprawdzą majątek kierowcy? To pozostaje niewiadomą. W opinii wiceministra przy wystawianiu mandatu nie będzie brane pod uwagę to, jakim samochodem ktoś jedzie. Czy zastąpi dotychczas stosowany taryfikator mandatów? Pożyjemy, zobaczymy... 

Jerzy Polaczek, poseł PiS i były minister transportu, zastanawia się, czy w związku z tym policjanci nie będą polować na kierowców w droższych samochodach, bo oni mogą zapłacić wyższe mandaty. 

Doprowadzimy do sytuacji takiej, w której Inspekcja Transportu drogowego będzie filią ministerstwa finansów - powiedział Polaczek. Polityk przyznaje jednak, że pomysł jest godny rozpatrzenia, ale trzeba do niego podejść z rozsądkiem.