Jak wynika z tegorocznego badania przeprowadzonego przez Goodyeara, nowi kierowcy nie czują się dość pewnie za kierownicą. Badanie pokazało też, jak ten problem wygląda w innych krajach, a także jakie podejście do poszczególnych zagadnień związanych z bezpieczeństwem mają Polacy na tle swoich rówieśników z zagranicy.

Czy jesteśmy gotowi do prowadzenia samochodu?

Młodzi kierowcy z Polski krytycznie wypowiadają się o kursie prawa jazdy, twierdząc, że w szkole jazdy nie zostali dostatecznie przygotowani do uczestnictwa w ruchu drogowym. Nie czują się pewnie za kierownicą w różnych warunkach atmosferycznych. Opanowują podstawy prowadzenia auta, ale wciąż mają luki w sztuce prowadzenia auta w specyficznych warunkach - tylko 57 porc. młodych kierowców nauczyło się prowadzenia pojazdu nocą.

Dla porównania: zaledwie 6 proc. badanych Duńczyków i 2 proc. Niemców stwierdziło, że nie uczono ich nocnej jazdy. Na przeciwległym biegunie są zaś młodzi kierowcy z Rosji, Czech i Turcji (odpowiednio 76 proc., 75 proc. i 72 proc. z nich szkoliło ten element).

Opanowanie trudnych elementów ruchu drogowego wpływa na pewność siebie. Świeżo upieczonym polskim kierowcom brakuje pewności siebie (22 proc. respondentów), podobnie jak ich rówieśnikom z Danii, Czech i Austrii (odpowiednio 25 proc., 23 proc., 22 proc.). Najpewniejsi są natomiast Brytyjczycy, Włosi, Rosjanie i Hiszpanie (12 proc., 12 proc., 10 proc. i 8 proc.).

Im cięższe warunki jazdy, tym trudniej o pewność siebie za kierownicą. Dlatego 32 proc. młodych Polaków nie czuje się pewnie podczas jazdy po śniegu, a co czwarty – prowadząc samochód za granicą.

Generalnie kandydaci na kierowców w Polsce przystępujący do egzaminu są przygotowani do wykonywania zadań egzaminacyjnych, nie zaś do bezpiecznej jazdy po drogach. Zdarza się, że po niezaliczonym egzaminie słyszymy, iż egzaminowany nie ćwiczył danego elementu podczas nauki jazdy, czy też że wykonywał część ćwiczeń przy wydatnej pomocy instruktora. Tak nie powinno być. W szkole jazdy często celem kursanta jest uzyskanie dokumentu, który go dopuści do egzaminu, nie zaś faktyczna nauka prowadzenia samochodu. Dlatego proponowałbym likwidację formalnego obowiązku odbywania szkolenia w szkole jazdy. W wielu europejskich krajach tak jest - choćby w Szwecji czy Wielkiej Brytanii. To nie znaczy, że tam przyszli kierowcy nie idą do szkół jazdy - idą, ale właśnie po to, żeby się czegoś nauczyć, nie dlatego, bo muszą uzyskać dokument dopuszczający do egzaminu państwowego - mówi Tomasz Matuszewski, pełnomocnik dyrektora WORD ds. procesu egzaminowania.

Po kursie jazdy nie mamy wiedzy na temat eksploatacji auta 

Polscy kierowcy przyznają, że podczas kursu na prawo jazdy nie otrzymali wyczerpujących informacji na temat wyboru opon. Zaledwie 27 proc. z nich dowiedziało się, jakie jest znaczenie właściwych opon dla bezpieczeństwa na drodze, zaś niespełna do piąty - jakie znaczenie ma sprawdzanie ciśnienia powietrza w oponach (19 proc.). Jeszcze mniej uzyskało informacje na temat wymiany opony po złapaniu gumy (14 proc.).

Co drugi Polak rozmawia przez telefon w czasie jazdy

Przepisy są po to, by je łamać? Niektórzy tak twierdzą, bo rozmawiają przez telefon nie używając zestawu głośnomówiącego ani słuchawki. Robi tak 44 proc. respondentów. Najmniej zdyscyplinowani są pod tym względem Szwedzi i Rosjanie (70 proc.), a następnie mieszkańcy RPA (61 proc.) i Turcy (60 proc.). Polacy też zawyżają średnią – połowa z nich (52 proc.) przyznała się do rozmowy przez telefon komórkowy w czasie prowadzenia samochodu bez zestawu głośnomówiącego. Jest to praktyka bardziej rozpowszechniona wśród młodych mężczyzn (57 proc.) niż wśród kobiet (46 proc.). Aż 39 proc. respondentów przyznało się, że zdarzyło im się wysyłać SMS-y w czasie prowadzenia auta. 

Do używania telefonu w samochodzie niezgodnie z przepisami przyznało się natomiast znacznie mniej respondentów z Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i Holandii (odpowiednio 15 proc., 26 proc. i 27 proc.).

Polacy lubią prędkość 

Statystyczny polski kierowca ma ciężką nogę - według badania przeprowadzonego przez Goodyeara jeździmy najszybciej ze wszystkich badanych nacji!

Przyznaje się do tego 81 proc. badanych rodaków, zaraz za nami są mieszkańcy RPA (79 proc.). Najbardziej odpowiedzialnych młodych kierowców można znaleźć w Wielkiej Brytanii i Hiszpanii, gdzie odsetek wynosi odpowiednio 54 proc. i 40 proc..

Dozwoloną prędkość nieco częściej przekraczają mężczyźni niż kobiety (70 proc. mężczyzn i 62 proc. kobiet). 

Ponad połowa Polaków przyznaje, że zdarzyło im się błędnie ocenić prędkość lub ruch drogowy (54 proc.). Aż 78 proc. przyśpieszało, zamiast zwolnić na pomarańczowym świetle, a 42 proc. przyznało się do jazdy równie szybkiej na mokrej nawierzchni, co na suchej. 36 proc. polskich kierowców przyznało, że prowadzi samochód w taki sposób, aby poczuć adrenalinę, zaś 40 proc. badanych Polaków próbowało jechać swoim autem z najwyższą możliwą prędkością. Pod tym względem biją nas jednak Niemcy (53 proc.) i Rosjanie (46 proc.) - choć dla Niemców okolicznością łagodzącą jest fakt, że to jeden z nielicznych krajów na świecie bez ograniczeń prędkości na autostradach. 

Szczególnie często również pokonujemy zakręty ze zbyt dużą prędkością (51 proc. Polaków przy średniej 39 proc. dla całego badania) oraz lekceważymy sygnalizację świetlną (51 proc. do 39 proc.).

Czego zaś się najbardziej obawiamy na polskich drogach? Innych, nieodpowiedzialnych kierowców, a także usterek technicznych. Pijanych kierowców boi się 70 proc. respondentów, w tym aż 79 proc. spośród badanych kobiet. Wypadku spowodowanego przez inny samochód boi się 64 proc. Polaków, również w większości kobiet (72 proc. spośród respondentek wskazało ten punkt). Kobiety bardziej od mężczyzn obawiają się także awarii pojazdu w niebezpiecznym miejscu (55 proc. kobiet w porównaniu z 30 proc. mężczyzn), a także usterek technicznych (awaria hamulców: 65 proc.w stosunku do 54 proc. mężczyzn; gwałtowna utrata powietrza w oponie lub jej przebicie na ruchliwej drodze: 59 proc. w stosunku do 45 proc. mężczyzn).