Każda z tych placówek jest akredytowanym przedstawicielem RP na terenie kraju, w którym urzęduje. – Do ich zadań należało do tej pory monitorowanie zagadnień i prawodawstwa z obszaru infrastruktury na terenie danego kraju, a także pilnowanie realizacji obowiązujących umów dwustronnych i porozumień w dziedzinie transportu – wyjaśnia Mikołaj Karpiński, rzecznik resortu transportu. Likwidację placówek tłumaczy względami ekonomicznymi. – Roczne oszczędności z tego tytułu wyniosą około 1,2 mln zł – mówi.

Zamknięcie placówek w Berlinie i Bratysławie nie budzi wątpliwości. Między Polską, Niemcami, Słowacją i Czechami transport odbywa się bez najmniejszych przeszkód (wszystkie te kraje należą do Unii i strefy Schengen). Ale już likwidacja przedstawicielstw na Wschodzie może – zdaniem ekspertów – osłabić pozycję Polski na rynku transportowym. – Placówka w Moskwie stale musi zajmować się rozwiązywaniem problemów odnoszących się do transportu międzynarodowego. Równie niezrozumiałe jest likwidowanie placówki w Kijowie i to tuż przed Euro 2012. Ta impreza sama w sobie spowoduje dodatkowy ruch. Aby nad nim zapanować, tego typu inicjatywy powinny nadal funkcjonować – tłumaczy Polaczek. – Przedstawicielstwa te mają realną możliwość chronienia interesów polskich obywateli i firm na obcym terytorium – uważa Jerzy Polaczek, były minister transportu. – Dodaje, że zaplanowane przez resort transportu zmiany oznaczają mniejszą zdolność do szybkiej interwencji, jeśli okaże się potrzebna.

MT likwiduje przedstawicielstwa bez konsultacji z sejmową komisją ds. transportu. – Nic o tym nie wiedzieliśmy. Minister Nowak od początku kadencji nie znalazł czasu, aby zaszczycić nas obecnością i przedstawić plan działań resortu – dodaje Polaczek.