1 lipca system ma zastąpić istniejące do tej pory winiety i docelowo obejmie ok. 2 tys. km autostrad, 5 tys. km dróg ekspresowych i 600 km dróg krajowych. Uruchomienie e-myta w terminie nie jest jednak wcale pewne. Wczoraj austriacki Kapsch, który wygrał przetarg na budowę i zarządzanie systemem, po raz pierwszy poinformował o postępie prac.

Wiadomości nie nastrajają optymistycznie, mimo że inwestor rozpoczął przygotowania do realizacji kontraktu jeszcze przed oficjalnym rozstrzygnięciem przetargu, m.in. składając zamówienie na stalowe bramownice naszpikowane elektroniką, które posłużą do naliczania opłat. Dwie z nich stanęły na trasie ekspresowej S1 w okolicach lotniska Pyrzowice. Pozostało jeszcze 428.

Czy Kapsch zdąży? Firma zapewnia, że tak, ale zaraz asekuruje się, twierdząc, że prace prowadzone są w bardzo niesprzyjających warunkach atmosferycznych, mimo że po zimie nie ma już śladu. "Postawienie bramownicy trwa nie dłużej niż 3 tygodnie. Prace są prowadzone równolegle w całym kraju, zgodnie z założonym harmonogramem" - informuje Marek Cywiński, dyrektor Kapsch Telematic Services, wykonawcy systemu.

Wprowadzenie e-myta poruszyło branżę transportową, która uważa, że ustalone przez rząd stawki są za wysokie. Będą one wynosić od 0,20 zł do 0,53 zł za kilometr za przejazd autostradami i drogami ekspresowymi oraz od 0,16 zł do 0,42 zł za kilometr dla pozostałych dróg krajowych. Wysokość stawki zależy od wielkości pojazdu, klasy jego silnika i poziomu zanieczyszczania środowiska.

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zapowiada, że pieniądze z bramek przeznaczone zostaną na rozbudowę dróg. Do 2018 r. przychody z tego tytułu mają sięgnąć 14,2 mld zł. Rząd liczy również na 9,4 mld zł wpływów z tradycyjnego poboru opłat na autostradach od aut osobowych