Provoq - luksusowy prototyp crossovera, czyli auta terenowo-rekreacyjne wielkości kompaktu. Pod modną karoserią ma piątą generację ogniw paliwowych General Motors i baterie litowo-jonowe.

Reklama

Jak działa takie rozwiązanie? Prąd z ogniw zasila przedni układ napędowy (moc ponad 95 KM) i dwa motory elektryczne w tylnych kołach (każdy o mocy powyżej 54 KM). Elektryczność powstaje z przetworzenia wodoru w ogniwach. Skroplony gaz mieści się w dwóch zbiornikach - każdy magazynuje po 6 kg wodoru pod ciśnieniem 700 barów.

Kiedy caddy pracuje w trybie wodorowym może przejechać 450 km, na akumulatorach auto pokona 33 km - czyli maksymalny zasięg to 483 km. Baterie można naładować także z gniazda garażowego - kabel podłącza się do portu zamaskowanego w zderzaku.

Na drodze? Radzi sobie bardzo dobrze. Do "setki" rozpędza się w 8,5 s, prędkość maksymalna - 160 km/h. Najważniejsze jest jednak to, że przy każdym wciśnięciu gazu z wydechu ulatuje obłoczek najzwyklejszej, nieszkodliwej pary wodnej a nie tuman trujących spalin…

Na finał kilka ciekawostek? Atrapa chłodnicy ma ruchome panele. Kiedy provoq pędzi autostradą, listewki zamykają się automatycznie dla lepszej aerodynamiki. Przy mniejszej prędkości przez otwarte szczeliny wpada powietrze, by schłodzić ogniwa paliwowe. Mało tego, na dachu wbudowano baterie słoneczne z których prąd zasila audio, pokładową elektronikę i oświetlenie kabiny.

Samochód zadebiutował Las Vegas na wystawie Consumer Electronic Show (CES). Cadillac pochwali się nim również na show w Detroit.

Zobacz galerię...