W wywiadzie udzielonym Mitsubishi biathlonista Tomasz Sikora opowiada o swojej pasji do motoryzacji i sportu…
Po Outlanderze szukaliśmy z żoną innego samochodu, mniejszego i bardziej sportowego i wybraliśmy Lancera Sportback. Dużo jeździmy wspólnie, z tyłu miejsce zajmują nasze dzieci, które potrzebują dla siebie sporo przestrzeni, zatem to dosyć ważny parametr z mojego punktu widzenia. Poza tym bardzo dobrze jeździło się nam Outlanderem, nigdy nas nie zawiódł dlatego zostaliśmy przy solidnym Mitsubishi. Również naszym znajomym Lancer przypadł do gustu.
Spokój. Po prostu wsiadasz i jedziesz przed siebie... Tunelowe zegary świecą nocą przyjemną czerwienią. Kształty deski są czytelne i funkcjonalne. Kierownica w sam raz - nie za duża, nie
za mała i wygodne fotele. Na drodze? Podoba mi się sportowe zawieszenie - uwielbia zakręty - łagodne, ostre, pod górkę i z górki. Biegi wchodzą precyzyjnie, z przyjemnym
"klikiem". Silnik 1.8 i jego dynamiczne 143 KM dobrze pasują do stylu Sportbacka. No i ten rasowy dźwięk przy wkręcaniu na obroty…
Spektakularny wygląd osłony chłodnicy - mi przypomina on pysk rekina, ale wiem , że był zainspirowany myśliwcem odrzutowym no i ten dynamiczny kształt spoilera na dachu - moim zdaniem te rzeczy doskonale ze sobą współgrają i to dzięki nim Sportback robi wrażenie. Zresztą wystarczy powiedzieć głośno „Lancer Sportback” - nazwa idealnie oddaje charakter auta, ma w sobie to coś, coś niezwykłego, ładunek energii, coś czego tysiące nas otaczających samochodów stawia w cieniu. Nie bez znaczenia są też walory użytkowe... Bagażnik - regulowana wysokość podłogi plus dziecinnie prosty system składania tylnych siedzeń. Jedno pociągnięcie za "spust" na ścianie kufra, a kanapa składa się i powiększa jego pojemność – nic prostszego!
Myślę że bardziej do karabinu - Lancer wygląda jakby składał się do strzału i za chwilę miał wypalić niczym pocisk… Bojowy styl karoserii napina muskuły, czai się do ataku.
Sportback emanuje siłą tak samo jak biegacz, który znajduje się w czołówce maratonu a na świat "patrzy" przez przymrużone reflektory jakby celował… i nigdy nie pudłował
- jak w biathlonie - zawsze dziesiątka! (śmiech)
Sami widzicie jak wygląda… (śmiech) cały dzień próbowaliście się dodzwonić i nie można…
Też się cieszę, rozmowa to przyjemna odskocznia od zajęć… Czas przygotowań jest bardziej wymagający od okresu startowego dlatego, że treningi są długie i ciężkie, my mówimy - im ciężej latem tym lżej zimą. Mój kolejny cel to Duszniki Zdrój, gdzie pod koniec czerwca zaczynam zgrupowanie kadry.
Przede wszystkim to, że jest połączeniem dwóch konkurencji, które teoretycznie wzajemnie wykluczają się. A to ogromne wyzwanie, by jak najlepiej wykonać dwie rzeczy będące nie do
pogodzenia ze sobą, czyli wyczerpujące bieganie i precyzyjne strzelanie. A poza tym, wychodzę z założenia, że sport daje najwięcej satysfakcji w tych dyscyplinach, gdzie jest największy
wysiłek. Im więcej włożę go w to, co robię, tym większa jest nagroda. Oczywiście nie zawsze praca ma przełożenie na sukces, ale jeśli już wszystko się uda, to ta radość jest
olbrzymia.
Pewnie tak, ale nikt nie może za kierownicą czuć się zbyt pewnie ponieważ na drodze czeka zbyt wiele nieprzewidywalnych zdarzeń więc zawsze trzeba być skoncentrowanym. Jakim jestem kierowcą? Cóż, to nie jest łatwe pytanie. Wydaje mi się, że większość ludzi powie, że są dobrymi kierowcami. Ja myślę, że mieszczę się w średniej.
Pamiętam, czego dokonał Luc w rajdzie Dakar - to pasjonująca walka i piękne zawody. A jak ja widziałbym się w takiej roli? Oczywiście moje umiejętności w prowadzeniu auta znacznie odbiegają od możliwości Luc’a. Nie sądzę abym umiał wystartować w jakimś rajdzie czy wyścigu. Ale szczerze mówiąc, bardzo chciałbym przejechać się z zawodowym kierowcą prawdziwą rajdówką, np Lancerem Evolution. Tak, dla samej przyjemności, adrenaliny…
Lubię bardzo różne samochody. Od typowo sportowych poprzez SUV-y do prawdziwych terenówek. Więc nie mam jakiegoś ulubionego segmentu.
Nie mówię "nie"... :)
Na najbliższe miesiące, jednak odpoczynku.