Najnowszy van z Kolonii razem z większym bratem s-maxem chcą założyć klan maksymalnych fordów. Ich znakiem rozpoznawczym będzie przód w kształcie rekiniego pyska i garnitur z
ospoilerowania.
Na szczęście inżynierowie nie ograniczyli się tylko do zmiany karoserii. Świeży c-max dostał nowe ksenonowe oczy i lampy LED z tyłu, więc koniec z mandatami za przepalone żarówki.
Największą nowinką będzie całkowicie szklany dach z filtrem promieni słonecznych. Dzięki niemu w środku ma być jaśniej i przytulniej.
Przez czerwone podświetlenie wnętrza mniejszy van nawet po ciemku nie wyprze się maksrodziny. To kolejny z ich znaków rozpoznawczych.
Podobno nowe materiały mają być znacznie lepszej jakości niż w poprzedniku. Zapowiada się zachęcająco, zawłaszcza że poprzednik nie był wcale taki zły.
Ford pokazał swoje nowe-stare dziecko na trwającym właśnie salonie samochodowym w Bolonii. Do kupienia ma go wystawić latem przyszłego roku.
Dziennikarz. W branży od czasów, kiedy w poszukiwaniu auta jechało się w niedzielę na giełdę samochodową, a radio z odtwarzaczem kasetowym było luksusem na równi z klimatyzacją. Dziś lubi auta elektryczne, ale ciągle szanuje silnik Diesla – nie tylko w czołgu. Testuje motoryzacyjne nowości i donosi o gorących premierach z prezentacji. Poza motoryzacją śledzi przepisy ruchu drogowego oraz wszystko, co związane z bezpieczeństwem. Uważa, że w pracy liczy się efekt i dopracowanie tematu.
