Próba rozpoczęła się na stacji ORLEN Charge w Zakopanem i prowadziła przez południową, centralną i północną Polskę aż na Hel, a następnie z powrotem. Jak podkreślali uczestnicy wydarzenia podczas Kongresu Nowej Mobilności w Katowicach, przedsięwzięcie miało pokazać zarówno postęp technologiczny samochodów elektrycznych, jak i rozwój infrastruktury ładowania w kraju.
Rekordowy przejazd miał charakter eksperymentalny
Marczyk przyznał, że rekordowy przejazd miał charakter eksperymentalny. Nigdy nie jechałem tak długo, tak wolno - powiedział. Jak dodał, sam wynik pokazuje tempo rozwoju elektromobilności. To, że przejechałem 1338 km jadąc eksperymentalnie, oznacza, że taki samochód jest gotowy do jazdy z prędkością autostradową na dystansach 500-600 km. Jeżeli mówimy o jeździe miejskiej, 700-800 km na jednym ładowaniu jest w pełni możliwe - ocenił kierowca rajdowy.
Rajdowy mistrz Europy z 2025 roku podkreślił, że rekord został ustanowiony samochodem elektrycznym marki Audi, jednak jego zdaniem znaczenie tego wydarzenia wykracza poza sam wynik sportowy. To już nie są czasy, gdy elektrykiem przejeżdża się może 200 km i trzeba go ładować. Musimy, oczywiście, wybrać właściwe modele, ale technologia jest dziś sprawna tu i teraz, i dla wielu osób może być najlepszą decyzją pod kątem wyboru rodzaju napędu - zaznaczył kierowca ORLEN Teamu.
Rekord Marczyka miernikiem postępu technologicznego
Marczyk zwrócił uwagę, że rozwój zasięgów samochodów elektrycznych idzie w parze z rozbudową publicznej infrastruktury ładowania. My do tego rekordu naładowaliśmy naszego elektryka na stacji ORLEN Charge w Zakopanem i stamtąd właśnie ruszyliśmy w podróż - powiedział. Dodał, że "równolegle do wzrostu zasięgu rośnie również liczba ładowarek infrastruktury, która jest dostępna".
Marczyk ocenił, że rekord Guinnessa można traktować jako miernik postępu technologicznego. Jeszcze parę lat temu to był wynik na poziomie 900 kilometrów, w tej chwili mamy 1338. Ten wzrost na przestrzeni 3-4 lat oznacza, że ta technologia jest coraz lepiej przygotowana dla wszystkich uczestników ruchu drogowego - polski kierowca.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.
