Prezydent Francji Emmanuel Macron rozpoczął dwudniową oficjalną wizytą w Polsce. Pierwszym punktem pobytu było spotkanie z prezydentem Andrzejem Dudą.

Reklama

Po spotkaniu w Pałacu Prezydenckim Macrona czekało niemiłe zaskoczenie. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że jego opancerzony Renault Espace.FR odmówił posłuszeństwa i nie dało się go uruchomić. Awaria musiała być poważna, ponieważ służby odpowiedzialne za ochronę zdecydowały, że prezydent Francji przesiądzie się do nieopancerzonego Citroena C6. Tę limuzynę podstawił francuski ambasador.

Opancerzony Renault Espace.FR, którym Emmanuel Macron przyjechał do prezydenta Dudy uległ awarii / dziennik.pl

Sytuacja wywołał poruszenie w środowisku motoryzacyjnym.

– Jeszcze wcale nie tak dawno kiedy francuski prezydent przemieszczał się gdziekolwiek na świecie, używał Citroenów w wersjach na specjalne zamówienie, które przygotowywała słynna firma karoseryjna Chapron – powiedział dziennik.pl Maciej Pertyński, dziennikarz motoryzacyjny i juror plebiscytu World Car of the Year. – Jeszcze jako dzieciak w 1967 r., kiedy w Sopocie machałem wśród rozentuzjazmowanego tłumu w Sopocie z "barana" mojego ojca, widziałem Charlesa de Gaulle'a w kabriolecie DS-21 – i od razu było widać, że to jedzie KTOŚ. Potem były różne odmiany CX-ów (model ulubiony także przez przywódcę NRD, Niemieckiej Republiki Demokratycznej – w przeciwieństwie do niedemokratycznej oczywiście, było kiedyś takie państwo, Ericha Honeckera), były specjalne wersje Peugeotów 607 (Landaulet, półkabriolet) – wszystko to dostojne auta o wspaniałej prezencji. A potem niestety szefowie rządów Najstarszej Córy Kościoła zaczęli używać dziwadeł. Był DS7 (SUV!), a teraz na koniec – van. Renault Espace – wspomina.

Nasz rozmówca zauważa, że prezydencki samochód mimo przygotowania do nowej i szczególnej roli, opancerzenia i zapewne dopracowania konstrukcji, ma takie same fochy, jak seryjny Espace.

– Czyli: a ja pańskiego płaszcza nie mam, i co pan mi teraz zrobi. Nie, bo nie. Nie odpalę. I właśnie tak zrobił. Cholera, może jednak nie powinniśmy przyjmować propozycji francuskiej pomocy z elektrowniami atomowymi? – zastanawia się Pertyński.