Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że w całym 2014 r. kierowcy stracili 14.124 samochody. To 9 proc. mniej (1341 aut) niż w roku 2013. – – zaznaczył w rozmowie z Dziennik.pl inspektor Mariusz Sokołowski, rzecznik Komendy Głównej Policji (KGP). Przypomniał, że jeszcze w 1999 r. codziennie w Polsce kradzionych było blisko 200 samochodów, a w 2004 r. liczba tych przestępstw wyniosła 51 150.
Jak mówią nasi rozmówcy z KGP, dotychczasowe metody polegające na kradzieży siłowej (rozbój drogowy, na koło, na wybuch) praktycznie zanikają. Nowym problemem jest stosowanie metod zagrożonych niższą karą, np. kradzieży z włamaniem. – – wyjaśnia Sokołowski.
Równie często stosowana jest metoda na tzw. śpiocha – sprawcy włamują się do mieszkań lub domów w nocy, kiedy wszyscy śpią, zabierają kluczyki, dokumenty i odjeżdżają autem. – – mówi rzecznik KGP.
Z danych firm ubezpieczeniowych wynika, że przestępcy „z branży samochodowej” współpracują z kieszonkowcami i posuwają się do nietypowych sztuczek, by odjechać cudzą własnością. – – mówi Dziennik.pl Marcin Jaworski, rzecznik prasowy TUiR Warta. –– opowiada Jaworski.
Auta, co oczywiste, najczęściej giną z parkingów niestrzeżonych (niemal 40 proc). oraz parkingów osiedlowych (niecałe 15 proc.). Ze statystyk wynika, że o ile w 2014 r. liczba kradzieży z tych miejsc spadła w porównaniu z 2013 r., to złodzieje stali się bardziej aktywni pod... kościołami – w ciągu zeszłego roku zniknęły stamtąd 42 pojazdy (38 w 2013 r.).
Sokołowski zaznacza, że 99 proc. skradzionych samochodów jest rozbieranych na części, a te są upłynniane na aukcjach internetowych, różnego rodzaju giełdach i w serwisach samochodowych.
Zdaniem rzecznika KGP kradzież auta z przeznaczeniem na części jest dla przestępców bardziej opłacalna niż kradzież pojazdu, który potem ma być wprowadzony na rynek w całości. Legalizacja pojazdów dotyczy drogich modeli i odbywa się głównie na podstawie zagranicznych dokumentów zakupionych razem z wrakami samochodów.