Wojciech Brol przez kilka minut przyglądał się podejrzanej parze przy samochodzie na parkingu obok jego firmy w Świętochłowicach. Po chwili pijany mężczyzna wsiadł za kierownicę - relacjonuje tvn24.pl.

Reklama

Przedsiębiorca wyciągnął kierowcę z auta, zgasił silnik i zabrał mu kluczyki. Kiedy przyjechała policja, jeden z mundurowych spisał wyjaśnienia i pochwalił go za obywatelską postawę. Następnego dnia Brol dostarczył na komendę w Świętochłowicach nagranie z monitoringu swojej firmy, na którym widać incydent. Tam usłyszał że nie ma żadnej sprawy i nie ma komu zostawić filmu. Okazało się, że policjanci w trakcie interwencji nie przebadali kierowcy alkomatem i... oddali parze kluczyki.

- Policjanci nie mieli uzasadnionego podejrzenia, że doszło do popełnienia przestępstwa bądź wykroczenia i odstąpili od przebadania tej osoby na zawartość alkoholu w organizmie - tłumaczy sierż. Michał Michalik z Komendy Miejskiej Policji w Świętochłowicach. - Pojazd nie był w ruchu, więc ciężko tutaj mówić o kierowaniu. Z naszych ustaleń wynika, że ta osoba nie miała takiego zamiaru. Po prostu siedziała w samochodzie - dodała.

Innego zdania jest Katarzyna Orzińska, prawnik, która tłumaczy, że można mówić o usiłowaniu popełnienia czynu zabronionego. Jej zdaniem policja powinna zweryfikować to, co powiedział świadek.

Ostatecznie policja wszczęła postępowanie. Sprawa jest w toku. Równocześnie sprawdzone zostanie, czy policjanci, którzy podejmowali interwencję nie dopuścili się zaniedbań.