Sprzedawcy samochodów robią, co mogą, by przyciągnąć klientów do salonów. Z zestawienia przygotowanego dla DGP przez firmę doradczą EurotaxGlass’s Polska wynika, że ceny katalogowe w naszych salonach już zrównały się z ofertami dilerów na Słowacji i Węgrzech. Jesteśmy jednak zdecydowanie tańsi od naszych zachodnich sąsiadów.
Potwierdza to Michał Hadyś z Instytutu Samar. Z jego analizy wynika, że za nowy model Skody o nazwie Rapid zapłacimy w Polsce blisko 10 tys. zł mniej niż w Niemczech – taka różnica dotyczy wersji podstawowej. Najlepiej wyposażona Skoda Rapid jest tańsza od tej w Niemczech nawet o 18 tys. zł. Duże dysproporcje występują w przypadku innych modeli, m.in. Volkswagena Golfa, Dacii Duster czy Toyoty Yaris. W przypadku Opla Insigni różnica w cenie dochodzi do 22–25 tys. zł.
zastrzega Michał Hadyś.
Jak twierdzą jednak specjaliści, wysokie rabaty to obecnie typowo polska specjalność. Żeby podreperować wyniki, sprzedawcy przeceniają auta na potęgę.
mówi anonimowo jeden z brokerów, który sprowadza do Polski nowe samochody z innych rynków. Przypomina, że jeszcze 2–3 lata temu można było liczyć na rabaty maksymalnie na poziomie 5–6 proc.
Według Rafała Grzaneckiego, dyrektora komunikacji w Fiat Auto Poland, niższe ceny w Polsce w porównaniu z innymi krajami europejskimi wynikają ze specyfiki naszego rynku. Z miesiąca na miesiąc kurczy się bowiem rynek klientów detalicznych. Już ponad 60 proc. aut trafia do flot.
wyjaśnia Grzanecki.
Według firmy doradczej Carmarket.com.pl w listopadzie zarejestrowano w Polsce 26,8 tys. samochodów osobowych i dostawczych do 3,5 tony – o 2,3 tys. sztuk mniej niż przed rokiem. W tym roku zarejestrowano w sumie 287 tys. pojazdów, tyle co przed rokiem.
Z rabatów w polskich salonach korzystają... Niemcy. Według specjalistów w tym roku nawet 10 proc. sprowadzonych do Polski z zagranicy nowych aut mogło wrócić z powrotem na Zachód. Dużym wzięciem cieszą się volkswageny i skody, ale nabywcy zza Odry nie gardzą też innymi markami, jak Hyundai czy Honda.