Elektroniczny pomiar zamiast szmatki. Gdzie podział się bagnet?
Bagnet do pomiaru poziomu oleju w silniku powinien znać każdy kierowca. Od niedawna w części nowych aut tę funkcję przejmuje elektroniczny czujnik. Wynik sprawdzasz nie pod maską, lecz na ekranie komputera pokładowego lub systemu multimedialnego – tą drogą w wielu modelach poszły już m.in. BMW i Audi.
Tradycyjna miarka jednak nie zniknęła jeszcze ze wszystkich aut, ale kierowca nowoczesnego samochodu pozbawionego bagnetu wpadł w nową pułapkę. Żeby sprawdzić poziom oleju, musi opanować procedurę "cyfrowego pomiaru". A ta potrafi różnić się w zależności od marki, a nawet konkretnej wersji silnika. Jak to możliwe?
Oleju przybywa zamiast ubywać. Stellantis bije na alarm
W niektórych silnikach poziom oleju w misce zamiast spadać rośnie – nie znaczy to, że samochód nagle magicznie zaczął produkować olej. Winne jest niespalone paliwo, które przedostaje się do układu smarowania. Zjawisko to nasila się podczas jazdy na krótkich dystansach, gdy jednostka napędowa nie jest w stanie rozgrzać się do odpowiedniej temperatury. Benzyna rozcieńcza olej, obniża jego lepkość i pogarsza właściwości smarne.
Problem ten oficjalnie opisał koncern Stellantis (znalazłem to w biuletynie technicznym STAR Online z listopada 2024 r.). Ostrzeżenie dotyczy głównie miękkich hybryd (MHEV) eksploatowanych zimą na krótkich trasach.
Jak temu zapobiec? Producent podpowiada rozwiązanie: silnik musi osiągnąć temperaturę przekraczającą 80 stopni Celsjusza. Dopiero wtedy benzyna nagromadzona w skrzyni korbowej może odparować, trafić do silnika i spalić w cylindrach.
Co więcej, elektronika potrafi wykryć rozcieńczenie oleju i wymusić dłuższą pracę silnika. Kierowca zauważy to po wyłączeniu systemu Stop&Start oraz zablokowaniu możliwości jazdy w trybie elektrycznym. Stellantis zaleca wówczas co najmniej 60 minut nieprzerwanej pracy silnika raz w miesiącu, szczególnie w niskich temperaturach. To zalecenie inżynierów odnosi się do opisanego problemu w samochodach MHEV, a nie wszystkich hybryd.
Audi ostrzega. Masz ten silnik? Lista modeli
Podobne zjawisko opisało Audi. Dokopałem się do biuletynu serwisowego z 5 stycznia 2023 roku, w którym niemiecki producent ostrzegał przed komunikatem "Please reduce oil level" w wybranych modelach z silnikiem benzynowym 3.0 TFSI. Chodzi m.in. o Audi S4, S5, SQ5 i Q7 z określonych roczników. Przyczyną miały być częste krótkie przejazdy i niedostateczne rozgrzewanie silnika. Co ciekawe, mechanicy mogą w takich samochodach sprawdzić rzeczywisty poziom oleju specjalnym bagnetem serwisowym (Audi podało nawet jego symbol: T40178B; brzmi jak hasło do wifi).
Jak sprawdzić olej bez bagnetu?
W samochodach bez tradycyjnej miarki poziom oleju sprawdza się z menu komputera pokładowego. Procedura nie jest jednak uniwersalna. Niektóre modele wymagają rozgrzania silnika i pomiaru na postoju, inne umożliwiają monitorowanie poziomu podczas jazdy.
Przykładowo BMW przewiduje elektroniczny pomiar w systemie iDrive, a w wybranych modelach Audi odpowiednia funkcja wymaga przekopania się przez menu układu MMI. Do tego producent w instrukcji obsługi podaje listę warunków np. to, że samochód musi stać na równym podłożu i mieć odpowiednią temperaturę oleju (czyli tak jak przy staroświeckim pomiarze z bagnetem i szmatką).
Kontrolka oleju: kiedy zignorować "lampę Alladyna", a kiedy robi się groźnie?
Koniecznie trzeba pamiętać o ostrzeżeniach. Żółta kontrolka w kształcie "lampy Alladyna” zazwyczaj sygnalizuje po prostu zbyt niski lub zbyt wysoki poziom oleju albo awarię czujnika. Z kolei w niektórych modelach Grupy Fiata miganie kontrolki ciśnienia w trakcie jazdy może oznaczać zbliżający się serwis olejowy. Pomysł w teorii godny pochwały, ale np. za kierownicą Alfy Romeo taki widok mógł właścicielowi napędzić porządnego stracha.
Naprawdę poważnie robi się wtedy, gdy w czasie jazdy czerwona kontrolka ciśnienia oleju zaświeci się na stałe, nie zgaśnie po rozruchu albo zacznie mrugać w zakrętach. Problem może leżeć po stronie pompy oleju lub zatkanego smoka olejowego. Najgorszy scenariusz zapowiada problemy z panewkami i/lub wałem, a najmniej kosztowny – zwykłą awarię czujnika.
Sęk w tym, że zza kierownicy nie określisz prawdziwej przyczyny. Zasada jest więc jedna: widząc czerwoną "lampę Alladyna", natychmiast zjeżdżasz na pobocze i wyłączasz silnik. Inaczej silnik po prostu się zatrze, a z jego wnętrzności zostanie mielonka.
Dziennikarz. W branży od czasów, kiedy w poszukiwaniu auta jechało się w niedzielę na giełdę samochodową, a radio z odtwarzaczem kasetowym było luksusem na równi z klimatyzacją. Dziś lubi auta elektryczne, ale ciągle szanuje silnik Diesla – nie tylko w czołgu. Testuje motoryzacyjne nowości i donosi o gorących premierach z prezentacji. Poza motoryzacją śledzi przepisy ruchu drogowego oraz wszystko, co związane z bezpieczeństwem. Uważa, że w pracy liczy się efekt i dopracowanie tematu.
