Nowy obowiązek dotknie kierowców. Koniec z dowolnością w samochodach
Kierowcy w Polsce nie będą mieli wyboru. Po ponad dwóch dekadach dobrowolności lista obowiązkowego wyposażenia samochodów osobowych zostanie wydłużona. Ministerstwo Infrastruktury skierowało do opiniowania projekt nowelizacji rozporządzenia w sprawie warunków technicznych pojazdów oraz zakresu ich niezbędnego wyposażenia.
Na mocy zmienionych przepisów apteczka samochodowa przestanie być jedynie zaleceniem, a stanie się bezwzględnym obowiązkiem. W uzasadnieniu nowych regulacji czytamy:
- Zmiana obowiązujących przepisów w zakresie wyposażenia pojazdów w apteczki doraźnej pomocy, poprzez rozszerzenie wymogu posiadania apteczki na pojazdy rodzaju samochód osobowy, niewątpliwie jest słuszna z punktu widzenia możliwości niesienia pierwszej pomocy przez świadków wypadku drogowego. (…) Nowa regulacja będzie miała zastosowanie do samochodów osobowych zarejestrowanych po raz pierwszy po dniu 31 marca 2027 r.
Niespodziewany zwrot rządu w ostatniej chwili. Znamy ostateczną datę
Co to oznacza w praktyce? Początkowa propozycja ministerstwa zakładała wprowadzenie obowiązkowej apteczki dla wszystkich samochodów osobowych w Polsce. W ostatecznym projekcie rozporządzenia przymus ten będzie dotyczyć wyłącznie samochodów po raz pierwszy zarejestrowanych od 1 kwietnia 2027 roku.
Wprowadzając te przepisy, Polska dołączy do większości krajów europejskich. Obowiązek posiadania apteczki od lat funkcjonuje już m.in. w Niemczech, Czechach, Austrii, Chorwacji, Słowacji czy na Litwie.
Ile zapłacimy za nowe przepisy? Ministerstwo podało konkretne kwoty
Z oficjalnych wyliczeń rządu wynika, że średnia cena apteczki waha się od 50 do 100 zł (w analizach urzędnicy przyjęli średnio 75 zł brutto). Skala zmian jest jednak ogromna. Nowy obowiązek obejmie wyłącznie samochody rejestrowane w kraju po raz pierwszy – Ministerstwo Infrastruktury szacuje, że rocznie przepis obejmie około 650 tysięcy pojazdów. W efekcie łączny koszt doposażenia aut w skali kraju wyniesie blisko 49 mln zł.
Jednocześnie resort przyznaje, że nowe regulacje nie precyzują sztywnego spisu zawartości apteczki, ponieważ w katalogu polskich przepisów brakuje dedykowanej normy. Ministerstwo uważa jednak, że to żaden problem – większość zestawów dostępnych w powszechnej sprzedaży w Polsce i tak spełnia niemiecką normę DIN 13164.
Norma DIN 13164 określa zawartość apteczki. Co to oznacza w praktyce?
Przede wszystkim to, że nie trzeba kompletować wyposażenia na sztuki. Wystarczy, że podczas zakupów upewnisz się, czy na opakowaniu apteczki widnieje ten konkretny symbol. Co ciekawe, zestaw nie zawiera żadnych leków ani płynów odkażających. Powód jest prosty: medykamenty przewożone w schowku samochodowym i narażone na skrajne temperatury (upał latem, mróz zimą) błyskawicznie straciłyby swoje właściwości, a nawet mogłyby zaszkodzić.
W skład apteczki samochodowej zgodnej z normą DIN wchodzą głównie materiały opatrunkowe:
- komplet sterylnych kompresów i opasek elastycznych,
- chusty trójkątne oraz plastry w różnych rozmiarach (w tym specjalne na palce),
- nożyczki z zaokrąglonymi końcami (do bezpiecznego rozcinania pasów czy ubrań),
- koc ratunkowy (termiczny/folia NRC),
- jednorazowe maseczki medyczne oraz rękawice winylowe.
Bez tych elementów, z samym tylko bandażem i plastrem, zestaw nie spełni wymaganych norm. Za brak przepisowej apteczki w autach zarejestrowanych po marcu 2027 roku policjant będzie mógł wystawić mandat na podstawie art. 97 Kodeksu wykroczeń.
Tylko dwie rzeczy są dziś obowiązkowe. Wielu kierowców o tym zapomina
Zanim lista oficjalnie się wydłuży, warto przypomnieć o elementach, które policjanci sprawdzają podczas rutynowych kontroli drogowych już dzisiaj. Obecnie polskie prawo jest pod tym względem wyjątkowo surowe i wymaga posiadania zaledwie dwóch rzeczy:
- Trójkąta ostrzegawczego (z homologacją),
- Gaśnicy (o masie środka gaśniczego minimum 1 kg, z ważną legalizacją).
Za ich brak grozi mandat w wysokości 500 zł. Co więcej, jeśli diagnosta stwierdzi brak trójkąta lub gaśnicy podczas badania technicznego na stacji kontroli pojazdów (SKP), negatywny wynik przeglądu jest praktycznie gwarantowany.
Większość popełnia ten błąd z trójkątem. Mandat to 500 zł
Samo posiadanie trójkąta to dopiero połowa sukcesu – trzeba jeszcze wiedzieć, jak go poprawnie użyć. Zgodnie z art. 50 ustawy Prawo o ruchu drogowym odległość ustawienia trójkąta zależy wyłącznie od rodzaju drogi, na której doszło do awarii lub kolizji:
Rodzaj drogi | Gdzie ustawić trójkąt? |
Obszar zabudowany | Bezpośrednio za pojazdem lub na nim (wysokość do 1 m) |
Poza obszarem zabudowanym | W odległości od 30 do 50 m za pojazdem |
Autostrada lub droga ekspresowa | 100 metrów za autem |
Masz to w schowku lub pod fotelem? Policjant od razu zabierze dowód rejestracyjny
Przy okazji zmian w przepisach warto obalić popularny mit: mandat można dostać nie tylko za to, czego w aucie brakuje, ale też za to, co w nim przewozimy. Chodzi przede wszystkim o luźne, ciężkie przedmioty, które podczas nagłego hamowania działają jak pociski, lub narzędzia budzące uzasadnione podejrzenie funkcjonariuszy (np. siekiery czy maczety przewożone bez żadnego zabezpieczenia pod fotelem).
W polskim prawie nie ma sztywnego katalogu przedmiotów zakazanych. To policjant na miejscu kontroli ocenia stopień realnego zagrożenia. Jeśli uzna, że przewożona w kabinie siekiera zagraża pasażerom w razie wypadku, ma prawo wypisać mandat, a nawet zatrzymać dowód rejestracyjny (w systemie CEPiK), powołując się na art. 66 ust. 1 pkt 1 Prawa o ruchu drogowym:
- Pojazd musi być tak zbudowany, wyposażony i utrzymany, aby korzystanie z niego nie zagrażało bezpieczeństwu osób nim jadących lub innych uczestników ruchu.
Za to urządzenie w aucie grozi surowa kara. Wystarczy, że leży na szybie
Osobny problem stanowią urządzenia wykrywające pomiar prędkości. Tutaj przepisy są wyjątkowo surowe. Samo posiadanie antyradaru nie jest karalne, o ile urządzenie jest wyłączone i oryginalnie zapakowane. Jednak każda gotowość do użycia – czyli np. antyradar zamontowany na szybie, nawet jeśli jest wypięty z zasilania – to złamanie prawa, które skutkuje wysoką grzywną i punktami karnymi.
Dziennikarz. W branży od czasów, kiedy w poszukiwaniu auta jechało się w niedzielę na giełdę samochodową, a radio z odtwarzaczem kasetowym było luksusem na równi z klimatyzacją. Dziś lubi auta elektryczne, ale ciągle szanuje silnik Diesla – nie tylko w czołgu. Testuje motoryzacyjne nowości i donosi o gorących premierach z prezentacji. Poza motoryzacją śledzi przepisy ruchu drogowego oraz wszystko, co związane z bezpieczeństwem. Uważa, że w pracy liczy się efekt i dopracowanie tematu.
