Nowy Lexus TZ to trzęsienie ziemi. Japończycy zmieniają styl i technologię
Nowy Lexus TZ właśnie zadebiutował w centrum technicznym Toyoty w Shimoyama. Ten rodzinny SUV, ustawiony na 22-calowych kołach, serwuje nam niespotykane dotąd proporcje. Został w całości zaprojektowany zgodnie z nowym językiem stylistycznym Proactive Simplicity, przez co nie pomylisz go z żadnym innym współczesnym Lexusem.
Eleganckie nadwozie błyszczy rekordową aerodynamiką (Cx 0,27). Sylwetka z ostro pochyloną przednią szybą i wydłużoną kabiną ma 5,1 m długości – to o 21 cm więcej niż w modelu RX. Tym samym TZ zajmie miejsce na samym szczycie gamy producenta. Co konkretnie dostaną kierowcy w Polsce?
Lexus TZ na żywo. Te detale robią różnicę
Lexus TZ patrzy na świat przez reflektory LED z podwójnym motywem litery L. Światła do jazdy dziennej skierowano w nich do wewnątrz, natomiast kierunkowskazy – na zewnątrz. Zgodnie z trendami, główną sekcję reflektorów wydzielono w dolnej części pasa przedniego.
Szlachetny wizerunek SUV-a podkreślają smaczki w stylu high-tech. Świetne wrażenie robi podświetlany panel z napisem LEXUS, który efektownie łączy tylne lampy. Elektryczne klamki niemal idealnie licują się z linią drzwi, a czarna listwa boczna optycznie wysmukla nadwozie i stanowi ciekawy akcent stylistyczny.
W środku rewolucja. Koniec z klasycznym logo na kierownicy
Wnętrze to zupełnie nowy rozdział w historii marki. Lexus TZ już od progu wita minimalistycznym designem i materiałami o fakturze zamszu. Na kierownicy, zamiast słynnego logo, pojawił się po prostu elegancki napis LEXUS.
Deska rozdzielcza z szerokim, 14-calowym ekranem centralnym umieszczonym na jednej linii z 12,3-calowym wyświetlaczem cyfrowych zegarów, wprowadza nową ergonomię kokpitu. Całą przestrzeń zaprojektowano tak, aby obsługa funkcji auta wymagała jedynie rzutu oka lub minimalnego ruchu dłoni. Do tego zupełnie nowe oprogramowanie umożliwi korzystanie z takich funkcji jak m.in.: fabryczny wideorejestrator, cyfrowy kluczyk czy streaming muzyki.
Przyciski, które znikają. Lexus TZ stawia na "magiczne" wnętrze
Numerem popisowym inżynierów są przyciski Hidden Switches. Co w nich niezwykłego? Gdy auto jest wyłączone, pozostają całkowicie niewidoczne. Budzą się do życia dopiero po uruchomieniu samochodu – podświetlają się, gdy tylko zbliżymy do nich dłoń. Choć wyglądają jak panel dotykowy, ich działanie jest fizycznie wyczuwalne pod palcem, dając satysfakcjonujący klik niczym w klasycznych przełącznikach.
Dzięki ponad 3-metrowemu rozstawowi osi, w środku udało się zmieścić trzy rzędy siedzeń. W drugim rzędzie czekają fotele kapitańskie z rozkładanym podnóżkiem, a z tyłu Lexus obiecuje, że nikt nie powinien narzekać na brak miejsca – ani na nogi, ani nad głową. Panoramiczny szklany dach rozciąga się nad całą kabiną – większego nie znajdziesz w żadnym innym modelu japońskiej marki.
O święty spokój dbają podwójnie klejone szyby akustyczne oraz solidne uszczelnienia. W efekcie TZ ma być najlepiej wyciszonym SUV-em w historii Lexusa; o wrażenia dźwiękowe dba system audio 3D Mark Levinson Surround Sound.
Ogromny bagażnik dla całej rodziny. Jaka pojemność?
Bagażnik w zależności od ustawienia siedzeń zapewnia od 290 l pojemności (ostatnie fotele zajęte), aż do 2017 l (oba tylne rzędy złożone na płasko). Lexus TZ może holować 1,5-tonową przyczepę.
Tryb Comfort – pasażer z tyłu jest najważniejszy
Lexus TZ to pierwszy model z trybem Comfort wymyślonym specjalnie pod pasażerów siedzących z tyłu. Cała magia polega na zgraniu tylnych kół skrętnych, rozkładu siły hamowania i napędu 4x4 DIRECT4. Systemy te pilnują, żeby nadwozie nie nurkowało i nie przechylało się w zakrętach. W praktyce auto po prostu płynie po drodze, co docenią osoby z chorobą lokomocyjną.
Mózg ze sztuczną inteligencją. System Arene wie, czego potrzebujesz
Mózgiem auta jest nowy system operacyjny Arene oparty o sztuczną inteligencję. Dzięki temu wirtualny asystent nie tylko błyskawicznie reaguje na komendy, ale uczy się przyzwyczajeń kierowcy. Sam podpowie ulubione aplikacje czy ustawienia klimatyzacji, zanim zdążymy o tym pomyśleć.
Japońska rakieta: 408 KM i manualna skrzynia w elektryku? To nie żart
Lexus TZ skrywa w podłodze akumulator litowo-jonowy o pojemności 95,8 kWh. Dwa silniki o łącznej mocy 408 KM za jednym zamachem tworzą elektryczny napęd na cztery koła DIRECT4. Komputer decyduje o przeniesieniu momentu obrotowego między przód i tył – rozkład może być dostosowany w zakresie od 0 do 100 lub od 100 do 0 w ciągu milisekund. Żaden system mechaniczny nie jest aż tak sprawny. W zakręcie w zależności od prędkości i promienia skrętu kierownicy proporcje wynoszą od 80:20 do 0:100. Gdy TZ wejdzie w zakręt dla płynności manewru więcej Nm trafia na przód. Na wyjściu z łuku moment obrotowy przekazywany jest zgodnie z obciążeniem każdego z kół.
Prawdziwym hitem jest jednak układ Interactive Manual Drive. Pozwala on zmieniać 8 wirtualnych przełożeń łopatkami przy kierownicy – zupełnie jak w aucie spalinowym. Komputer udaje wykres obrotów i pozwala odczuć zmianę biegów charakterystycznym szarpnięciem. Do tego w trakcie jazdy TZ odtwarza dźwięki silnika V10 z kultowego Lexusa LFA. Brzmi jak gadżet? Może i tak, ale w czasach bezpłciowych elektryków to genialny sposób na frajdę z jazdy. A osiągi? Lexus TZ to prawdziwa japońska rakieta dla dużej rodziny – sprint do "setki" zajmie jedynie 5,4 sekundy.
Zasięg wyniesie do 530 km. Szybkie ładowanie DC o mocy 150 kW pozwoli uzupełnić energię od 10 do 80 proc. w około 35 minut.
Ile kosztuje Lexus TZ? Kiedy w Polsce? Rekordowa gwarancja
Lexus TZ zadebiutuje w Polsce na przełomie 2026 i 2027 roku. Ile to będzie kosztować? Patrząc na rynek, tanio nie będzie. Volvo EX90 startuje z okolic 370 tys. zł i to właśnie w ten pułap celują Japończycy. Asem w rękawie jest jednak gwarancja: Lexus jest tak pewny swego, że na akumulator daje aż 10 lat ochrony lub okrągły milion kilometrów.