- 8 minut i 150 zł kary: Ktoś tylko czekał na mój błąd
- Parkowanie pod Biedronką czy Lidlem. Na co uważać?
- Czy płacić karę pod sklepem? Prawnik: Najlepiej wyrzuć do śmieci
- Pułapka e-sądu i jak jej uniknąć
- Skuteczna obrona w jednym zdaniu
8 minut i 150 zł kary: Ktoś tylko czekał na mój błąd
Firmy parkingowe nie próżnują – 2026 rok zaczynają od "polowań" na kierowców. Pan Dariusz opisał nam swoją przygodę, która spotkała go pod jedną z warszawskich przychodni. Klasyka gatunku: mróz, pośpiech i stres związany z wizytą u lekarza z dzieckiem. Próbował pobrać darmowy bilet, ale parkomat nie zareagował na wciskanie przycisków. Kierowca uznał, że to awaria drukarki przez mróz, więc nie tracąc czasu, pobiegł z córką do gabinetu.
Gdy wrócił do auta, czekał na niego "prezent" – kwit z żądaniem zapłaty 150 zł za brak ważnego biletu. Treść noty nie pozostawiała złudzeń: dowody zdjęciowe zostały wykonane, a w razie braku wpłaty, firma ściągnie pieniądze przez windykację, korzystając z danych z bazy CEPiK.
Jednak to nie sama kara, a czas jej wystawienia zszokował mężczyznę. Kontroler pojawił się zaledwie 8 minut po wjeździe auta na plac. – Zaparkowałem o 10:25, a mandat wystawiono już o 10:33. Ktoś tam ewidentnie stał w ukryciu i tylko czekał – relacjonuje rozgoryczony kierowca. Dopiero po fakcie doczytał na tablicy, że na tym parkingu nie ma darmowej godziny i płaci się od razu. – Powinienem sprawdzić cennik, ale tempo wystawienia kary jest po prostu skandaliczne. Co mam teraz zrobić? – pyta.
Parkowanie pod Biedronką czy Lidlem. Na co uważać?
Sytuacja pana Dariusza przypomina tysiące przypadków z parkingów przy sklepach Lidl, Biedronka czy McDonald’s. Zasada jest prosta: jeśli stoi parkomat, musisz pobrać bilet (nawet na darmowy czas) i zostawić go za szybą. Jeśli tego nie zrobisz, narażasz się na tzw. opłatę dodatkową.
Problem w tym, że w wielu miejscach na nieświadomych kierowców czekają "tajniacy". Pracownicy firm parkingowych siedzą w nieoznakowanych autach i obserwują parkomat. Największe żniwa mają rano, gdy ludzie się spieszą. Jeśli parkingowy zauważy, że ktoś wchodzi do sklepu, omijając maszynę lub chowa wydrukowany bilet do kieszeni, natychmiast rusza do wystawienia opłaty karnej. Tak było w przypadku pana Dariusza – wystarczyło 8 minut, by 150 zł wylądowało za wycieraczką. Czy można z tym walczyć?
Czy płacić karę pod sklepem? Prawnik: Najlepiej wyrzuć do śmieci
– Nie należy reagować na tego rodzaju wezwania znalezione za wycieraczką. Taki świstek najlepiej wyrzucić do śmieci i zapomnieć o sprawie – mówi dziennik.pl Karol Hojda, radca prawny z Wrocławia. Dlaczego?
Kluczem do zrozumienia tej sytuacji jest rozróżnienie pojęć. To, co znajdujemy za wycieraczką, nie jest mandatem, lecz jedynie wezwaniem do zapłaty. Firma parkingowa ma tu poważny problem prawny: nie wie, kto faktycznie prowadził auto. Tymczasem ewentualny pozew musi trafić do kierowcy, a nie do właściciela pojazdu.
– Choć firmy mogą wyciągnąć dane właściciela z bazy CEPiK (podstawa prawna: art. 80cd ustawy prawo o ruchu drogowym), to udowodnienie, kto dokładnie zaparkował samochód w konkretnym miejscu i czasie, jest dla nich niemal niemożliwe – wyjaśnia prawnik.
Cały ten system opiera się na psychologii strachu. Firmy liczą na to, że kierowca zapłaci "dla świętego spokoju", by uniknąć rzekomego ciągania po sądach. W rzeczywistości tylko nieliczne podmioty decydują się na drogę sądową, bo przy niewielkich kwotach jest to dla nich po prostu nieopłacalne.
Pułapka e-sądu i jak jej uniknąć
Jeśli firma mimo wszystko zdecyduje się walczyć o pieniądze, zazwyczaj wybiera drogę przez tzw. EPU (elektroniczne postępowanie upominawcze). To tryb, w którym łatwo o nakaz zapłaty, ale też równie łatwo go uchylić. Warto jednak pamiętać o jednym haczyku.
–Nakaz zapłaty z tego sądu kierowany jest na adres zameldowania. W przypadku nieodebrania korespondencji, uznawana jest ona za skutecznie doręczoną. W konsekwencji, o całej sprawie wiele osób dowiaduje się z egzekucji komorniczej. Żeby uniknąć takiej sytuacji, należy zadbać o posiadanie aktualnego adresu zameldowania (tj. adresu, pod którym faktycznie dana osoba przebywa i odbiera korespondencję). Nadto, aby uniknąć takiej niespodzianki, rekomenduję założyć konto na stronie e-sądu i regularnie (np. raz w miesiącu) sprawdzać, czy nie pojawiła się tam nowa sprawa na nasze nazwisko – radzi prawnik.
Skuteczna obrona w jednym zdaniu
Co zrobić, gdy faktycznie otrzymamy nakaz zapłaty? Rozwiązanie jest prostsze, niż mogłoby się wydawać. Wystarczy w ciągu 14 dni złożyć sprzeciw.
– Skuteczna liniaobrony zazwyczaj zamyka się w jednym zdaniu: Ja tam nie parkowałem, nie zawierałem żadnej umowy i nie wiem o co chodzi – przekonuje Karol Hojda.W ogromnej większości przypadków to wystarczy, by raz na zawsze wygrać proces.
Reklamacja to zły pomysł: Ujawniasz swoje dane
Wielu kierowców popełnia błąd, wysyłając reklamację z załączonym paragonem. Prawnik ostrzega: to "auto-denuncjacja". Wysyłając maila z imieniem i nazwiskiem, dajesz firmie parkingowej gotowe dane do pozwu. Co więcej, płacąc kartą, zostawiasz na paragonie ślad, który może posłużyć do identyfikacji w sądzie. Jeśli już z jakiegoś powodu chcesz spróbować rozwiązać sprawę w ten sposób, unikaj wskazywania swoich danych osobowych. W zupełności wystarczające będzie wskazanie np. "dotyczy pojazdu o numerze rejestracyjnym […]".
Kierowcy masowo dostają wezwania: Nawet 600 zł opłaty karnej
Skala problemu jest ogromna. Do UOKiK spływają skargi od ludzi, którzy dostali kary 46 sekund po zaparkowaniu, zanim jeszcze zdążyli dojść do parkomatu. Kontrowersje wzbudziła także sytuacja, w której kierowca położył bilet za przednią szybą, jednak zdaniem kontrolera kwitek nie był wystarczająco widoczny.
– W ostatnim czasie kancelaria coraz częściej otrzymuje sygnały, że poszczególne firmy z branży parkingowej kierują do właścicieli pojazdów wezwania do zapłaty. Kwoty sięgają nawet 600 zł – przyznaje Hojda.
Uwaga na oszustów z drukarką
Co gorsza, na parkingach pojawiają się oszuści. Kupują przenośne drukarki i wystawiają fałszywe wezwania z własnym numerem konta, polując na tych, którzy zapomnieli o bilecie. Przekierowanie ofiary oszustwa kodem QR do fałszywej strony internetowej również nie stanowi dla najmniejszego problemu.
Biedronka testuje kamery. Koniec z biletami, ale kary zostają
Sieć Biedronka testuje już we Wrocławiu system kamer rozpoznających tablice rejestracyjne. To eliminuje problem biletów, ale nie eliminuje kar. Za przekroczenie darmowego czasu operator naliczy 150 zł automatycznie. Za każdą kolejną dobę kwota rośnie o 200 zł, a maksymalna kara może sięgnąć nawet 3500 zł.