Nowa nawierzchnia na ulicy Jana Kazimierza jest już kompletna. Drogowcy w nocy uzupełnili luki w miejscach, gdzie w weekend kierowcy nieprawidłowo parkowali samochody. Zarządu Dróg Miejskich w Warszawie efektami pracy pochwalił się na swoim facebookowym profilu.

Przypominamy, że remont na ul. Jana Kazimierza ruszył w piątek wieczorem. Ulica na dwóch naprawianych odcinkach – ok. 200-metrowy odcinek od ul. Ordona i odcinek między ul. Boguszewską i ul. Karlińskiego – była zamknięta dla ruchu.

Jednak na odcinku jezdni wyłączonym z ruchu na czas remontu, kilku kierowców pozostawiło zaparkowane auta. Efekt? Drogowcy wylewając nową nawierzchnię postanowili obejść tę przeszkodę w nietypowy sposób – widać to na zdjęciach.

– W trakcie robót teren był objęty zakazem ruchu. Niestety w sobotę wieczorem w trakcie prowadzonych prac – pomimo widocznego oznakowania – kilku kierowców złamało zakaz, parkując praktycznie na skrzyżowaniu i blokując dalsze prace. Aby nie wydłużać okresu zamknięcia zdecydowaliśmy o kontynuowaniu prac w możliwym zakresie – informuje ZDM.

Internauci pod zdjęciami z placu budowy nie szczędzili uszczypliwości i dociekali dlaczego tych aut nie odholowano. Jednak ZDM twierdzi, że miał związane ręce…

– Za złamanie zakazu jest kara 250 zł i 5 pkt. karnych, ale prawo nie pozwala odholować auta, które złamie taki przepis. Policja została wezwana, ale mogła ukarać kierowców tylko mandatem. Nie mogła nakazać odholowania - zgodnie z przepisami odholować można tylko pojazdy kiedy zagrażają bezpieczeństwu lub utrudniają ruch. Pojazdy które utrudniają budowę, niestety nie mogą być usunięte. (…) Pojazdy można odholować dopiero po otwarciu ulicy i przywróceniu organizacji ruchu. Nie robi się tego "po prostu", bo wówczas kierowca idzie do sądu i płacimy odszkodowanie - a to dopiero byłby absurd – tłumaczy ZDM.

- Troje kierowców wjechało w nocy na plac budowy lekceważąc znaki zakazu. Będą wysokie mandaty. Remont będzie dokończony w kolejny weekend. Pytanie czy nie wypadałoby obciążyć sprawców dodatkowymi kosztami, które poniesie samorząd -  napisał na Twitterze burmistrz Woli Krzysztof Strzałkowski.

Z relacji internautów wynika, że przynajmniej jeden z pozostawionych samochodów już odholowano.

Warszawski ZDM twierdzi, że teraz bada możliwość obciążenia kierowców, którzy złamali przepisy i zablokowali prace, powodując ich wydłużenie, a tym samym dodatkowe koszty.