Dziś w całej Polsce przeciwko takim rozwiązaniom protestowali międzynarodowi przewoźnicy drogowi.

Zdaniem Furgalskiego, w Unii może dojść do groźnego precedensu. Jeżeli pozwolimy na wprowadzenie przepisów, które ingerują w prawodawstwo naszego kraju, to za chwilę pojawią się inne branże, które zdaniem różnych rządów powinny być chronione przed międzynarodową konkurencją. A to oznacza koniec wolnego rynku, swobód gospodarczych i wolnego przepływu siły roboczej w Unii. Podstawowe idee wspólnoty legną wtedy w gruzach - ostrzega ekspert. 

Niemcy wprowadzili w życie przepisy o płacy minimalnej na początku stycznia. Wkrótce je jednak zawiesili, bo sprawą zajęła się Komisja Europejska, która ma zbadać, czy nie naruszają one zasad wolnego rynku wspólnoty. Jeśli komisja uzna, że wszystko jest w porządku, Polsce pozostaje jedna droga. Może się mianowicie odwoływać do unijnego wymiaru sprawiedliwości. Zdaniem analityka, płaca minimalna zmusi polskie firmy do wycofanie się z krajów, które ją wprowadziły. Szukanie nowych rynków zbytu, może się okazać nieskuteczne, bo już dziś polscy przewoźnicy mają kłopoty na wschodzie Europy, skąd od dawna są wypierani. 

Płacę minimalną chce też wprowadzić Francja. Stawka za godzinę pracy w tym kraju ma wynosić ponad 9 euro. Tymczasem polscy kierowcy zarabiają średnio 12 złotych za godzinę.