Niemieckie władze odświeżyły krytykowany powszechnie pomysł z ostatniej kampanii wyborczej, w myśl którego cudzoziemcy korzystający z ich autostrad powinni wykupywać winiety. Teraz nowymi opłatami za przejazd mają być obciążeni wszyscy kierowcy, niezależnie od kraju pochodzenia. Tyle że obywatele RFN będą mogli je sobie odpisać od podatku.

Faktycznie więc to obcokrajowcy będą ponosić największe obciążenia. Roczna winieta może kosztować 100 euro. Berlin zamierza rekompensować tę opłatę własnym kierowcom, umożliwiając im w zamian obniżenie podatku od środków transportu (Kraftfahrzeugsteuer). Jego wysokość to kilkaset euro rocznie i zależy m.in. od pojemności silnika pojazdu i wysokości emisji dwutlenku węgla. Ten ruch pozwoli Niemcom uniknąć zarzutów o dyskryminację obywateli innych państw UE.

Poprzednia, oprotestowana wersja pomysłu pojawiła się przed wyborami parlamentarnymi, a zgłosił ją Horst Seehofer, premier Bawarii i przewodniczący CSU, partii siostrzanej wobec CDU Angeli Merkel. – Nie rozumiem, jak to jest, że w niemal każdym kraju sąsiednim Niemcy muszą płacić za korzystanie z autostrad, natomiast obywatele tamtych państw jeżdżą po naszych drogach za darmo – oburzał się Seehofer. Media sugerowały, że opłaty mają być wymierzone przede wszystkim w sąsiadujących z Bawarią Czechów.

Początkowo pomysł wyglądał na populistyczną zagrywkę przedwyborczą. Zwłaszcza że z obliczeń niemieckiego automobilklubu ADAC wynika, że cudzoziemcy stanowią jedynie 5 proc. użytkowników tamtejszych autostrad. Ponadto koncepcja została oprotestowana w Europie.

Zakaz dyskryminacji ze względu na narodowość jest fundamentalną zasadą prawa unijnego. Nie wolno więc wprowadzać dyskryminacyjnych opłat drogowych – mówiła Helen Kearns, rzecznik unijnego komisarza transportu Siima Kallasa. Mimo to ideą Seehofera zainteresował się federalny resort komunikacji. Na początku października minister Peter Ramsauer otwarcie przyznał, że woli nałożyć myto na pojazdy z zagranicy.

Obecnie rozważanych jest kilka modeli opłat. Ważne, by nie obciążać dodatkowo kierowców samochodów zarejestrowanych w Niemczech – cytuje przedstawicieli ministerstwa tabloid "Bild am Sonntag".

Resort liczy, że dzięki nowym opłatom uda się zebrać dodatkowe 7,2 mld euro rocznie. Te pieniądze Berlin chce przeznaczyć na remonty liczącej ponad 80 lat sieci autostrad. A ta, wbrew panującemu u nas stereotypowi, pilnie wymaga renowacji. Z badań wynika, że poważne zastrzeżenia budzi stan 1/5 spośród 12,8 tys. km autostrad. Generalnego remontu – nie tylko na autostradach – wymaga też 30 tys. mostów. ADAC dodaje własne wyliczenia, z których wynika, że na dziurę na niemieckiej autostradzie można się natknąć co 5 km.

Opłaty za autostrady w formie winiet lub opłat za każdorazowe korzystanie z drogi obowiązują w wielu krajach, m.in. we Francji, w Polsce i we Włoszech. Jednak w tych krajach opłaty są niższe od planowanych w Niemczech, w dodatku nie rozróżniają kierowców na swoich i obcych. Za roczną austriacką winietę kierowca zapłaci ok. 80 euro, za szwajcarską – ponaddwukrotnie mniej.

Dotychczas za korzystanie z niemieckich dróg szybkiego ruchu płacili jedynie kierowcy samochodów ciężarowych o wadze powyżej 12 ton, co przynosi budżetowi 4,5 mld euro w skali roku. Tymczasem całkowita wartość poborów ściąganych przez państwo od kierowców, takich jak Kraftfahrzeugsteuer czy opłata drogowa zawarta w cenie paliwa, sięga 53 mld euro. Zdaniem ADAC te środki wystarczą na renowację niemieckich dróg bez konieczności wprowadzenia kontrowersyjnych opłat wymierzonych w kierowców z innych państw.