To niezwykły samochód: niskie zawieszenie, sportowe opony, 12-szprychowe 17-calowe alufelgi. RS jest szerszy od zwykłego clio o 8 cm. Napompowano błotniki, doklejono spoilery, przez co ekstracentymetry i niestety kilogramy gotowe.

Szpanerskie kratki na nadkolach to prawdziwy wylot ciepłego powietrza z silnika. Całości dopełnia specjalny lakier i prawdziwy dyfuzor pod zderzakiem – ma dociskać tylną oś dla lepszego prowadzenia. Prawie jak w F1.

Wewnątrz gruba, obszyta skórą kierownica i duża czerwona ósemka na obrotomierzu wyzywają kierowcę na pojedynek. Fotele są nisko osadzone, wyprofilowane jak kubełki z prawdziwej wyścigówki. Auto prezentuje lepszą jakość wykonania niż zwykłe modele renault.

Sprzęgło działa bardzo gwałtownie - dla jego dobra i ocalenia opon trzeba być delikatnym. Inaczej trzeba będzie wietrzyć zapach gumy i przypalonego sprzęgła. Biegi wchodzą ciasno i precyzyjnie. W przeciwieństwie do poprzedniej generacji clio nie doświadczymy wrażenia "mieszania patykiem w błocie”.

Dwulitrowy silnik sprawdził się w starym clio, ale na potrzeby nowego RS-a zwiększono moc ze 179 KM do 200 KM i to bez turbosprężarki! Dzięki czemu mały samochodzik jeździ żwawo. O najlepszym momencie do zmiany biegu informuje zielona kontrolka, tylko kto ma czas na nią patrzeć, kiedy drzewa za oknem śmigają coraz szybciej…

Maksymalna moc jest dostępna przy 7250 obr./min. W odróżnieniu do wcześniejszego clio RS, tu wrażenie dynamiki jest bardzo silne, prawie rakietowe. Przyjemność z jazdy nieco psuje hałas opon, ale to właśnie dzięki niskiemu profilowi auto prowadzi się pewnie.

Przez pierwsze kilka dni jazda w stylu "gaz-hamulec” może się podobać, zwłaszcza że układ hamulcowy jest ostry jak brzytwa - zaciski Brembo i ogromne tarcze sprawiają, że auto staje jak wryte. Feler w tym, że ci za nami mogą nie wyhamować…