Sąd orzekł, że Mateusz S. umyślnie spowodował katastrofę w ruchu lądowym. Odczytując uzasadnienia wyroku, sędzia Joanna Wieczorkiewicz-Kita powiedziała, że oskarżony liczył się z ewentualnymi skutkami wypadku, do którego doprowadził.

Wykonując samochodem skręt w prawo, godził się na to, że znajdzie się na chodniku. Natomiast skutek w postaci śmierci tylu osób jest objęty nieumyślnością oskarżonego - wyjaśniała sędzia.

Mężczyzna będzie mógł starać się o warunkowe zwolnienie po 12 latach odbycia kary. Zostanie mu również zabrane prawo prowadzenia pojazdów mechanicznych na zawsze. - To najwyższy wymiar kary - dodała sędzia. - Nie ma żadnych okoliczności łagodzących w stosunku do oskarżonego. W tego typie przestępstwie pozytywna opinia nie może być decydująca przy wymierzaniu kary. Poza tym pozytywna opinia to jedno, a my wiemy, że oskarżony w tym czasie nadużywał narkotyki - argumentowała sędzia Wieczorkiewicz-Kita.

Zdaniem obrońcy Przemysława Kowalewskiego, kwalifikacja czynu jest niewłaściwa. Zapowiedział on apelację od wyroku.

Danuta i Piotr Plucińscy, którzy stracili w wypadku córkę, jej męża oraz wnuka powiedzieli, że nie będą odwoływać się od wyroku. Tłumaczyli to zmęczeniem oraz ochroną zdrowia psychicznego wnuka Huberta, który ocalał z katastrofy.

1 stycznia 2014 roku Mateusz S. wjechał w grupę przechodniów, zabijając na miejscu sześć osób i ciężko raniąc dwoje dzieci. Kierowca był pod wpływem alkoholu i narkotyków, przekroczył również prędkość o co najmniej 30 km/h. Sprawa kierowcy wróciła we wrześniu 2015 roku do sądu I instancji, po tym jak sąd apelacyjny uchylił wcześniejszy wyrok, jednocześnie stwierdzając niepełną ocenę materiału dowodowego.

Pierwszy wyrok sądu okręgowego w Szczecinie skazał mężczyznę na 12,5 roku więzienia oraz dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych.

W związku ze sprawą Mateusza S. doszło do zaostrzenia kar za jazdę pod wpływem alkoholu.

Wyrok nie jest prawomocny.