Dwunaste już zwycięstwo w Le Mans, po trudnej i zażartej walce, zdobyło Audi. Po niezapowiadanej zmianie przepisów regulaminowych, wszystkie trzy Audi R18 e-tron quattro mogły pokonać na jednym baku średnio o dwa okrążenia mniej niż główni konkurenci, czyli Toyota. Dodatkowe pit stopy kierowcy Audi musieli nadrabiać krótszym czasem przejazdu, i to niekiedy w ekstremalnych warunkach pogodowych.

Podczas tegorocznego, dramatycznego wyścigu, tor co chwila tonął w strugach przelotnego deszczu. Skutkiem tego były liczne wypadki i jedenaście wyjazdów samochodu bezpieczeństwa. Żółte flagi powiewały nad torem przez łącznie ponad pięć godzin. W tym czasie usuwano i naprawiano szkody.

Dwunaste zwycięstwo czterech ringów w Le Mans zawdzięczamy zmysłowi naszych inżynierów do innowacji, absolutnemu zaangażowaniu całego zespołu oraz umiejętnościom i stalowym nerwom kierowców. Wszystkim im, w imieniu Audi, serdecznie gratuluję sukcesu - powiedział Rupert Stadler, prezes zarządu Audi AG, który jak zwykle podziwiał wyścig na żywo.

To kolejny duży sukces Audi. Swoją ogromną przewagę pokazał w nim napęd hybrydowy. Mieliśmy również okazję do wypróbowania innych, nowych rozwiązań technicznych, z których w przyszłości korzystać będą także nasi klienci - dodał Rupert Stadler. 

Przykład? Reflektory diodowe Matrix Beam, zapewniające optymalne doświetlenie zakrętów podczas jazdy nocą. 

„Wiedzieliśmy, że w tym roku, ze względy na zmiany w regulaminie będzie bardzo trudno o wygraną” wyjaśnia dr Wolfgang Ullrich, szef Audi-Motorsport. „Tak jak oczekiwaliśmy, bardzo groźnym przeciwnikiem okazała się Toyota, ale nasze Audi R18 e-tron quattro były klasą samą w sobie. Chciałbym przekazać moje podziękowania tym wszystkim, którzy przyczynili się do naszego sukcesu.“

Dwunaste zwycięstwo w Le Mans zdobyła dla Audi hybryda Audi R18 e-tron quattro z numerem startowym „2“, ruszająca do wyścigu z najlepszej pozycji startowej. Prowadzili ją na zmianę Loïc Duval, Tom Kristensen i Allan McNish. Dla Duvala, który pole position wywalczył sobie w środę, było to pierwsze zwycięstwo w tym klasycznym francuskim wyścigu długodystansowym. Allan McNish wygrał już po raz trzeci. Tom Kristensen, od 2005 roku jest niepokonany rekordzista wyścigu, tryumfował po raz dziewiąty.

Ze zwycięskim Audi R18 e-tron quattro, w trakcie trwającego 24 godziny wyścigu nie było najmniejszych problemów technicznych. Trio Duval, Kristensen, McNish objęło prowadzenie w sobotę o godz. 21:43 i nie oddało go aż do tryumfalnego dojazdu do mety, w niedzielę o godz. 15.00. Trzej przyszli zwycięzcy szybko zdobyli decydującą przewagę jednego okrążenia nad konkurencyjną, sklasyfikowaną na drugim miejscu Toyotą. Przewagę tę zachowali do samego końca, mimo chwilowo chaotycznych warunków na torze zalewanym deszczem.

Dwie pozostałe załogi Audi miały pecha. Na krótko przed końcem siódmej godziny wyścigu, prawie równocześnie musiały nieplanowanie wjechać do boksów, choć do tego momentu, wraz z późniejszym zwycięskim Audi, znajdowały się w czołowej trójce. Hybryda Olivera Jarvisa, po stłuczce z wolniejszym samochodem, uszkodziła ogumienie. Wymiana zajęła prawie pełną rundę, skutkiem czego Jarvis ostatecznie stracił dwie rundy. 

W najbardziej emocjonującej fazie wyścigu zespołowi w składzie: debiutujący w Le Mans Brazylijczyk Lucas di Grassi, Hiszpan Marc Gené i Brytyjczyk Oliver Jarvis, udało się wyprzedzić Toyotę i w ten sposób zapewnić sobie trzecie miejsce na podium.

Szwajcar Marcel Fässler, Niemiec André Lotterer i Francuz Benoît Tréluyer, przez konieczność wymiany alternatora stracili łącznie dwanaście rund, a tym samym pewne prowadzenie. Po fascynującej pogoni za czołówką, zwycięzcy z 2011 i 2012 roku zdołali przesunąć się z miejsca dwudziestego czwartego na piąte.

Cieniem na jubileuszu dziewięćdziesięciolecia 24-godzinnego wyścigu w Le Mans położył się śmiertelny incydent, do jakiego doszło w klasie GT krótko po rozpoczęciu imprezy.

Ten straszny wypadek przyćmił radość z kolejnego zwycięstwa Audi w Le Mans. Podczas wyścigu cały nasz zespół i wszyscy kierowcy mieli ekstremalnie napięte nerwy i nie mogli pozwolić sobie na błędy - podsumował Wolfgang Ullrich. Bardzo dotknęła nas wiadomość o śmierci Allana Simonsena. W swojej karierze startował on także za sterami Audi R8 LMS. Składamy wyrazy współczucia całej jego rodzinie, wszystkim przyjaciołom, a także zespołowi Aston Martin. To zdarzenie pokazuje, że nie wolno nam ustawać w podejmowaniu wszelkich możliwych wysiłków na rzecz poprawy bezpieczeństwa w sporcie motorowym. To pierwszy śmiertelny wypadek jakiego byliśmy świadkiem w ciągu całej piętnastoletniej historii startów Audi w Le Mans. Mam nadzieję, że pozostanie ostatnim.