Tuskowie jeżdżą nim na narty w Dolomity, z auta korzystają też żona i syn szefa rządu. W rejestrze korzyści premiera nie ma jednak po tym fakcie ani śladu - wynika z ustaleń "Newsweeka".

- Nie mam żadnych wątpliwości, że premier powinien wykazywać ten samochód w rejestrze korzyści. Sprawa, delikatnie mówiąc, jest na granicy naruszenia dobrych obyczajów - twierdzi prof. Antoni Kamiński z Instytutu Studiów Politycznych PAN, jeden z założycieli Transparency International Polska.

Chodzi o czarną toyotę avensis kombi będącą własnością Platformy Obywatelskiej. Zdaniem "Newsweeka" Tuskowie korzystają z samochodu należącego do PO od 2007 roku. W międzyczasie doszło do wymiany starszej toyoty avensis na nowszy model. 

- Jeśli mnie pamięć nie myli, to do zmiany samochodu doszło w 2009 roku. Auto na stałe znajduje się w Trójmieście - mówi sekretarz generalny Platformy Andrzej Wyrobiec. 

- A wie pan, że premier jeździł tym samochodem na urlop i że z auta do niedawna korzystał też syn premiera? - pyta dziennikarz tygodnika.

- Jakoś mi to nie przeszkadza - miał odpowiedzieć Wyrobiec.

"Newsweek" twierdzi, że współpracownicy przestrzegali w tej sprawie Tuska.

- Współpracownicy zwracali na to uwagę parę razy, ale premier zareagował na tę sprawę dopiero po jakimś czasie. Dziś problemu już nie ma, bo syn premiera wziął w leasing inny samochód - miał stwierdzić jeden z rozmówców czasopisma.

- Premier powinien był wykazać korzystanie z tego samochodu w rejestrze korzyści. Partie utrzymują się w przeważającej mierze z pieniędzy podatników, w związku z czym należące do niej samochody nie powinny być wykorzystywane do prywatnych celów - kwituje prof. Antoni Kamiński.