Ciężarówki dojeżdżające gminnymi drogami na tereny inwestycji zniszczyły jezdnie, których naprawa pochłonie setki milionów złotych. Generalni wykonawcy odpierają zarzuty, a winę zrzucają na podwykonawców.

O problemie alarmują konwenty powiatów województwa łódzkiego i lubelskiego. – Samorządy nie mają środków na rewitalizację tych dróg, a bezwiednie stały się współuczestnikami procesu inwestycyjnego prowadzonego ze środków budżetu państwa – argumentują starosta wieruszowski Andrzej Szymanek i starosta lubelski Paweł Pikula. Ostrzegają, że wkrótce dojdzie do sytuacji, w której nie będzie odpowiednich dróg lokalnych pozwalających dotrzeć do nowo wybudowanych autostrad. – Są one w fatalnym stanie technicznym, a próby wyegzekwowania ich napraw napotykają poważne trudności. W wielu przypadkach będzie to wymagać skierowania spraw na drogę sądową – grożą samorządowcy.

Na uciążliwą obecność firm budowlanych skarżą się m.in. gminy i powiaty w okolicach budowanej autostrady A2 i trasy S8 – w powiecie brzezińskim, łowickim, zgierskim i skierniewickim.

– W naszym powiecie zniszczonych zostało ok. 50 km dróg lokalnych. Wyremontowanie kilometra to koszt ok. 800 tys. zł – mówi Wiesława Lewkowska, kierownik wydziału dróg urzędu powiatowego w Skierniewicach. A więc powiat musiałby wyłożyć ok. 40 mln zł. Straty w całym województwie przekroczyć mogły nawet 100 mln zł.

Samorządy narzekają, że mają ogromne problemy, by nakłonić firmy do wyremontowania zniszczonych przez nie dróg. – Miesiąc temu spotkaliśmy się z Budimeksem, który wygrał przetarg na budowę trasy S8. Ostrzegliśmy, że jeśli drogi dojazdowe zostawi w fatalnym stanie, rozważymy oddanie sprawy do sądu. Ale firma od razu zapowiedziała, że nie bierze odpowiedzialności za swoich podwykonawców – mówi sekretarz powiatu wieruszowskiego Stefan Pietras.


Firmy budowlane odpierają zarzuty. – Problem jest przesadzony. Przy tego typu inwestycjach zawierane są porozumienia na wyremontowanie dróg dojazdowych po zakończeniu inwestycji i z tego większość firm się wywiązuje – tłumaczy Piotr Horst, wiceprezes spółki Eurovia, która przejęła budowę autostrady A2 na odcinku Warszawa-Łódź po chińskim COVEC-u. Choć zapewnia, że firma nie napotkała na razie na żadne problemy ze strony okolicznych gmin i powiatów, to przyznaje, że samorządy w walce z ciężarówkami chętnie sięgają po oręż w postaci kontroli ITD czy ważenia samochodów.

Zdaniem ekspertów konflikt między lokalnymi władzami a firmami budowlanymi to efekt opóźnień przy realizacji inwestycji.– Trudno stwierdzić, komu sąd przyznałby rację. Być może umowy z firmami trzeba będzie inaczej konstruować – tak, by drogi dojazdowe były remontowane co jakiś czas, a nie po zakończeniu inwestycji, która może się przeciągać – mówi prof. Wojciech Paprocki z Katedry Logistyki SGH.

Zniecierpliwieni samorządowcy zaapelowali do rządu o uruchomienie narodowego programu rewitalizacji dróg lokalnych, który w sposobie finansowania miałby przypominać program schetynówek. Ale eksperci nie dają projektowi wielkich szans na powodzenie, zważywszy na to, że rząd zdążył już zmniejszyć gminom poziom dofinansowania budowy dróg lokalnych z 50 do 30 proc. wartości inwestycji.

Władze lokalne zaapelowały nawet o pomoc do rządu