„Zaledwie 80 tys. km przebiegu, absolutnie bezwypadkowy, 70-letnia Niemka jeździła nim tylko na zakupy i do kościoła. Jednym słowem: perełka!” – tak jeden ze sprzedawców zachwalał w ogłoszeniu sprowadzonego z Zachodu volkswagena golfa z 2000 roku. Gdy na podstawie numeru VIN (numer identyfikacyjny pojazdu) sprawdziliśmy auto w bazie Volkswagena, wyszło na jaw, że ostatni przegląd przeszło we wrześniu ubiegłego roku przy przebiegu 223 tys. kilometrów. Ponadto pojazd miał w przeszłości dwie poważne naprawy.

Takich „okazji” jest znacznie więcej, a sprzedawcy oszukują na różne sposoby. Ryzyko zakupu takiego auta można jednak zmniejszyć.

Samochody po wypadku

Po polskich drogach jeździ wiele pojazdów, które w Niemczech uzyskały statut szkody całkowitej, czyli ubezpieczyciel uznał, że ich naprawa nie ma ekonomicznego uzasadnienia. Takie pojazdy szczególnie chętnie kupują polscy handlarze, aby potem naprawić je jak najmniejszym kosztem i odsprzedać. Jak rozpoznać takie auto?

● Oglądaj wyłącznie umyty samochód, w świetle dziennym wszystkie elementy karoserii powinny mieć identyczny odcień.

● Odczep kawałek wygłuszenia maski silnika oraz tapicerki w drzwiach – jeżeli w którymś z tych miejsc karoseria ma inny kolor, to znaczy, że te części wymieniano i niechlujnie pomalowano.

● Podnieś podłogę bagażnika – po uderzeniu w tył samochodu często jest zdeformowana i ma widoczne miejsca, w których była spawana.

● Śruby mocujące maskę silnika czy drzwi powinny być pomalowane i nie mogą nosić śladów odkręcania.

● Po przekręceniu kluczyka w stacyjce na chwilę powinny się zapalić kontrolki poduszki powietrznej oraz systemów ABS i ESP. Jeżeli się nie zapalają, to znaczy, że zostały wykręcone i auto nie ma np. poduszek powietrznych, a jedynie zaślepki.

● Sprawdzaj auto wyłącznie przy zimnym silniku. Jeżeli przed twoim przyjazdem sprzedający celowo go rozgrzał, to znaczy, że ma coś do ukrycia. Jednostka może wymagać remontu.


● Zajrzyj pod dywaniki, do komory silnika, skrzynki bezpieczników i miejsc, gdzie auto ma przewody elektryczne. Jeżeli są zaśniedziałe, może to oznaczać, że samochód został zalany, np. podczas powodzi. Handlarze osuszają takie auta w specjalnych suszarniach.

● Ostatecznym elementem sprawdzianu jest pomiar punktów stałych płyty podłogowej. W warsztacie blacharskim auto umieszczane jest na ramie pomiarowej, która sprawdza, czy podwozie nie jest zdeformowane. Taka usługa kosztuje 150 – 500 zł, ale daje pewność, że auto nie miało wypadku, w którym ucierpiała jego konstrukcja.

Jednocześnie istnieje kilka mitów, którymi nie należy się sugerować przy ocenianiu stanu auta. Chodzi na przykład o rok wybity na szybach. Wbrew pozorom nie musi on być identyczny na każdej z nich ani nie musi być zgodny z rokiem produkcji pojazdu. Podważyć można także skuteczność urządzenia do mierzenia grubości lakieru. Często już fabrycznie samochody pomalowane są nierówno i np. na błotniku warstwa lakieru jest trzykrotnie większa niż na dachu.

Ile przejechało auto

Nie wierzmy w dziesięcioletnie samochody z Niemiec z przebiegiem 100 tys. kilometrów. Przeciętny obywatel RFN przejeżdża tyle w trzy lata. Zachowajmy czujność nawet wtedy, gdy auto ma książkę serwisową potwierdzającą stan licznika. Może być ona sfałszowana. W ubiegłym roku policja zamknęła nielegalną fabrykę takich książek pod Radomiem. Oszuści wypełniali je, przybijając jednocześnie pieczątki fikcyjnych niemieckich czy francuskich serwisów.


Zweryfikować autentyczność przebiegu i książki serwisowej auta możemy na kilka sposobów.

● Sprawdźmy, czy firma, która widnieje na pieczątkach książki serwisowej, istnieje naprawdę. Czasami wystarczy ją odnaleźć w internecie, zadzwonić i spróbować potwierdzić, że serwisowała auto, którym się interesujemy.

● Poprośmy o pomoc ASO. Większość marek prowadzi międzynarodową ewidencję serwisowanych i naprawianych pojazdów. Wystarczy znać VIN pojazdu.

● Często na oko można rozpoznać, ile przejechało auto. Kierownica, guma na pedałach sprzęgła i hamulca, osłona skrzyni biegów i boczki foteli – to miejsca, które z biegiem czasu się wycierają. W dobrze utrzymanym aucie po przebiegu rzędu 100 – 150 tys. kilometrów mogą one nosić jedynie nieznaczne ślady. Niestety bardziej wyrafinowani handlarze wymieniają te części na mniej zużyte.