Mercedes GLC 400 4MATIC - test
Nazewnictwo i rozwój gamy elektrycznych Mercedesów w ostatnich latach trudno było uznać za wzór niemieckiego porządku. Wraz z nowymi CLA i GLC idzie jednak nowa jakość - teraz oznaczenia modelowe nie będą już zarezerwowane dla typu napędu. Potrzeba lat, by uprzątnąć bałagan jaki Mercedes wprowadził do gamy wraz modelami rodziny EQ, ale rynkowe wyniki nowego GLC pozwalają Niemcom z nadzieją patrzeć w przyszłość...
Popyt przekroczył bowiem oczekiwania - do tej pory żaden elektryczny samochód w historii niemieckiej marki nie zebrał tylu zamówień. Koncern musiał podkręcić tempo w fabryce w Bremie - pracownicy na linii produkcyjnej nowego GLC pracują teraz na trzy zmiany i przyjeżdżają do zakładu również w soboty. Czas oczekiwania na dostawę wydłużył się już do końca 2026 roku, co oznacza, że kolejka może nawet przekraczać 100 tys. zamówień. Skąd aż takie wzięcie? Poszukaliśmy źródeł sukcesu testując GLC przez kilka dni.
Oto nowy przebój Mercedesa
Nowy Mercedes GLC na razie dostępny jest wyłącznie jako elektryk, ale do gamy dołączy również wersja z silnikiem spalinowym pod maską. Marka odchodzi tym samym od pomysłu budowania elektryków na dedykowanych platformach - ich miejsce zastępują "multienergetyczne" płyty podłogowe. Mierzący 4845 mm GLC jest wyraźnie większy od poprzednika, a rozstaw osi 2972 mm jest wręcz kolosalny. To samochód większy nawet od testowanego niedawno BMW iX3 - głównego rywala SUV-a Mercedesa.
Dzięki takim wymiarom, kabina jest całkiem przestronna, choć nie na tyle, na ile zwiastowałaby metryka. Brakuje głównie odległości między rzędami siedzeń - wygodnie usadowiony z przodu wysoki pasażer dość mocno ogranicza przestrzeń osobom siedzącym z tyłu. Poprawnie umieszczony fotelik dziecięcy również wymusza dość mocne dosunięcia przedniego fotela do deski rozdzielczej. Gdzie te centymetry? Po pierwsze - w długiej masce, która skrywa frunk o pojemności aż 128 l i w głównym bagażniku z tyłu, który mieści z kolei przyzwoite 570 l lub 1740 l po złożeniu oparć kanapy. Brawa należą się też za wygodnie umieszczony przycisk do otwierania przedniego bagażnika - frunk doczekał się tu "cywilizowanego" przełącznika - i bardzo dobrze. Skoro za sprawą elektryków znormalizowaliśmy już kufry pod przednią maską, czas pożegnać się z niewygodnymi, umieszczonymi daleko pod deską rozdzielczą wajchami, które przez lata służyły do otwierania maski.
Mercedes GLC 400 4MATIC - wnętrze
Wnętrze nowego SUV-a przypomina to z nowego CLA. Mercedes uznał, że nie należy się rozdrabniać i tak ekran zajmuje już niemal całą powierzchnię deski rozdzielczej. To nie są już trzy połączone wyświetlacze, a jednolity, niemal 40-calowy panel Hyperscreen (ma dokładnie 99,3 cm długości), który odpowiada za obsługę niemal każdej funkcji na pokładzie. Wady? Wynikają raczej z kwestii gustu - ogromna tafla przyciąga odciski palców, a gdy samochód pozostaje wyłączony, prezentuje się przeciętnie. Zalety? Tych jest zaskakująco dużo i można o nich mówić zupełnie obiektywnie.
W nowym GLC mamy do czynienia z rzadką sytuacją, w której przechwałki producenta o "potężnej mocy obliczeniowej" idą w parze z doświadczeniami użytkownika. Kierowca doceni zniewalająco płynną i szybką pracę interfejsu, który wymaga co prawda przyzwyczajenia, ale w końcu działa jak napędzany nowoczesnym, szybkim procesorem i komputerem z odpowiednią ilością pamięci. Rozbudowany MBUX nowej generacji pędzi jak opętany i obsługuje się go komfortowo jak nigdy dotąd. Tam gdzie trudno znaleźć cyfrowy przycisk do odpowiedniej funkcji, z pomocą przychodzi asystent głosowy - jego (a raczej jej) zdolności do przetwarzania naturalnej mowy również są teraz jeszcze lepsze.
A odchodząc na chwilę od cyfrowych rozwiązań i dotykowych ekranów - wnętrze GLC jest udane - pięknie oświetlone ambientowymi LED-ami, wyposażone w podwójną ładowarkę indukcyjną, dość dobrze zmontowane, ale i w typowy dla nowych Mercedesów sposób plastikowe. Tunel środkowy wykończony został matowym tworzywem, które stanowi bardzo twardą skorupę - pod spodem jest zupełnie pusto. Fotele są wygodne, nagłośnienie sygnowane przez Burmestera gra czysto i z adekwatną mocą, choć rozmieszczenie głośników systemu prowadzi do niespodziewanej i irytującej cechy - wibracje generowane przez muzykę bardzo mocno czuć w... podstopnicy.
Mercedes GLC 400 4MATIC - osiągi, zasięg, ładowanie
Niepozorne oznaczenie "400" w przypadku GLC oznacza naprawdę imponujące osiągi. Mercedes jest wyraźnie szybszy od tożsamej wersji z gamy BMW iX3, bo z mocą 490 KM przyspiesza do setki w 4,3 sekundy i osiąga maksymalnie 210 km/h. Co ciekawe, Mercedes zastosował tu 2-stopniową przekładnię automatyczną, dzięki której samochód ma być bardziej oszczędny. Czasami szybsze wciśnięcie pedału przyspieszenia owocuje zjawiskiem rodem z auta spalinowego - na pełną moc musimy chwilę zaczekać. Redukcja biegu potrafi zająć krótką, ale zauważalną chwilę.
Wariant GLC 400 4MATIC z dwoma silnikami i napędem na cztery koła ma akumulator o pojemności 94 kWh netto i zapewnia zasięg do 672 km (według normy WLTP). Architektura 800-woltowa sprawia, że szczytowa moc ładowania to solidne 330 kW - wystarczy zaledwie 10 minut przy odpowiednio szybkiej ładowarce, by zyskać kolejne 303 km zasięgu.
Rekuperacją steruje się tu za pomocą łopatek na kierownicy. Przydatny jest tryb automatyczny, który na bieżąco reaguje na sytuację drogową i ograniczenia prędkości, by zoptymalizować proces odzyskiwania energii. Zużycie energii w cyklu mieszanym to wynosi 15,8 kWh/100 km. W mieście bez trudu osiągniemy okolice 12-13 kWh/100 km - jak na tak duży i mocny samochód, mówimy o znakomitych rezultatach.
Tak jeździ nowy hit Mercedesa
Choć GLC jest nieco szybsze od swojego bawarskiego rywala, charakter auta nie zachęca do dynamicznej jazdy. Elektryczny SUV Mercedesa jest komfortowy i niezwykle skutecznie wyciszony. Wrażenia z jazdy są filtrowane, jakby przez miękką poduszkę - prawdopodobnie właśnie o taki efekt chodziło inżynierom. Pneumatyczne zawieszenie kompensuje przechyły nadwozia, choć w trakcie hamowania nie robi tego tak skutecznie i efektownie jak BMW. Nowe GLC jest pod tym względem bardzo podobne do poprzednika. Zwrotne, raczej miękko zestrojone i sprzyjające spokojnemu podróżowaniu.
Mercedes GLC - cena
Najtańszy Mercedes GLC w elektrycznym wariancie 250 (z napędem na tylną oś i mocą 354 KM) kosztuje 280 700 zł. Samochód w bazowej specyfikacji wyraźnie różni się od testowanego - dopłacić trzeba m.in. za podświetlony grill i ekran hyperscreen - standardem są bowiem trzy oddzielne ekrany w środku. Testowany wariant 400 4MATIC to wydatek minimum 319 900 zł. Egzemplarz ze zdjęć wyceniony jest na ponad 400 000 zł. Nie jest tanio - nawet na tle konkurentów.
Mercedes GLC to ciekawy przypadek - jego główni rywale czyli BMW iX3 i Audi Q6 e-tron to samochody zbudowane na platformie wyłącznie elektrycznej. Z punktu widzenia użytkownika, kompromisy w GLC są widoczne w zasadzie tylko w kwestii przestrzeni w środku - ale przecież samochody tej klasy nigdy nie należały do szczególnie pojemnych. GLC jeździ jak dobry elektryk, jest niezwykle oszczędny i bardzo szybki. Czy z silnikiem spalinowym pod maską będzie jeszcze lepszy? Z trudem przechodzi mi to przez klawiaturę... ale chyba nie. Elektryczny wariant jest naprawdę dobry, pozwala podróżować swobodnie i w kompletnej ciszy.
Dziennikarz i fotograf motoryzacyjny. Samochody to jego największa pasja, choć gotowanie, narty, siatkówka i koty również mieszczą się w top 5 jego zainteresowań. Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, doświadczenie w tworzeniu treści zdobywał w marketingu i jako współpracownik wielu redakcji, nie tylko internetowych. W Dziennik.pl śledzi branżowe newsy, testuje motoryzacyjne nowości i służy dobrą radą dla kierowców.