Wraca sprawa rządowego Audi A8L Security rozbitego w 2017 roku w Oświęcimiu. Na pokładzie opancerzonej limuzyny jechała ówczesna premier Beata Szydło. Losy samochodu w trybie informacji publicznej postanowił zbadać senator PO Krzysztof Brejza.

Reklama

– Pojazd ten stanowi dowód w postępowaniu sadowym, ale po wykorzystaniu tego pojazdu dla potrzeb postępowania przedmiot ten powinien zostać zwrócony do Służby Ochrony Państwa. Obecnie nie ma żadnych przesłanek, które wskazywałby na konieczność dalszego zabezpieczania tego pojazdu dla celów postępowania. Warto zwrócić uwagę, iż pojazd ten zakupiony został za kwotę ok. 2,5 mln zł na dwa miesiące przed wypadkiem, a tak długi okres zabezpieczenia dla celów postępowania sądowego prowadzi do znacznej utraty jego wartości – napisał Brejza do Mariusza Kamińskiego, szefa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, któremu podlega SOP.

Polityk zapytał ministra, czy SOP skutecznie zwracała się do właściwego sądu o zwrot tego pojazdu. Dociekał też, kiedy Audi zostanie zwrócone oraz czy MSWiA zamierza nakazać SOP zakasanie rękawów i postaranie się o odzyskanie niszczejącego na policyjnym parkingu rządowego auta.

Wreszcie przyszła odpowiedź. W skrócie: MSWiA nie posiada informacji na ten temat.

Co o całej sprawie myśli Brejza?

– Już 44 miesiące na kołkach na policyjnym parkingu stoi Audi A8L zabezpieczone w związku z wypadkiem rządowej kolumny w Oświęcimiu. Ta porzucona rozbita limuzyna wartości początkowej 2,5 mln zł jest symbolem rządów PiS. Łączy bizantyjski styl władzy, szarże wobec zwykłych obywateli, a ostatecznie po wypadku porzucenie majątku o tak wielkiej wartości. I niszczenie przez lata zabezpieczenia w procesie sądowym – powiedział dziennik.pl senator. – Przypomnę, że rozbita została zaledwie w drugim miesiącu służby. Auto zakupione za 2,5 mln, rozbite, nienaprawialne, z każdym miesiącem traci na wartości. Interweniowałem w Prokuraturze Krajowej, Prokuraturze Okręgowej i SOP. Nikogo to auto nie obchodzi. Wszak w jego miejsce zakupiono kolejne nowe limuzyny – skwitował Krzysztof Brejza.

Wypadek w Oświęcimiu

Przypominamy, że do wypadku w Oświęcimiu doszło 10 lutego 2017 roku. Trzy rządowe samochody z ówczesną premier Beata Szydło (pojazd, w którym jechała, był w środku) wymijały fiata seicento prowadzonego przez Sebastiana Kościelnika (zgodził się na publikację danych), który zatrzymał się, gdy zobaczył sygnały uprzywilejowania. Kierowca przepuścił pierwszy samochód, a następnie zaczął skręcać w lewo i uderzył w auto z szefową rządu, które w konsekwencji wjechało w drzewo. Poszkodowana została premier oraz funkcjonariusz BOR. Sprawa trafiła do sądu. Krakowska prokuratura okręgowa oskarżyła kierowcę fiata o nieumyślne spowodowanie wypadku.

W lipcu przed sądem w Oświęcimiu zapadł wyrok. Uznał on winę kierowcy seicento, ale warunkowo umorzył postępowanie na roczny okres próby. Sąd uznał jednocześnie, że także kierowca BOR złamał przepisy. Jego zdaniem, trzy rządowe auta nie stanowiły kolumny uprzywilejowanej, gdyż używały tylko sygnalizacji błyskowej świetlnej. Brak było sygnałów dźwiękowych. Tylko połączenie obu sygnalizacji – dźwiękowej i świetlnej, daje status kolumny uprzywilejowanej.

Tym samym kierowca samochodu, w którym jechała Szydło, został obarczony winą za wyprzedzanie na skrzyżowaniu oraz przekroczenie podwójnej ciągłej linii. Sąd postanowił poinformować o tym prokuraturę. W połowie lipca pismo oświęcimskiego sądu w tej sprawie wpłynęło do tamtejszej prokuratury. W lakonicznym wniosku nikt personalnie nie został jednak wymieniony, dlatego śledczy poprosili o jego uzupełnienie. Gdy to się stało, oświęcimska prokuratura przekazała sprawę Prokuraturze Okręgowej w Krakowie, która zdecydowała, że nie będzie prowadziła sprawy kierowcy rządowego audi.