Chodzi o zdarzenia z lipca 2018 r., kiedy prokurator - znajdując się w stanie nietrzeźwości i bez powiadomienia przełożonego - opuścił miejsce pełnienia czynności służbowych, a następnie prowadził samochód, mając we krwi co najmniej 2,08 promila. Według osób, które zadzwoniły na numer alarmowy, mężczyzna potrącał pachołki drogowe oddzielające pasy jezdni i nie był w stanie utrzymać prostego toru jazdy.
W grudniu 2019 r. Izba Dyscyplinarna w I instancji uznała prokuratora winnego uchybienia godności urzędu i za oba czyny wymierzyła mu karę łączną wydalenia ze służby prokuratorskiej. We wtorek Izba Dyscyplinarna rozpatrywała odwołanie od tego orzeczenia.
Tłumacząc swoje zachowanie, Andrzej S. wskazywał m.in. na problemy rodzinne. Argumentował też, że alkohol spożył dopiero w samochodzie, zatrzymując się na poboczu głównej drogi po to, by ktoś mógł go stamtąd odebrać. Prokurator powołał się ponadto na uchwałę trzech połączonych izb Sądu Najwyższego, sugerując, że w sprawie tej orzeka nieuprawniony skład.
- mówił we wtorek S.
Sąd uznał tę argumentację za chybioną i oddalił odwołanie. Odnosząc się do zarzutów pod kierunkiem Izby Dyscyplinarnej, sędzia sprawozdawca Konrad Wytrykowski podkreślił m.in., że sprawa "powinna być zamknięta" po wyroku Trybunału Konstytucyjnego. - mówił.
Przechodząc do kwestii zarzucanych obwinionemu czynów, sędzia podkreślił, że w I instancji wzięto pod uwagę wszystkie dowody, zeznania wielu świadków, uwzględniono także zapisy nagrań oraz różnego rodzaju dokumentację.
Sędzia Wytrykowski przyznał, że kwestią sporną był czas spożycia alkoholu. - wymieniał.
Jak ocenił, linia obrony, z której wynika, że zachowanie prokuratora za kółkiem było powodowane złym samopoczuciem i problemami zdrowotnymi "nie wytrzymuje konfrontacji z logicznym myśleniem". - mówił.
Sąd podkreślił przy tym, że Andrzej S. jest wysoko wykwalifikowanym prawnikiem z dużym stażem pracy i musiał "doskonale zdawać sobie sprawę z tego, jaki jest odbiór pijanej osoby w samochodzie".
Sędzia Wytrykowski zaznaczył ponadto, że jako prokurator w swojej karierze S. musiał czasami spotykać się z absurdalną linią obrony oskarżonych. - ocenił.