Nowa Skoda Peaq wjeżdża na rynek. Widziałem ją na żywo
Nowa Skoda Peaq, ustawiona na 20-calowych kołach i pokryta lakierem przypominającym różowe złoto, na powitanie puszcza oko animacją świateł LED. Auto powstało w ekspresowym tempie – jego opracowanie od podstaw do modelu seryjnego zajęło zaledwie trzy lata, czyli o rok krócej niż zazwyczaj. Skąd ten pośpiech?
Czesi wcześnie odkryli potencjał rodzinnych, nawet 7-osobowych SUV-ów, co zresztą ma mocne poparcie w liczbach. Sprzedaż Kodiaqa z około 90 tys. wystrzeliła ostatnio do ponad 130 tys. egzemplarzy rocznie. To w pełni tłumaczy decyzję o wdrożeniu jeszcze większego modelu. Z długością niemal 4,9 m Peaq staje na samym szczycie gamy marki. Sama nazwa (nawiązująca do ang. peak – szczyt) dobitnie podkreśla jego pozycję. Krótko mówiąc: to największy i najbardziej przestronny samochód, jaki czeska firma kiedykolwiek stworzyła. To także pokaz pomysłowości, której ostatnio brakuje bratniemu Volkswagenowi. Nieoficjalnie wiadomo, że ludzie z Wolfsburga z zazdrością patrzyli na gotowy model seryjny. Widziałem ten samochód na żywo i bez kamuflażu. Oto pierwsze wrażenia…
Peaq jest większy niż Kodiaq. Nowy SUV Skody rezygnuje z tradycyjnego logo
Peaq został w całości zaprojektowany zgodnie z nowym językiem stylistycznym Modern Solid, przez co nie przypomina żadnej innej współczesnej Skody. Świetny design to zasługa wielu przemyślanych zabiegów. Pierwszym z brzegu jest masywny panel Tech-Deck Face. Tradycyjne żebra grilla zastąpiono ciemnym szkłem, które sprytnie maskuje sensory i radary wspomagające kierowcę. Wyżej, tuż nad krawędzią maski, widnieje napis SKODA zamiast tradycyjnego logo ze strzałą.
Nowość z Czech patrzy na świat przez reflektory LED Matrix w kształcie litery T. Zastosowany system 18 segmentów potrafi automatycznie wycinać nadjeżdżające pojazdy z wiązki światła oraz oferuje cztery tryby pracy: miejski, drogowy, autostradowy i na złe warunki pogodowe. Zanim jednak zakręcą się koła, warto rozejrzeć się w środku…
Rewolucja w środku: klamki z efektem "wow" i powrót fizycznych przycisków
I tu pierwsze zaskoczenie – solidne klamki automatycznie wysuwają się z karoserii, co jest nowością w seryjnych modelach Skody. Zrobiono to z potrzeby rekordowej aerodynamiki – współczynnik oporu wynosi jedynie 0,249. Klamki można też odchylić mechanicznie, a ze względów bezpieczeństwa same wyskakują, jeśli zamarzną lub dojdzie do wypadku.
Soczysty odgłos trzaśnięcia drzwi i Peaq wita minimalistyczną formą oraz przyjemną w dotyku, jasną tapicerką Techtone, która zastąpiła skórę. W żadnym aucie Skody nie czułem się tak zrelaksowany. Wnętrze ma własny styl, którego nie znajdziesz w innych modelach marki. Tu Czesi udowadniają, że nowoczesne technologie mogą być naprawdę przyjazne i przydatne na co dzień. Cały kokpit pomyślano tak, by do obsługi funkcji wystarczył niewielki ruch dłonią lub rzut oka – układ niemal w stosunku 1:1 przypomina deskę rozdzielczą z prototypu Vision 7S.
Z konceptu zapożyczono pionowy ekran o przekątnej 13,6 cala, który bardzo ułatwia obsługę. Na górze można wyświetlić mapę nawigacji lub widok z kamery, a przyciski główne umieszczono na dole, dzięki czemu łatwiej do nich sięgnąć bez odrywania ręki od podłokietnika. W praktyce działa to naturalnie i prościej trafić w odpowiednią ikonę. Nie trzeba też użerać się z menu – system z wyszukiwarką Google ma logicznie ułożone, duże kafelki, a całość działa szybko i płynnie. Niżej trzy fizyczne przełączniki służą do regulacji temperatury. Dzięki nim siłę i kierunek nawiewu zmieniam jednym kliknięciem.
W zasięgu palców są też pokrętła na nowej, dwuramiennej kierownicy. Skoda pokusiła się również o elektrochromatyczny dach o regulowanej przezroczystości (9 segmentów) i zgrabnie zaprojektowane ładowarki z MagSafe na dwa smartfony (z mocą do 25 W), a pasażerowie z tyłu dostali porty USB-C i podgrzewanie siedzeń.
Z listy opcji można wybrać wyświetlacz head-up z rozszerzoną rzeczywistością. Najważniejsze informacje zdają się być prezentowane kilka metrów przed maską: animowane strzałki pomagają w porę skręcić, a kreska poniżej pokazuje, że aktywny tempomat "widzi" samochód przed nami. Z kolei pomarańczowe linie informują o interwencji asystenta pasa ruchu. W praktyce rozwiązanie to pomaga wybornie.
Sprawdziłem to z miarką. Przestrzeń, która zawstydza limuzyny
Przy wzroście 186 cm szybko znalazłem wygodną pozycję. Wszechstronnie regulowane fotele AGR (z atestem ortopedów) potrafią masować w sześciu trybach, a na postoju można je zmienić w leżanki z rozkładanym elektrycznie podnóżkiem. A co z tyłu? Usiadłem "za sobą" i zostało mi 12 cm luzu przed kolanami – sprawdziłem, miarka nie kłamie. Miejsca na stopy i nad głową też jest mnóstwo. Ogromny, niemal 3-metrowy rozstaw osi (2965 mm – to o 174 mm więcej niż w Kodiaqu i o 124 mm niż w Superbie) oraz ustawienie kół na samych rogach karoserii pozwoliło na zaprojektowanie szerokiego, niemal metrowego otworu tylnych drzwi – nie znajdziesz większego w tej klasie. Dzięki temu wsiada się wyjątkowo wygodnie, nawet do trzeciego rzędu.
Nowa Skoda Peaq może być 5- lub 7-osobowa. Rekordowa pojemność bagażnika
Tak, to nie pomyłka – Skoda Peaq może być 5- lub 7-osobowa. Po przesunięciu kanapy nawet w ostatnim rzędzie mogłem usiąść swobodnie. Bez ściemniania. W porównaniu do Kodiaqa Skoda Peaq zapewnia o 58 mm więcej miejsca na nogi w drugim rzędzie i aż o 84 mm w trzecim. Po złożeniu foteli powstaje płaska podłoga i bagażnik o pojemności do 935 l – żadna inna Skoda tak nie potrafi (Kodiaq mieści 910 l). Przy siedmiu osobach kufer oferuje wciąż 299 l.
Bagażnik wyznacza także wzorce w dziedzinie funkcjonalności: znajdziemy tu pojemny schowek pod podłogą, głębokie wnęki po bokach, nisko poprowadzony (jak na SUV-a) próg załadunku oraz haki na torby i klamki do składania oparć na burtach. Do tego dochodzi praktyczny, 37-litrowy "frunk" (przedni bagażnik), idealny na kable do ładowania lub mniejszy bagaż. Peaq może też holować przyczepy o masie do 2 ton.
Skoda Peaq jest szybka, oszczędna i z napędem na tył. Co się stało z TDI?
Wreszcie napęd. Kluczyk w kieszeni, przełącznik w dół na tryb D, noga na gaz i koła w ruch. Skoda Peaq 90, wyposażona w silnik o mocy 286 KM zamocowany przy tylnej osi, czerpie energię z akumulatora o pojemności 91 kWh (znanego z Volkswagena ID.7 czy ID.Buzza). Aż 545 Nm sprawia, że auto przyspiesza płynnie i liniowo, bez irytującego szarpnięcia głową, które zdarza się w niektórych mocnych elektrykach. Pozycja za kierownicą jest podwyższona, a widoczność – wzorowa. Jazda tym SUV-em przypomina podróż w kapsule; kierowca zostaje skutecznie odizolowany od świata zewnętrznego, a na pierwszy plan wysuwają się komfort i cisza.
Wystarczy jednak mocniej musnąć pedał przyspieszenia, by zryw do setki zajął ledwie 7,1 sekundy. Przy czym, by poczuć frajdę, wcale nie trzeba wiele – dynamika startu spod świateł do 50 km/h wystarczająco mocno wciska w fotel. W zależności od wybranego trybu (Driving Mode Select) reakcje na gaz mogą być łagodne, żwawe lub wręcz gwałtowne. Skuteczności i precyzji hamowania również nie można nic zarzucić.
Podczas jazd testowych komputer wyświetlił średnie zużycie energii na poziomie 15,6 kWh/100 km. Tak niskie zapotrzebowanie na elektrony oznacza, że realny zasięg rzędu 580 km jest jak najbardziej w zasięgu ręki (Skoda deklaruje ponad 600 km). Łopatkami przy kierownicy można regulować poziom rekuperacji: od swobodnego "żeglowania" aż po tryb one-pedal drive, w którym auto całkowicie się zatrzymuje po samym zdjęciu nogi z gazu. Prościej się nie da.
Zwinność Fabii w ciele kolosa. Ten promień skrętu zawstydza mniejsze auta
W trasie Peaq przypomina Enyaqa – jest stabilny i dobrze zestrojony. Układ kierowniczy stawia przyjemny opór i reaguje na tyle szybko, by skutecznie maskować masę auta. Nawet na ciasnych łukach Skoda zaskakuje lekkością, z jaką wpisuje się w zakręty. Jej zwinności nie powstydziłyby się niektóre mniejsze modele. Promień skrętu wynoszący zaledwie 9,9 m (mniej niż w Fabii czy Golfie!) sprawia, że brak skrętnej tylnej osi zupełnie nie doskwiera. Producent nie przewiduje tu zawieszenia pneumatycznego, ale nawet na zwykłych sprężynach i 20-calowych kołach czeski SUV cicho i łagodnie gasi zarówno pojedyncze, jak i długie nierówności. Pracę podwozia można regulować za pomocą 14 ustawień; nawet w najsztywniejszym trybie zawieszenie nie męczy, mimo wyraźnego skupienia na jezdni.
Nowa Skoda Peaq to trzy wersje napędu do wyboru. Będzie RS?
Do wyboru będzie jeszcze podstawowy Peaq 60 (bateria 63 kWh, 204 KM) oraz topowy Peaq 90x z napędem 4x4 o mocy 300 KM. Jednak to właśnie testowana "dziewięćdziesiątka" wydaje się złotym środkiem. Bazowa wersja może być nieco za słaba do tych gabarytów (8,4 s do setki; 460 km zasięgu), a topowa straci nieco na zasięgu i komforcie dla kilku dodatkowych koni i przyspieszenia od 0 do 100 km/h w 6,7 sekundy (610 km zasięgu). Na pytanie o wersję RS przedstawiciele Skody tylko uśmiechali się porozumiewawczo.
Ładowanie każdej odmiany z poziomu 10% do 80% pojemności za pomocą szybkiej ładowarki prądu stałego (DC) zajmuje maksymalnie 28 minut. Peaq obsługuje również technologię Vehicle-to-Load (V2L), która pozwala energią z akumulatora ładować np. rower elektryczny czy zasilić przyczepę kempingową. Z kolei dwukierunkowa funkcja Vehicle-to-Home (V2H) pozwala zmienić samochód w domowy powerbank w razie blackoutu.
Werdykt: Czy to koniec ery TDI? Ceny i konkurencja
Nowa Skoda Peaq 90 okazuje się tak dobra i uniwersalna, że każdy spalinowy model marki zaczyna przy niej trącić myszką. Lubię Kodiaqa, ale ten elektryk wszystko robi lepiej: jest bardziej zwinny, cichszy i żwawszy niż najmocniejszy diesel 2.0 TDI czy benzynowy 2.0 TSI o mocy 204 KM. Może zasięg na poziomie 580–600 km to nie to samo co 1000 km „w ropie”, ale umówmy się – kto dziś pokonuje takie dystanse bez żadnego postoju?
Nieoficjalnie mówi się, że cennik otworzy kwota zbliżona do ceny lepiej wyposażonego Kodiaqa 2.0 TDI (ok. 220 000 zł). Bezpośrednim rywalem ma być Peugeot 5008 – od 216 050 zł. Z kolei Ioniq 9 to wydatek na poziomie 290 000 zł, a Kia EV9 wymaga 328 200 zł.
Dziennikarz. W branży od czasów, kiedy w poszukiwaniu auta jechało się w niedzielę na giełdę samochodową, a radio z odtwarzaczem kasetowym było luksusem na równi z klimatyzacją. Dziś lubi auta elektryczne, ale ciągle szanuje silnik Diesla – nie tylko w czołgu. Testuje motoryzacyjne nowości i donosi o gorących premierach z prezentacji. Poza motoryzacją śledzi przepisy ruchu drogowego oraz wszystko, co związane z bezpieczeństwem. Uważa, że w pracy liczy się efekt i dopracowanie tematu.