Dziennik Gazeta Prawana logo

Mechanik zdradził mi, ile paliwa powinno być w baku. Ta prosta zasada naprawdę się opłaca

51 minut temu
[aktualizacja 51 minut temu]
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Wskaźnik paliwa rezerwa paliwa w samochodzie
Pomarańczowa kontrolka rezerwy to jasny komunikat, że czas na tankowanie, a nie ignorowanie problemu. Dla mechanika ten widok to zapowiedź solidnego zarobku/Shutterstock
Jazda na głębokiej rezerwie to ulubiony nawyk wielu kierowców. Ignorowanie pomarańczowej kontrolki i ślepe ufanie wskazaniom komputera o zasięgu prowadzi jednak do kosztownych awarii. Mechanicy ostrzegają: ta pozorna oszczędność na rzadkim tankowaniu to mit. Wskazują, które części niszczą się najszybciej i zdradzają prostą, złotą zasadę, która w dłuższej perspektywie naprawdę się opłaca.

Jazda na rezerwie. Mechanik mówi wprost, co dzieje się wtedy w baku

Wielu kierowców namiętnie korzysta z "głębokiej rezerwy", traktując to jako oszczędność czasu lub budżetu. Konsekwencje takich praktyk bywają jednak opłakane. Mechanicy są zgodni: nadmiar powietrza w baku, zwłaszcza przy gwałtownych zmianach temperatur, prowadzi do kondensacji pary wodnej. W efekcie woda dostaje się do układu paliwowego, co drastycznie obniża jego trwałość i efektywność. W przypadku starszych aut z metalowymi zbiornikami to także najkrótsza droga do korozji.

Informacja o zasięgu bywa dla kierowców zgubną pokusą do wyjeżdżania paliwa do zera. Wielu z nich ma świadomość, że nawet wskazanie "0 km" pozwala na przejechanie jeszcze od kilkunastu do kilkudziesięciu kilometrów. To jednak prosta droga do awarii, które mogą słono kosztować. Szczególnie ucierpią osoby regularnie tankujące "za pięć dych", bo one w zasadzie bez przerwy jeżdżą na rezerwie – tłumaczy Adam Lehnort, ekspert sieci ProfiAuto Serwis.

2000 zł zniknie z portfela w sekundę. A to dopiero początek wydatków

Jazda ze skrajnie niskim stanem paliwa bywa dla podzespołów zabójcza, a konsekwencje finansowe potrafią zaskoczyć. Kluczowym elementem, który obrywa najmocniej, jest pompa paliwa umieszczona bezpośrednio w zbiorniku. Jest ona chłodzona i smarowana samym paliwem. Gdy w baku jest pusto, pompa traci ochronę, zaczyna pracować "na sucho" i zasysa powietrze.

Sama wymiana pompy to wydatek rzędu od kilkuset do 2000 zł. Jednak prawdziwy problem pojawia się wtedy, gdy jej uszkodzenie pociągnie za sobą kolejne elementy.

– Niskociśnieniowa pompa paliwa to jedyny mechaniczny element układu zasilania, jaki znajduje się w zbiorniku. Jej zatarcie w wyniku zapowietrzenia generuje ogromne ryzyko zanieczyszczenia baku opiłkami metalu. Problem staje się krytyczny, gdy te opiłki ruszą dalej w układ – do pompy wtryskowej i wtryskiwaczy. Wtedy koszt naprawy drastycznie rośnie, bo każda z tych części kosztuje po kilka tysięcy złotych – wylicza Lehnort.

Zapomniany filtr paliwa. Jeden błąd mechanika i wtryski są do wyrzucenia

Teoretycznie barierą ochronną dla silnika jest filtr paliwa. Oczyszcza on paliwo płynące ze zbiornika, zanim trafi ono do delikatnej pompy wtryskowej. Wielu kierowców zapomina jednak o jego regularnej obsłudze.

– Filtr paliwa to często zaniedbywany, a niezwykle istotny element, który trzeba regularnie wymieniać. Co ważne, po jego montażu mechanik musi prawidłowo odpowietrzyć układ. W nowszych samochodach wymaga to podłączenia komputera serwisowego. Bez tego również dojdzie do usterki – tyle że po pewnym czasie, przez co właściciel auta może nawet nie skojarzyć faktów – ostrzega ekspert.

Złota zasada mechaników. Tyle paliwa musisz mieć w baku na co dzień

Mechanicy zalecają prostą zasadę: na co dzień warto utrzymywać poziom paliwa między 1/4 a pełnym bakiem. Chroni to pompę i eliminuje ryzyko niespodziewanego unieruchomienia auta.

Zimą to minimum warto podnieść do co najmniej połowy baku. W razie nagłego utknięcia w zatorze drogowym lub śnieżycy, zapas paliwa zapewni nam ogrzewanie kabiny przez wiele godzin.

A co z tankowaniem do pełna? Czy zalewanie zbiornika "pod korek" faktycznie szkodzi?

Tankowanie pod korek to błąd? Ekspert mówi, kiedy silnik zacznie "szaleć"

W sieci krąży teoria, że wlewanie paliwa pod sam wlew może uszkodzić pochłaniacz oparów paliwa. Jak jest w rzeczywistości?

– W praktyce rzadko spotykamy takie przypadki, choć w niektórych nowoczesnych autach teoretycznie jest to możliwe. Dzisiejsze układy są bardzo skomplikowane. Aby zalać pochłaniacz, paliwo musiałoby dostać się tam w ogromnych ilościach, a konstruktorzy tak nie projektują samochodów. Gdyby to było realne zagrożenie, na klapce wlewu widniałoby jasne ostrzeżenie – uspokaja Adam Lehnort.

Złotą zasadą pozostaje więc tankowanie do pierwszego odbicia pistoletu. Notoryczne dolewanie paliwa po odbiciu może zalać system odpowietrzania i wytworzyć zbyt duże podciśnienie.

– W skrajnym wypadku silnik zacznie pracować nierówno, co przypomina wypadanie zapłonu i utratę mocy. Zjawisko ustępuje, gdy auto spali nadmiar paliwa z rury wlewowej. Jednak permanentne, uparte przelewanie baku przy każdym tankowaniu może w teorii doprowadzić do uszkodzenia układu wtryskowego – podsumowuje ekspert.

Tankowanie paliwa
Tankowanie paliwa do samochodu zawsze do pierwszego odbicia/Tomasz Sewastianowicz
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Zmiany w przepisach dla kierowców, najświeższe informacje ze świata motoryzacji, premiery, testy najnowszych modeli aut, porady. Od kiedy zakaz samochodów spalinowych? Czy pieszy ma zawsze pierwszeństwo? Gdzie zainstalują nowe fotoradary i kamery odcinkowego pomiaru prędkości? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziesz w newsletterze Auto.dziennik.pl.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj