Jak zauważa Tomasz Zieliński z Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego, to dobra wiadomość dla kierowców, którzy coraz mniej powinni płacić za paliwo na stacjach, oraz dla opartej na transporcie gospodarki. Rezultaty krajowych rafinerii będą zależeć natomiast od wielkości sprzedaży oraz poziomu marż, które będzie skłonny zaakceptować rynek. 

– Pierwszym powodem takiej sytuacji jest rewolucja wokół przemysłu wydobywczego, przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych – mówi Tomasz Zieliński, prezes Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego. – Ropa wydobywana przy okazji łupków czy ze złóż bitumicznych spowodowała, że Stany Zjednoczone pierwszy raz od kilkudziesięciu lat stały się eksporterem netto ropy naftowej i to drastycznie zaczęło wpływać także na notowania cen na świecie.

Obecnie notowania najpopularniejszej ropy Brent wynoszą ok. 78 dol. za baryłkę. Ze względu na gorszą jakość rosyjski surowiec (Ural), który trafia do krajowych rafinerii, jest zazwyczaj o kilka dolarów tańszy. Ostatnio jednak ceny się wyrównały. Czasami ropa Ural jest nawet nieco droższy od ropy Brent.

– Na razie jesteśmy spięci na ropie rosyjskiej, która na razie nieprzerwanie do nas płynie – potwierdza Zieliński. – Krajowe firmy wykazują całkiem przyzwoity poziom marż, biorąc pod uwagę ostatnie spadki cenowe.

Ze względu na strukturę produkcji nieco lepiej radzi sobie pod tym względem, jak zauważa Zieliński, Grupa Lotos.

– Nie ma on petrochemii, więc nie wypuszcza strumieni do części petrochemicznej, nie ma odejścia na dodatkową marżę – informuje Zieliński. – Natomiast Orlen oczywiście ma. Tymczasem surowce petrochemiczne, takie chociażby jak etylen, też mają swoje notowania. Nie zawsze skorelowane są one z cenami ropy, natomiast często z notowaniami finalnych produktów bazujących na półproduktach czy surowcach petrochemicznych. Na razie spadek cen ropy jest niewyczuwalny dla branży petrochemicznej. Prędzej odczują to producenci, którym marża będzie kurczyć.

Z drugiej bowiem strony spadają ceny paliw na stacjach benzynowych, pomniejszając przychody hurtowników i producentów. Cena oleju napędowego spadła poniżej 5 złotych i jest najniższa od 2011 roku, jak podaje BM Reflex. Tanieją też benzyny, a ostatni spadek cen w hurcie powinien pogłębić ten proces. Powstrzymać lub odwrócić ten trend w najbliższych dniach mogłoby jedynie czwartkowe spotkanie państw OPEC, które jednak są podzielone ws. ograniczenia produkcji ropy. Gospodarki oparte na eksporcie tego surowca odczuwają niższe wpływy z jego sprzedaży, natomiast te oparte na przemyśle i transporcie, korzystają na niższych cenach.

– Z punktu widzenia skutku rynkowego, jeżeli ceny paliw będą niższe, przyśpieszy rozwój gospodarki bazującej na dużych strukturach logistycznych – mówi Tomasz Zieliński. – Natomiast inną kwestią jest to, czy rafinerie sobie z tym poradzą. To zależy jednak od tego, czy cena ropy rosyjskiej także będzie spadać, bo to przekłada się w linii prostej na koszty zakupu tego surowca, więc także na strukturę wytworzenia, która powinna być niższa, jeśli ceny będą niższe. Czy jednak marże utrzymają się na zadowalającym poziomie, wyniosą 2 dolary na baryłce, czy 5 – w dużej mierze będą o tym już decydować odbiorcy końcowi, rynek.

Trudno powiedzieć, jak zauważa Zieliński, czy większy wpływ na wyniki koncernów mają marże w handlu detalicznym czy w hurtowym. Przy sprzedaży hurtowej marża hurtowa teoretycznie powinna wypracowywać lepsze wyniki. W praktyce efekt może być różny w zależności od tego, ile tańszego paliwa wchłonie rynek.

– Trzeba zastanowić się, jak chłonny będzie rynek paliw w Polsce, bo to nie jest tak, że jeżeli paliwo będzie tańsze, to Polacy zaczną raptem kupować go dwa razy więcej – uważa Zieliński. – Zaczyna się okres zimowy. Trzeba zatem wziąć pod uwagę inne frakcje, nie tylko paliwa z całego procesu rafinacji, lecz także na przykład oleje opałowe i wiele innych stosowanych w przemyśle olejów ciężkich. Dopiero wtedy tworzy się pewna struktura marży, cen i zyskowności koncernu. Jeśli zima będzie ciężka, branża sprzeda więcej oleju opałowego, co siłą rzeczy poprawi jej wyniki. Ma na nie zatem wpływ wiele czynników.

Szczególnie Orlen może wspomagać się, jak wskazuje Zieliński, marżami petrochemicznymi. Natomiast Lotos jest inaczej skonstruowany.

– Po realizacji Programu 10+ [strategiczna inwestycja w ramach rozwoju rafinerii w Gdańsku – red.] zwiększyły się podwójnie możliwości przerobu ropy rafinerii z Gdańska, natomiast wciąż jest to głęboki przerób, który idzie w trochę inną stronę – tłumaczy Tomasz Zieliński. – Jeżeli powstałby planowany projekt petrochemiczny w Lotosie, także on mógłby poszukiwać innych marży, innych produktów i zyskowności w innych obszarach. Natomiast dziś to przede wszystkim wolumen paliw napędza w Lotosie przerób.