Walczą ze sobą głównie te położone w bezpośrednim sąsiedztwie. – Takie warunki wymuszają większą konkurencję. Zdarza się, że gdy jedna ze stacji decyduje się na wyraźną obniżkę ceny paliwa, to inne reagują na to nie – jak miało to miejsce jeszcze niedawno – dopiero następnego dnia, lecz już po kilku godzinach bądź nawet minutach – mówi Jakub Bogucki, analityk firmy E-petrol.

Opłaca się również czekać z tankowaniem do weekendu. W soboty i niedziele słabnie ruch tranzytowy, a zatem stacje muszą bardziej zabiegać o właścicieli aut osobowych. Niektórym markom już w krew weszły weekendowe promocje, podczas których obniżają ceny nawet o 10 – 15 groszy na litrze.

Największa konkurencja jest jednak w miejscach, gdzie jedna ze stacji należy do supermarketu. Na nich jest najtaniej – nierzadko litr diesla kosztuje tam wciąż mniej niż 4,9 zł. Takie stacje mogą sobie pozwolić na stosowanie niższych marż z dwóch powodów. Po pierwsze mają spore obroty, a więc mogą kupować paliwo po niższych cenach hurtowych. Po drugie ich klienci najczęściej robią również zakupy w samym sklepie, a tutaj zostawiają pod postacią marż znacznie więcej, niż tankując paliwo. Innymi słowy, tanie paliwo jest tu jedynie wabikiem do buszowania między regałami.

Coraz częściej jednak także stacje należące do znanych koncernów organizują promocje. Oficjalnie mówią, że to element zwykłej konkurencji rynkowej, lecz nieoficjalnie przyznają, że granica 5 zł nadal stanowi pewną barierę psychologiczną dla kierowców. Gdy tylko na chwilę ceny spadają choćby do poziomu 4,99 zł, ruch na stacjach wyraźnie rośnie. Pod warunkiem oczywiście, że sąsiad nie obniży ceny do 4,95 zł.

– Tak małe różnice tylko teoretycznie nic nie znaczą. W czasach gdy regularne ceny przekraczają 5 zł, dla klientów liczy się każdy grosz – mówi Bogucki. Dodaje jednak, że tanich stacji warto szukać, ale wyłącznie pod warunkiem, że znajdują się blisko naszego domu albo akurat na trasie, którą przejeżdżamy. Zanim pojedziemy na drugi koniec miasta tylko po to, aby wlać do baku paliwo o 10 groszy tańsze, lepiej obliczyć, czy to się opłaca. Na 60-litrowym zbiorniku zaoszczędzimy 6 zł, czyli równowartość 1,2 litra paliwa. Przeciętne auto przejedzie na nim ok. 15 kilometrów. Może się zatem okazać, że zysk pójdzie z dymem. A konkretnie ze spalinami.