A2 będzie przejezdna na piłkarskie mistrzostwa Europy - tak od ponad roku zapewniał rząd i drogowcy. Autostrada miała być udostępniona kierowcom, choć prawie rok temu z placu budowy dwóch odcinków wyrzucono chińskie konsorcjum Covec. Mimo że udało się szybko znaleźć nowych wykonawców, to na najbardziej feralnym, 20-kilometrowym odcinku C kłopoty nie skończyły się. Kilka dni temu minister transportu Sławomir Nowak przyznał, że nie może zagwarantować, że kibice pojadą gotową autostradą 8 czerwca na mecz otwarcia Euro 2012.

Na odcinku rzeczywiście widać walkę z czasem i pełną mobilizację pracujących tam ludzi. Na drogach serwisowych co chwilę mijają się wyładowane piaskiem i kruszywem ciężarówki, grunt drga od przejeżdżających nasypami walców, nad otaczarniami wytwarzającymi asfalt unoszą się kłęby czarnego dymu. "Zasuwamy, co tu dużo mówić. Wczoraj wylaliśmy 250 ton cementu. Skończyliśmy o pierwszej nad ranem" - powiedział pracownik budowy spotkany w okolicach przyszłego Miejsca Obsługi Podróżnych "Baranów".

Przy węźle Wiskitki, mniej więcej w połowie odcinka, piasek na poboczach wysypują robotnicy ze Słowacji. Obok stoi van z rejestracją z Popradu. Pytani, czy pracują codziennie, kiwają głowami. "Od siódmej rano, do siódmej wieczorem. I w niedzielę też" - mówią. "W nocy też pracują, ale to już inna ekipa" - dodają.

Postęp prac widać gołym okiem. Na początku kwietnia - gdy GDDKiA pokazywała dziennikarzom plac budowy - miejsca, które teraz są niemal gotową drogą, wyglądały jak jeden wielki wykop. Najlepiej prezentuje się odcinek od strony Łodzi. "Jeszcze tydzień temu tędy jechałem i tych jezdni tu nie było" - powiedział pan Sebastian, wskazując na jezdnie przy węźle w Wiskitkach.

Im bliżej Warszawy - tym prace mniej zaawansowane. W okolicach Baranowa, niedaleko odcinka budowanego przez Strabag, asfaltu nie ma jeszcze ani śladu. "Gdybyśmy weszli na tę budowę kilka miesięcy wcześniej, to nie byłoby żadnego problemu z terminem" - uważa robotnik spotkany przy Miejscu Obsługi Podróżnych "Baranów". Jednak jego zdaniem prace mogłyby iść jeszcze sprawniej. "Przez pięć dni siedzieliśmy w domu, bo cement nie był zapłacony i cementownia nie chciała go przysłać" - zaznaczył. "Teraz cement już dojechał, więc staramy się nadgonić" - dodał. Jednak kilkanaście metrów dalej nie ma jeszcze nawet nasypu. Dokoła piętrzą się sterty piasku, odsłonięty przepust dla zwierząt jest wypełniony deszczówką.

Pytany, czy odcinek ma szansę być skończony na Euro, robotnik wzrusza ramionami. "Nie wiem, nie dałbym sobie głowy uciąć" - mówi. Podobnie odpowiadają robotnicy montujący barierki przy jezdni na sąsiadującym z odcinkiem C fragmencie budowanym przez Mostostal Warszawa. Spekulować nie chcą też robotnicy ze Słowacji pracujący przy węźle Wiskitki.

Według informacji GDDKiA z mijającego tygodnia, nasypy są gotowe w prawie trzech czwartych, a warstwy wiążące jezdni - w połowie. Na budowie jest jeszcze wiele do zrobienia. Choć wykonawca wybudował wszystkie wiadukty, to dojazdów do nich nie ma. Skarpy nie są zabezpieczone, sterczą z nich rury odprowadzające wodę z przyszłej autostrady. Wzdłuż drogi kilometrami ciągną się kałuże i zeschłe błoto.

Wykonawca odcinka C, czeska firma Bogl & Krysl, kilkakrotnie zapewniał, że na jednej zmianie na budowie pracuje kilkaset osób. Mimo to, minister Nowak zapowiedział, że powstają plany objazdów, na wypadek, gdyby odcinka nie udało się doprowadzić do takiego stanu, by podczas Euro mogły pojechać nim samochody. Opinia publiczna ma poznać te plany w połowie przyszłego tygodnia.

Autostrada między Strykowem a Konotopą w całości ma być gotowa w październiku.