Ford Bronco - test
Aerodynamika kiosku, zdejmowane panele dachu i drzwi, koło zapasowe na tylnej klapie i opony AT o profilu, którego boją się krawężniki. Opis pasuje do Jeepa Wranglera, ale tym razem chodzi o inny samochód - nie mniej legendarny. Ford sięgnął po kultową nazwę i w wielkim stylu odkurzył ją w 2020 roku.
Na wskroś amerykańskie Bronco oferowane jest dziś również w Polsce - europejska odmiana występuje obecnie wyłącznie jako spory, 5-drzwiowy offroader. Nie należy określać go SUV-em - w tym przypadku ramowa konstrukcja dźwiga bowiem pokaźne, mierzące 4,8 m nadwozie. Bronco ma 2950 mm rozstawu osi i (razem z lusterkami) aż 2199 mm szerokości. Testowana odmiana Badlands ma też prawie 1,96 m wysokości i potrafi brodzić w wodzie o głębokości do 80 cm. Kąt natarcia? 40,6 stopnia - w zupełnie seryjnym samochodzie!
To najbardziej amerykański Ford w ofercie
W terenowym Fordzie amerykański klimat czuć już od progu - w oczy rzuca się naklejka przypominająca, że samochód zjechał z linii montażowej w Michigan, zapach skóry (zarówno prawdziwej jak i sztucznej) jest bardzo charakterystyczny dla aut zza oceanu, a silnik pod maską pracuje z bulgotem przypominającym V8. To ostatnie jest zasługą sprytnej sztuczki, bo brzmienie jednostki V6 zostało podkręcone tak, by oszukiwać słuch kierowcy i pasażerów. Efekt jest jednak piorunujący - 2.7-litrowy EcoBoost Biturbo nie tylko zapewnia świetne osiągi, ale i brzmi naturalnie, fantastycznie i aż za dobrze, jak na faktyczną liczbę cylindrów.
Ważąca ponad 2,2 tony terenówka w wersji Outer Banks przyspiesza od 0 do 100 km/h w 6,7 s. Cięższy i bardziej terenowy Badlands potrzebuje 7,2 s. W obu przypadkach prędkość maksymalną ograniczono do 161 km/h. Motor rozwija 335 KM i 563 Nm, a standardem jest 10-biegowa automatyczna skrzynia biegów, która pracuje jakby miała o kilka przełożeń zbyt dużo, nieustannie żonglując biegami.
Cudów nie należy oczekiwać przy dystrybutorze, bo choć oficjalne dane mówią o średnim zużyciu benzyny w okolicach 13,7-14,2 l/100 km, Ford potrafi wypić więcej - zwłaszcza podczas szaleństw w terenie lub po prostu przy okazji dynamicznej jazdy. Zbiornik paliwa mieści 79 l, co owocuje (mimo wszystko) rozsądnym zasięgiem.
Tak jeździ Ford Bronco
W wielu obiektywnych kategoriach, Bronco jest po prostu... wymagającym samochodem. Wyciszenie praktycznie nie istnieje, a szybsze wchodzenie w zakręty wymaga od kierowcy rozsądku i wyobraźni. Precyzja prowadzenia na terenowych oponach 285/70 (standardowych w wersji Badlands) jest umowna. O wszystkim łatwo zapomnieć przy pierwszej wycieczce w teren lub nawet na szuter. Żaden z konkurentów nie oferuje bowiem takiego zestawu gadżetów.
Odłączany stabilizator i blokady mostów znamy z Jeepa. Ford dodaje do tego funkcję Trail Turn Assist - system potrafi przyhamować wewnętrzne tylne koło podczas skręcania na luźnym podłożu i w ten sposób zmniejszyć promień zawracania nawet o 40 proc. Tryby jazdy nazwane zostały tu G.O.A.T. (Goes Over Any Terrain) i zawierają m.in. specjalne ustawienia Baja, służące do sportowej jazdy na szutrze lub w piasku. Auto zostało też fabrycznie przystosowane do montażu akcesoriów - w podsufitce umieszczono panel przełączników "AUX", po to by zintegrować obsługę dodatkowych reflektorów czy wyciągarek w schludnym, fabrycznym rozwiązaniu. Bronco to przedstawiciel wymierającego gatunku aut stworzonych głównie do dobrej zabawy.
Nowy Ford przeceniony o ponad 100 000 zł
Bronco ma też drugie, nieco bardziej łagodne oblicze - centralny ekran systemu SYNC 4 ma 12 cali, a przed kierowcą znajduje się 8-calowy cyfrowy wyświetlacz. W wyposażeniu są też bezprzewodowe Apple CarPlay i Android Auto, ładowarka indukcyjna, nawigacja, kamera 360 stopni i 10-głośnikowe nagłośnienie B&O z subwooferem.
Miła niespodzianka czeka również w cenniku. Zaskoczeni będą na pewno ci, którzy pamiętają cenę Bronco z czasów premiery na polskim rynku. Kwota przekraczająca 370 tys. zł sprawiła, że samochód był jeszcze bardziej niszowy, niż wskazywałyby na to jego parametry. Przy obecnej cenie 267 800 zł Bronco jawi się jednak nieco inaczej - jako wciąż kosztowna, ale znacznie bardziej rozsądnie wyceniona zabawka. Ford próg wejścia o dokładnie 106 500 zł, a pod względem konstrukcji samochód się przecież nie zmienił: nadal dostajemy 335-konne V6, napęd 4x4, demontowany dach i prawdziwie terenowe możliwości, a do tego konkretną dawkę wyposażenia. Oferta dotyczy samochodów dostępnych od ręki i jest ważna do wyczerpania zapasów.
Dziennikarz i fotograf motoryzacyjny. Samochody to jego największa pasja, choć gotowanie, narty, siatkówka i koty również mieszczą się w top 5 jego zainteresowań. Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, doświadczenie w tworzeniu treści zdobywał w marketingu i jako współpracownik wielu redakcji, nie tylko internetowych. W Dziennik.pl śledzi branżowe newsy, testuje motoryzacyjne nowości i służy dobrą radą dla kierowców.
