Dziennik Gazeta Prawana logo

Syrena - czytaj, wspominaj, oglądaj i... płacz

20 marca 2009, 10:51
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Syrena - czytaj, wspominaj, oglądaj i... płacz
Inne
Syrenka ma już ponad pół wieku! Pierwszy, powojenny 100-procentowo polski samochód. Marzenie w czasach PRL. Dziś poszukiwany przez zakręconych fanów motoryzacji. Z okazji 52. urodzin legendarnego auta, specjalnie dla Was, mamy wspomnienia właściciela i prawdziwego miłośnika syreny...
fr_syrena2_66971a_180559.jpg
Syrena kończy 52 lata - czytaj, wspominaj, oglądaj i... płacz

. W myślach widzę to auto jak przez mgłę, ale jedna rzecz utkwiła mi w pamięci na zawsze - zapach wnętrza. Mieszanina woni benzyny z olejem, smarów i charakterystyczny zapach pokrytych dermą siedzeń były niepowtarzalne! Opowieści o samodzielnym przygotowaniu tego auta do lakierowania i niezliczonych naprawach krążyły w rodzinie jeszcze długo po jego sprzedaży - wiadomo, pierwszy samochód!

Okazja nadarzyła się bardzo szybko. Mój przyjaciel, wiedząc, że szukam takiego auta, powiedział mi o syrenie swojego wuja, która ma na liczniku 27 tys. km i jest na sprzedaż! Kilka dni później byłem już pod Wyszkowem i oglądałem "105".

Rzeczywistość trochę mnie zaskoczyła. Mimo małego przebiegu samochód był już mocno skorodowany, brakowało kilku detali, a jazda próbna skończyła się na końcu wsi - nie potrafiłem wrzucić biegu wstecznego i właściciel musiał się do mnie pofatygować. Ale ten zapach! Taki sam jak w syrenie ojca! Zdecydowałem się kupić auto (700 zł). Po podpisaniu umowy właściciel przyznał mi się, że jego dzieci wstydziły się już jeździć syreną i pozbywa się jej bez żalu.

W drodze do Warszawy za kierownicą syreny miałem dużo czasu na przemyślenia. Konfrontacja dziecięcych wspomnień i twardej rzeczywistości syreny 105 L z końca produkcji (1982) była druzgocąca - tym autem po prostu nie da się jeździć! Zero hamulców (zapowietrzone), luz na kierownicy na pół obrotu, dzwoniące o nadwozie drzwi - jak można było doprowadzić auto do takiego stanu!

Mimo wszystko udało się dojechać do Warszawy, wprost do umówionego wcześniej blacharza. Po kilku miesiącach żmudnych poszukiwań części zamiennych (uparłem się na wyłącznie nowe elementy z "piwnicznych" zapasów), spotkań z całkiem rozsądnym (na szczęście) blacharzem, Syrena wyjechała z warsztatu. Jeszcze bez kilku detali, z podartą tapicerką i kulejącą mechaniką, ale już... piękna! Doprowadzenie siedzeń i stanu technicznego do porządku zajęło mi jeszcze kilka miesięcy, później mogłem rozkoszować się jazdą!

Pierwsze wrażenie po remoncie: tym samochodem daje się (w miarę) normalnie jeździć. Wyregulowane (tak, tak, wyregulowane!) hamulce są nawet skuteczne, a po wymianie przekładni kierowniczej (luzu starej przekładni nie dało się zlikwidować) jeżdżenie syreną okazało się dużą przyjemnością. W sumie - normalny samochód. W lato dojeżdżałem nim nawet do pracy! Jedyne, czego syrena nie lubiła, to korki - wskazówka temperatury szybko wędrowała wtedy na "maksa".

Niestety, na skutek różnych życiowych zawirowań, dwa lata temu musiałem sprzedać syrenę. Z rozmowy telefonicznej wiem, że gdy starszy pan zobaczył samochód, rozpłakał się...

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Zmiany w przepisach dla kierowców, najświeższe informacje ze świata motoryzacji, premiery, testy najnowszych modeli aut, porady. Od kiedy zakaz samochodów spalinowych? Czy pieszy ma zawsze pierwszeństwo? Gdzie zainstalują nowe fotoradary i kamery odcinkowego pomiaru prędkości? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziesz w newsletterze Auto.dziennik.pl.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj