Przedstawiamy sympatycznego miniaka z łaciatą karoserią. To prawdziwy unikat prosto ze Szwajcarii. Żaden inny samochód nie jest tak miły w... przytulaniu.
Brunatno-białe nadwozie nie powstało jednak w lakierni, tylko w najprawdziwszej garbarni. Do oprawienia mini coopera zużyto pięć
skór byków i krów z Normandii. Każda z nich nie mogła mieć nawet najmniejszej szramy czy skaleczenia.
Dużym wyzwaniem było wierne oddanie kształtów auta. Z krągłościami uporano się na mokro. Właśnie ta metoda pozwoliła oprawić lusterka i spoiler bez milimetra szwów.
Samochód powstał specjalnie na targi luksusowych mebli i wyposażenia wnętrz w Zurychu. Wystąpi razem z równie aciatym szezlongiem. Mini w salonie zamiast w garażu? Dlaczego nie…
Dużym wyzwaniem było wierne oddanie kształtów auta. Z krągłościami uporano się na mokro. Właśnie ta metoda pozwoliła oprawić lusterka i spoiler bez milimetra szwów.
Samochód powstał specjalnie na targi luksusowych mebli i wyposażenia wnętrz w Zurychu. Wystąpi razem z równie aciatym szezlongiem. Mini w salonie zamiast w garażu? Dlaczego nie…
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Tomasz Sewastianowicz
Dziennikarz. W branży od czasów, kiedy w poszukiwaniu auta jechało się w niedzielę na giełdę samochodową, a radio z odtwarzaczem kasetowym było luksusem na równi z klimatyzacją. Dziś lubi auta elektryczne, ale ciągle szanuje silnik Diesla – nie tylko w czołgu. Testuje motoryzacyjne nowości i donosi o gorących premierach z prezentacji. Poza motoryzacją śledzi przepisy ruchu drogowego oraz wszystko, co związane z bezpieczeństwem. Uważa, że w pracy liczy się efekt i dopracowanie tematu.
Zobacz
|
