Za przekroczenie dopuszczalnej prędkości w obszarze zabudowanym o więcej niż 50 km/h kierowcy grozi nie tylko grzywna z art. 92a kodeksu wykroczeń, ale też zatrzymania przez starostę prawa jazdy na trzy miesiące. Choć te regulacje obowiązują od ponad trzech lat, to podwójna ścieżka karania (wykroczeniowa i administracyjna) wciąż budzi kontrowersje. Trybunał Konstytucyjny w wyroku z października 2016 r. (sygn. akt K24/15) stwierdził, że podwójny reżim nie narusza zasady ne bis in idem (zakazującej podwójnego karania za ten sam czyn), jak również prawa do rzetelnego procesu. Jednak z uwagi na postępowanie organów administracyjnych można mieć wątpliwości, czy prawo do sądu nie jest iluzoryczne.
Związane ręce
Chodzi o przypadki, w których kierowca kwestionuje rzetelność pomiaru wykonanego przez policję i nie przyjmuje mandatu. Wówczas policja czy inny organ zajmujący się kontrolą ruchu drogowego kieruje do sądu wniosek o ukaranie. Równolegle jednak do starosty trafia informacja o przekroczeniu dopuszczalnej prędkości o więcej niż 50 km/h, co obliguje urząd do wydania decyzji o zatrzymaniu prawa jazdy na trzy miesiące.
Kłopot w tym, że nawet gdy sąd w postępowaniu wykroczeniowym stwierdzi, że nie doszło do przekroczenia prędkości o więcej niż 50 km/h, to orzeczenie takie zapada już po okresie, w którym kierowca nie mógł posługiwać się dokumentem. Dlatego też osoby, które uważają, że nie jechały za szybko, występują o zawieszenie postępowania w przedmiocie zatrzymania prawa jazdy. Jednak często urzędy, a później samorządowe kolegia odwoławcze czy sądy administracyjne stoją na stanowisku, że przepisy ustawy o kierujących pojazdami (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 978 ze zm.) wiążą starostom ręce. Chodzi o art. 102 ust. 1 pkt 4, który stanowi, że starosta wydaje decyzję administracyjną o zatrzymaniu prawa jazdy, w przypadku gdy kierujący pojazdem przekroczył dopuszczalną prędkość o więcej niż 50 km/h na obszarze zabudowanym. Zdaniem Naczelnego Sądu Administracyjnego oznacza to, że w razie otrzymania zawiadomienia o naruszeniu tego przepisy starosta musi zatrzymać dokument.
–– uznał NSA w wyroku z 29 maja 2018 r. (sygn. akt I OSK 2190/16). Stwierdzając, że postępowanie toczące się przed sądem powszechnym nie jest podstawą do zawieszenia postępowania administracyjnego.
Uzasadnione wątpliwości
Jednak w innej sprawie NSA doszedł do wniosków zgoła przeciwnych. W wyroku z 10 kwietnia 2018 r. (I OSK 2809/17) NSA uznał, że w przypadku uzasadnionych wątpliwości co do prawidłowości pomiaru kierujący musi mieć możliwość weryfikacji informacji przedstawionej przez policję.
– – czytamy w wyroku.
Zdaniem dr Michała Skwarzyńskiego, pełnomocnika kierowcy w sprawie, na kanwie której zapadł powyższy wyrok, rozbieżności w orzecznictwie wynikają ze specyfiki postępowania przed NSA. Sąd ten może się bowiem wypowiadać tylko w zakresie przedstawionej skargi. – – wskazuje adwokat. I przypomina, że co prawda przepis ustawy o kierujących nakazuje organowi zatrzymanie dokumentu na podstawie informacji z policji, ale w świetle orzeczenia trybunalskiego kierowca ma prawo żądać ustalenia wiarygodności tej wiadomości.
– wskazuje dr Skwarzyński.
Przepisy spełniają funkcję
Jednak zdaniem Marcina Warchoła, wiceministra sprawiedliwości, przepisy o administracyjnym zatrzymywaniu prawa jazdy spełniają swoją funkcję, bo liczba wypadków w obszarze zabudowanym spada.
– wskazuje Marcin Warchoł. Dodając, że organy wydają decyzję o zatrzymaniu po uprawdopodobnieniu zdarzenia analogicznie do środków zapobiegawczych stosowanych przez policję w postępowaniu karnym.