Dowodów na taką tezę jest aż nadto. W zeszłym roku Volvo sprzedało na całym świecie rekordowe 571 tys. samochodów – o 37 tys. więcej niż w roku 2016 i aż 240 tys. więcej niż w 2009 (ostatnim pod nadzorem Forda). A styczniowy wynik daje nadzieję na to, że ten rok będzie jeszcze lepszy – w pierwszym miesiącu 2018 r. do szwedzkich aut wsiadło 43 tys. klientów, czyli o 22,4 proc. więcej niż rok temu.

Reklama

Wraz ze słupkami w dziale sprzedaży rosną także te w księgowości. W 2017 r. zysk operacyjny marki zbliżył się do – po przeliczeniu z koron szwedzkich – 1,7 mld dol. I tu znowu porównanie do czasów przed przejęciem – na koniec 2009 r. firma była 653 mld dolarów na minusie.

Materiały Prasowe

Myli się ten, kto twierdzi że te wzrosty to zasługa wyłącznie rynku chińskiego. Owszem, tam są one dwucyfrowe, ale także w Europie firma nie ma czego się wstydzić i stabilnie przyspiesza. A najdynamiczniej – w Polsce. U nas w całym ubiegłym roku sprzedała ponad 9 tys. samochodów – aż o 17,3 proc. więcej niż rok wcześniej. Ponad połowę z tego stanowił model XC60.

Co stoi za sukcesem Szwedów? Eksperci i uważni obserwatorzy rynku motoryzacyjnego nie mają wątpliwości: pieniądze. Miliardy, jakie Szwedzi wreszcie dostali na opracowanie zupełnie nowych modeli. Tylko w latach 2014-2016 było to 2 mld dol. Dzięki temu dokonali ilościowego, jakościowego i technologicznego skoku.

Gdy w 2014 r. prezes Volvo Cars Hakan Samuelsson prezentował najnowsze XC90 oświadczył, że za kilka lat będzie to… najstarsze auto w gamie producenta. I powoli faktycznie tak się staje. Po XC90 przyszedł czas na nowe S90, V90 (również w wersji Cross Country), XC60, a także najnowsze dziecko marki: małego SUV-a XC40. W efekcie już dzisiaj w ofercie marka ma 13 modeli – o pięć więcej niż pięć lat temu.

Co dalej? Jeszcze w tym roku gama zostanie uzupełniona o kolejne auta z serii 60. Prawdziwym powiewem przyszłości ma być jednak program Care by Volvo opracowany przez Szwedów, który rewolucjonizuje tradycyjny model posiadania samochodu. Dostępny jest już w najnowszym XC40 i pozwala nam kupić auto w abonamencie – jak telefon komórkowy.

Płacimy tylko za paliwo, płyn do spryskiwaczy i jeździmy. Nic więcej. Nie ma tu żadnych dodatkowych kosztów związanych z serwisem, ubezpieczeniem czy nawet oponami zimowymi. Co więcej, raz na jakiś czas (np. gdy jedziemy na wakacje) Volvo deklaruje udostępnienie nam odpowiednio większego auta. I jeszcze jedna nowinka: z samochodu mogą korzystać inni członkowie naszej rodziny i to nawet gdy nie mają kluczyka. Żeby otworzyć i uruchomić XC40 wystarczy… smartfon.

Przyszłość Szwedzi widzą także w elektryfikacji swoich modeli. Już od przyszłego roku każdy nowy model wprowadzanych przez nich na rynek będzie wyposażone w silnik elektryczny. W praktyce oznacza to, że będzie hybrydą albo pełnokrwistym (a raczej pełnowoltowym) pojazdem EV. Rozwijać tę technologię ma nowa marka należąca do Volvo – Polestar.

Wszystko to najlepiej dowodzi, że Volvo nie tylko nie ma już problemów z nadążaniem za trendami na rynku motoryzacyjnym (w przeszłości bywało z tym różnie), ale wręcz zaczęło je wyznaczać. Kolejny dowód: pod koniec 2017 roku producent podpisał umowę z firmą Uber. Na jej mocy ma dostarczyć przewoźnikowi kilka tysięcy autonomicznych pojazdów w latach 2019 – 2020.

Samym Chińczykom natomiast „zabawa” w europejską motoryzację spodobała się tak bardzo, że poważnie zastanawiają się, z której jeszcze marki mogliby uczynić gwiazdę. Kilka tygodni temu padło na – nomen omen – Mercededa. Geely kupił 3 proc. akcji Daimlera zostając jego mniejszościowym akcjonariuszem. I nie ukrywa, że ma apetyt na więcej. Swoją drogą, ciekawe czy w Stuttgarcie cieszyli się po tej transakcji równie głośno, jak głośno się śmiali gdy Geely 8 lat temu kupował Volvo.