Znany miłośnikom "Pana Samochodzika" Zbigniewa Nienackiego model Ferrari 410 z lat 50. został w zeszłym roku sprzedany przez jeden z najbardziej znanych na tym rynku, amerykański dom aukcyjny Gooding & Co. za 3,3 mln dolarów. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej ten model wyceniany był na ponad milion mniej, a w 2012 roku wystawiano go za niespełna 2 mln dolarów.
– zaznacza Krzysztof Maruszewski, prezes zarządu Stilnovisti, specjalista od inwestycji alternatywnych. –
Na tak spektakularne zyski można jednak liczyć w wypadku aut z najwyższej półki. Firma Stilnovisti, która specjalizuje się w inwestycjach alternatywnych w drogie i rzadkie alkohole czy dzieła sztuki, na rynku motoryzacyjnym doradza skupiać się na obiektach kolekcjonerskich, czyli inwestować w samochody, które mają kolekcjonerską historię, sprzedawane są przez pośredników z doświadczeniem na rynku lub domy aukcyjne. Są to np. pojazdy notowane w indeksie HAGI (The Historic Automobile Group International), który pokazuje wzrost wartości poszczególnych marek samochodów. W ostatnich latach rośnie on o ok. 35-40 proc. w skali roku. Najszybciej drożeją Ferrari, Porsche i Mercedesy-Benz.
– podkreśla Krzysztof Maruszewski. –
Stilnovisti szacuje, że rynek najbardziej interesujących z inwestycyjnego punktu widzenia samochodów kolekcjonerskich liczy nie więcej niż 50 tys. pojazdów.
zapewnia prezes zarządu Stilnovisti.
To nie znaczy, że mniej cenne i bardziej powszechne pojazdy nie bywają dobrymi inwestycjami. Przykładem jest kultowa syrenka. 10 lat temu można było kupić ten wóz za symboliczne pieniądze, rzędu 2-3 tys. zł za egzemplarz w doskonałej kondycji. Dziś nawet za najmniej cenną syrenę 105 trzeba zapłacić 10 razy więcej. Pojazdy starsze i mniej powszechne podrożały w tym czasie jeszcze bardziej.
– mówi prezes Krzysztof Maruszewski.