- Ech, czarna ta "Sowa" - wzdycha w rozmowie z Gazetą Wyborczą Jarosław Kalinowski.

Reklama

Do zderzenia skody superb należącej do polityka z oplem astrą doszło na skrzyżowaniu Czerniakowskiej i Gagarina w Warszawie. Za kierownicą rozbitej skody siedziała żona europarlametarzysty - okazuje się, że na skrzyżowaniu nie ustąpiła pierwszeństwa oplowi.

- Niestety, wina żony ewidentna. Szczęście w nieszczęściu, że nikomu nic poważnego się nie stało - powiedział poseł PSL.

Kierowca astry skaleczył się w dłoń odłamkami szkła z rozbitej szyby.

Jak donosi GW świadkowie kolizji żartowali na skrzyżowaniu, że poseł pewnie wybierał się na śniadanie do sławnej ostatnio restauracji "Sowa i Przyjaciele", która znajduje się przy tym skrzyżowaniu. O lokalu zrobiło się głośno w związku z aferą podsłuchową.

- Nie jechałem do "Sowy" . Rano byłem gościem w "Sygnałach dnia" w Polskim Radiu. Wracaliśmy do domu. Nigdy wcześniej tam nie byłem - zapewnia jednak Jarosław Kalinowski.

Żona polityka została ukarana mandatem 400 zł za spowodowanie kolizji. Dostała też 6 punktów karnych.