Dziennik Gazeta Prawana logo

Tego nie powie ci sprzedawca chińskich aut. Cała prawda o naprawach, częściach i kosztach

dzisiaj, 12:40
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Nowoczesne wnętrze chińskiego samochodu marki Chery Tiggo 8 PHEV z dużym centralnym ekranem multimedialnym i skórzaną kierownicą
Nowoczesne wnętrza chińskich samochodów potrafią zaimponować luksusowym stylem. Eksperci ostrzegają jednak, by przed zakupem nie oceniać auta wyłącznie po efektownych ekranach/dziennik.pl
Chińskie samochody coraz częściej widać na polskich ulicach. Kuszą bogatym wyposażeniem i ceną niższą nawet o kilkadziesiąt tysięcy złotych. Jednak czasem cukierek zapakowany w złoty papierek nie smakuje tak, jakbyś się tego spodziewał. Jak mechanicy z niezależnych warsztatów oceniają auta zza Wielkiego Muru? Jak jest z częściami zamiennymi, kosztami napraw czy utratą wartości?

Jak naprawić chiński samochód? Części są, ale nie zawsze od ręki

Dostępność części to największa obawa w przypadku chińskich samochodów. Trzeba jednak wyraźnie rozdzielić marki raczkujące, które pojawiły się niedawno i rzadko widujemy je na ulicach, od tych, które już zdobyły pozycję na rynku i w świadomości kierowców. Do tej drugiej grupy należą m.in. MG, Omoda, Jaecoo, BYD, BAIC czy Chery.

Części do najpopularniejszych chińskich modeli są dostępne – nie zawsze od ręki, ale bez problemu da się je sprowadzić. Przy czym na niektóre zamówienia czeka się raczej tygodniami niż dniami.

– Rynek ostatnio mocno się zmienił i klienci popularnych marek europejskich również potrafią czekać tygodniami na oryginalne elementy. Dlatego obawy dotyczące akurat "chińczyków" często są większe, niż wynika to z realiów rynku – ocenia Adam Lehnort, ekspert sieci ProfiAuto.

Ekspert podkreśla, że chińskie auta są stosunkowo proste technicznie (przynajmniej w wersjach spalinowych), a ich podzespoły pochodzą od renomowanych, globalnych dostawców. Zazwyczaj do jednego modelu oferowany jest tylko jeden silnik, często stosowany również w innych pojazdach danego koncernu. Jeśli pojawia się inna wersja napędowa, to najczęściej hybrydowa lub elektryczna. Podobny, uproszczony schemat coraz częściej stosują zresztą także marki z Europy.

Czy chińskie auto da się serwisować poza ASO?

Z punktu widzenia eksploatacji zaletą chińskich samochodów jest niewielka liczba wersji. Auta nie różnią się istotnie między sobą – nie ma tu na przykład kilku różnych stylizacji jednego modelu z innymi zderzakami.

Podobnie wygląda sprawa wyposażenia. W markach europejskich spotkamy wiele wariantów reflektorów, natomiast producenci z Azji rzadko stosują skomplikowane i drogie reflektory matrycowe. Nie ma też wielu odmian zawieszenia (np. sportowego czy adaptacyjnego), co w praktyce bardzo upraszcza dobór części.

W jednym aspekcie chińskie marki wciąż jednak pozostają w tyle: w dostępności tanich zamienników. O tym nie powie żaden sprzedawca w salonie. Alternatywne części nie są jeszcze oferowane na taką skalę jak do marek obecnych u nas od dziesięcioleci. Dodatkowo te młode samochody objęte są długimi gwarancjami, więc większość z nich i tak trafia do autoryzowanych serwisów (ASO). Jednak sytuacja stopniowo się zmienia.

Brak zamienników? To nie kwestia kraju pochodzenia

W katalogach pojawia się coraz więcej zamienników do pojazdów marek MG, Omoda, Jaecoo, BYD czy BAIC. Nie ma jeszcze wszystkiego, ale podstawowe elementy eksploatacyjne są już na rynku. Analizując asortyment magazynowy, widać, że rutynowy przegląd okresowy popularnego chińskiego auta można dziś bez problemu wykonać "na własną rękę" w serwisie niezależnym. Dostępne są filtry, klocki i tarcze hamulcowe oraz elementy układu zawieszenia – wylicza Lehnort.

Problem ten nie wynika z samej "chińskości" pojazdów, na co zwraca uwagę ekspert: Gdy ktoś twierdzi, że do chińskich aut nie ma zamienników, warto dodać: podobnie jak do wielu nowych modeli innych, tradycyjnych marek. To z reguły kwestia stażu rynkowego konkretnego modelu, a nie kraju pochodzenia marki.

O czym nie mówi sprzedawca? Pod maska jeden standard

Chińskie marki są już bardzo liczną grupą na polskim rynku, dlatego wrzucanie ich do jednego worka bywa krzywdzące. Są wśród nich samochody lepsze i gorsze – tak samo jak od lat bywało w motoryzacji europejskiej.

Ich wspólną cechą jest ograniczona oferta wersji, bogate wyposażenie standardowe oraz podobne jednostki napędowe. Najczęściej są to czterocylindrowe silniki benzynowe 1.5 i 1.6 turbo połączone z automatyczną skrzynią biegów. Napęd na cztery koła pojawia się rzadko, a diesle znajdziemy praktycznie tylko w pojazdach użytkowych. Producenci z Chin zwykle pomijają też miękkie hybrydy.

Wielkie ekrany i za krótkie siedziska

Zdaniem eksperta w przypadku luksusowego wyposażenia warto zachować zdrowy rozsądek. Czasem cukierek zapakowany w złoty papierek nie smakuje tak, jakbyś się tego spodziewał:

  • Audio: Z jednej strony dostajesz mnóstwo głośników, z drugiej – jakość brzmienia czy sama głośność nie zawsze spełniają oczekiwania.
  • Fotele: Często są regulowane elektrycznie, ale zakres tych ustawień bywa marny. Brakuje np. regulacji długości czy pochylenia siedziska.
  • Ergonomia: Wnętrze może imponować stylistyką i wielkimi ekranami, jednak pozycja za kierownicą nie zawsze będzie idealna, zwłaszcza dla wysokich osób.

Chiński samochód to mistrz prostej, niepewny w zakrętach

Układ jezdny także pozostawia sporo do życzenia. Co prawda zawieszenie zestrojono komfortowo i miękko, przez co dobrze tłumi nierówności, ale w ekstremalnych sytuacjach na drodze auto bywa nieprzewidywalne. Samochody europejskie prowadzą się precyzyjniej i dają większe poczucie pewności przy wyższych prędkościach.

Policz sześć razy, zanim stracisz 40 tys. zł

Oceniając zakup na chłodno, może się okazać, że nieco droższe auto marki europejskiej czy japońskiej będzie w ogólnym rozrachunku lepszym wyborem.

– Zakup droższego samochodu europejskiego, koreańskiego czy japońskiego może się zwrócić po kilku latach. Chińskie auta często spalają więcej paliwa, a ich wartość rezydualna wciąż jest dużą niewiadomą. Różnica 30-40 tysięcy złotych przy zakupie może stopnieć lub całkowicie się odwrócić w momencie odsprzedaży pojazdu na rynku wtórnym – podkreśla Adam Lehnort.

Pułapka LPG w chińskich modelach

Jednym ze sposobów na ograniczenie wydatków na stacjach benzynowych są oferowane w salonach instalacje LPG. Nie są to jednak rozwiązania fabryczne, a systemy dokładane przez polskich importerów, często do silników z bezpośrednim wtryskiem paliwa. Przez to oszczędności są mniejsze niż w konstrukcjach starszego typu, a jakość działania bywa dyskusyjna.

– Klienci często mylą fabryczną instalację LPG z instalacją montowaną przez importera przed wydaniem auta. W obu przypadkach odbieramy z salonu nowy samochód zasilany autogazem, dlatego łatwo o pomyłkę. Różnica jest jednak kluczowa. W wersji fabrycznej producent już na etapie projektowania przystosowuje silnik do pracy na alternatywnym paliwie. W przypadku chińskich jednostek napędowych sytuacja wygląda inaczej. Te silniki nie były projektowane z myślą o gazie. Montaż przeprowadza importer w Polsce i w efekcie pojawia się coraz więcej sygnałów od klientów o problemach z bieżącą eksploatacją takich aut – ostrzega ekspert ProfiAuto.

BYD Seal 6 DM-i Touring
BYD Seal 6 DM-i Touring
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Zmiany w przepisach dla kierowców, najświeższe informacje ze świata motoryzacji, premiery, testy najnowszych modeli aut, porady. Od kiedy zakaz samochodów spalinowych? Czy pieszy ma zawsze pierwszeństwo? Gdzie zainstalują nowe fotoradary i kamery odcinkowego pomiaru prędkości? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziesz w newsletterze Auto.dziennik.pl.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj