Sprytny ruch stacji na kilkanaście godzin przed obniżką
Rząd Norwegii od środy 1 kwietnia zniósł podatek drogowy na paliwa. Dla kierowców miało to oznaczać obniżkę o 4,41 korony na litrze benzyny i 2,85 korony na litrze diesla (odpowiednio ok. 1,70 zł i ok. 1,10 zł). Jednak ceny dla kierowców zamiast spaść – wzrosły. Jak to możliwe?
Mechanizm okazał się prosty. Stacje paliw we wtorek po południu, czyli tuż przed wejściem w życie nowych przepisów, w całym kraju podniosły ceny o 4,50 korony (ok. 1,50 zł).
Paradoks na stacjach paliw. Kierowcy płacą więcej, choć rząd obniżył ceny
W efekcie następnego dnia rano rządowa ulga weszła w życie i jedynie zniosła tę sztuczną podwyżkę. Kierowcy zostali z cenami, które w wielu miejscach znów dobiły do granicy 30 koron za litr (ok. 11,50 zł/l).
Politycy i eksperci są wściekli: To niedopuszczalne
Analitycy mówią wprost o "skoku na kasę". Cytowany przez PAP Syver Orhagen z firmy monitorującej rynek zauważył, że wzrost nastąpił dokładnie jedno popołudnie przed planowanym zniesieniem opłat.
Z kolei Sylvi Listhaug z Partii Postępu domaga się, by pieniądze z obniżki podatków trafiły do portfeli obywateli, a nie na konta gigantów paliwowych: Oczekujemy, że ceny zostaną obniżone odpowiednio do cięcia podatków – grzmi liderka ugrupowania.
Szykuje się paraliż stolicy. Kierowcy wyjdą na ulice
Z kolei oddolny ruch kierowców i branży transportowej Dieselbroelet nie zamierza czekać na wyjaśnienia. Jeśli operatorzy stacji nie wycofają się ze swojej decyzji, wówczas na 10 kwietnia planowana jest blokada obwodnic Oslo. Na ten moment kierowcy czują się po prostu nabici w butelkę.