Wkrótce zmienią się zasady szkolenia i egzaminowania kierowców. Osoby ubiegające się o poszczególne kategorie na motocykle (AM, A1, A2 i A) dostaną dwa dodatkowe zadania. Jedno z nich to ominięcie przeszkody przy prędkości nie niższej niż 50 km/godz. Drugie - slalom między słupkami przy prędkości nie niższej niż 30 km/godz.

Takie zmiany przewiduje projekt rozporządzenia w sprawie egzaminowania osób ubiegających się o uprawnienia do kierowania pojazdami, szkolenia, egzaminowania i uzyskiwania uprawnień przez egzaminatorów oraz wzorów dokumentów stosowanych w tych sprawach. Propozycje tych zmian powstały w Ministerstwie Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej. Resort przygotował także projekty rozporządzeń w zakresie szkolenia kandydatów na kierowców oraz dokumentów uprawniających do jazdy. Zmiany mają zacząć obowiązywać od 11 lutego 2012 roku.

Brawurowa jazda motocyklem

Andrzej Szklarski, prezes Krajowego Stowarzyszenia Dyrektorów Wojewódzkich Ośrodków Ruchu Drogowego ma wątpliwość, czy nowe obowiązkowe manewry motocyklem na egzaminie będą bezpieczne.

– Place manewrowe nie są dziś przystosowane do tego, aby z prędkością 50 km/godz. omijać jakąś przeszkodę – zaznacza. Obawia się, że przy takiej prędkości może się to skończyć wypadkiem.

– Zwróciliśmy ministerstwu na to uwagę. Zaproponowaliśmy, aby ten element egzaminu odbywał się przy niższej prędkości. Będzie bezpieczniej, a efekt pozostanie ten sam – mówi Andrzej Szklarski.

Omijanie przeszkody przy 50 km/godz. będzie w niektórych przypadkach także niemożliwe z przyczyn technicznych. Jeżeli próg prędkości nie zostanie obniżony, to zadanie obleją osoby, które ubiegają się o kategorię AM, która zacznie obowiązywać od 19 stycznia 2013 roku i będzie uprawniać do jazdy motorowerem. A te pojazdy nie mogą jechać szybciej niż 45 km/godz.


Ponadto nie wiadomo, jak zweryfikować, czy pojazd jedzie z odpowiednią prędkością. Andrzej Szklarski wyjaśnia, że wojewódzkie ośrodki ruchu drogowego będą musiały kupić specjalne czujniki najazdowe, które pozwolą kontrolować poprawność wykonywania takiego zadania. Jednak obecnie WORD-y nie dysponują takim sprzętem.

Różne punkty za różne odpowiedzi

Zgodnie z propozycjami Ministerstwa Transportu test teoretyczny zaliczy osoba, która dostanie 68 punktów na 74, jednak pytania będą różnie punktowane. Za te, które mają największe znaczenie dla bezpieczeństwa na drodze, będzie można dostać trzy punkty. Za te mniej istotne dwa lub jeden punkt. Na teście kandydat na kierowcę dostanie w sumie 32 pytania egzaminacyjne. Pierwszych 20 pytań będzie ogólnych. Na każde z nich będzie trzeba odpowiedzieć TAK lub NIE, a na zastanowienie będzie 10 sekund. Dziesięć pytań będzie za trzy punkty, sześć za dwa i cztery za jeden punkt.

Kolejne 12 pytań będzie dotyczyć zagadnień właściwych dla poszczególnych kategorii praw jazdy. Inne będą więc na kategorię A, a inne na B lub C. W tym przypadku zostaną podane trzy możliwe odpowiedzi, z czego tylko jedna będzie właściwa. Pytań trzypunktowych będzie sześć, tych za dwa punkty – cztery. Za odpowiedź na dwa pytania będzie można dostać po jednym punkcie.

Nowością jest też regulacja, że osoby, które obleją trzy razy egzamin praktyczny na prawo jazdy, nie będą już musiały wykupywać dodatkowych jazd szkoleniowych. W projekcie rozporządzenia dotyczącego szkoleń kierowców nie ma bowiem mowy o szkoleniu dodatkowym, które jest dziś obowiązkiem po trzech niezdanych egzaminach. Jednak zdaniem Marcina Suwały, właściciela Ośrodka Szkolenia Kierowców i Instruktorów AS z Radomia, znika przepis, który wymuszał douczenie się tym, którzy gorzej sobie radzą za kółkiem.

Większa troska o jakość szkolenia

Według propozycji Ministerstwa Transportu instruktorzy nauki jazdy zostaną pozbawieni możliwości swobodnego decydowania o programie i sposobie szkolenia. Program zostanie im narzucony z góry. Przykładowo kandydaci na kierowców obowiązkowo będą musieli dwie godziny pojeździć z przyczepą lekką. Ministerstwo wskazuje też, jak ma wyglądać omówienie niektórych tematów i na co należy zwrócić uwagę. Instruktorzy dostaną więc wskazówki, czy daną część szkolenia poprowadzić w formie wykładu, pogadanki czy np. pokazu slajdów.


Ponadto wytyczne wskazują np., by niektóre elementy szkolenia odbywały się na drogach, gdzie panuje nieduży ruch. Pomysł ten podoba się prof. Ryszardowi Stefańskiemu, ekspertowi od przepisów ruchu rogowego z Uczelni Łazarskiego.

– W ten sposób zostanie ujednolicone szkolenie w całym kraju. Każdy kursant będzie mógł się też zawczasu zapoznać z tym, co go czeka na zajęciach – ocenia prof. Ryszard Stefański.

Zgodnie z propozycjami kandydaci na motocyklistów np. wysłuchają pogadanki lub opowieści o tym, jak jeździć po drogach gruntowych i jak przejeżdżać przez koleiny. W części praktycznej z kolei instruktor ma też przeszkolić ich w przejeżdżaniu przez koleiny czy piach. Kandydaci na kierowców samochodów osobowych mają natomiast poznać np. dokładną technikę pokonywania zakrętów. Instruktor ma nauczyć kursanta jeździć tak, aby przy dojeżdżaniu do łuku lub zakrętu potrafił on odpowiednio dociążyć przednią oś pojazdu, aby bezpieczniej pokonać zakręt. Opisana jest cała czynność, jak i przestroga, by nie zachęcać kursantów do niebezpiecznej jazdy. W niektórych elementach wskazano nawet to, jak kursant ma mieć ułożone ręce i nogi przy wykonywaniu poszczególnych czynności, czy nawet którą ręką trzymać kierownicę.

Koniec z indywidualnym podejściem

Takie rozwiązania zupełnie nie podobają się instruktorom.

– Jesteśmy fachowcami, a narzuca nam się coś, co w praktyce będzie obowiązkiem fikcyjnym - mówi Dariusz Mazur, właściciel Szkoły Jazdy w Chojnowie. Dodaje, że skończy się to na zaznaczaniu w dokumentach, że dana część szkolenia się odbyła. Podobnego zdania jest Marcin Suwała, właściciel ośrodka w Radomiu.


– To jakieś nieporozumienie. W tych wskazówkach nie ma nawet profesjonalnej terminologii, a autor posługiwał się zwrotami potocznymi, które niekoniecznie mogą być zrozumiałe dla wszystkich – wskazuje. Dodaje też, że narzucanie z góry, jak ktoś ma siedzieć, czy jak ma mieć ułożone ręce i nogi mija się z celem.

– Na kurs przychodzą osoby bardzo różne. Dlatego do każdego należy podchodzić indywidualnie – zaznacza Mariusz Suwała.

Wędrówki kursanta za dokumentami

Zgodnie z propozycjami ministerstwa nikt już nie trafi na kurs jazdy prosto z ulicy. Najpierw trzeba będzie udać się do starostwa powiatowego po Kartę kandydata na kierowcę. Dokument ten dostaną ci, którzy nie mają np. orzeczonego zakazu prowadzenia pojazdów. Dopiero z nim będzie można zgłosić się do ośrodka szkoleń kierowców i rozpocząć naukę.

– To niepotrzebne. Sytuacje, gdy na kurs trafia osoba, której sąd odebrał uprawnienia do prowadzenia pojazdów, są sporadyczne – stwierdza Dariusz Mazur. Dziś ktoś, kto chce rozpocząć kurs, po prostu składa odpowiednie oświadczenie.

– Tak powinno być w dalszym ciągu. Oświadczenia składane są pod odpowiedzialnością karną i to jest wystarczające – uważa prof. Ryszard Stefański.

Karta kandydata ma być dokumentem obiegowym. Po zakończeniu kursu kierownik ośrodka wpisze w niej odpowiednie adnotacje. Następnie zostanie zaznaczony zdany egzamin, po czym dyrektor WORD wyśle kartę do starosty. Dopiero wtedy kierowca może zgłosić się do starostwa po upragnione prawo jazdy.

Ważne

Znika obowiązek wykupywania dodatkowych jazd szkoleniowych po trzech z rzędu niezdanych egzaminach praktycznych